Valky – “Hooded Eyes” [RECENZJA]

Nasz ocena

15 stycznia ukazała się nowa EP artysty występującego pod pseudonimem Valky. Premierowy minialbum “Hooded Eyes” to rozwinięcie wcześniej zaprezentowanej, niezwykle interesującej i wciągającej wizji artystycznej muzyka. Poznajcie naszą recenzję tego wydarzenia.

fot. okładka EP

Recenzja EP “Hooded Eyes” – Valky (2021)

Za pseudonimem Valky kryje się producent i muzyk z Krakowa – Tomasz Kuźniar. Valky to inżynier dźwięku, ale też animator muzyki tworzący we własnej, niezwykle osobliwej przestrzeni muzycznej. A pogłębił ją jeszcze wyraźniej na drugiej już EPce zatytułowanej „Hooded Eyes”, którą można znaleźć we wszystkich platformach cyfrowych.

Stwierdzenie „animator” ma tu swoje uzasadnienie. Valky to twórca, którego trudno pomylić z kimś innym, a przy tym w pełni gotowym, by współpracować z poszukującymi artystami, którzy chcieliby mocniej zarysować własną oryginalność. Słuchając w ostatnim czasie albumów z kręgów muzyki alternatywnej, można mieć wrażenie, że wiele z nich prezentuje się dobrze, lecz niestety zbyt podobnie. Dlatego tak ważny jest faktyczny indywidualizm, będący wyznacznikiem niepodważalnej jakości i charakteru danego twórcy. On to ma.

Valky jest w pewnym sensie „edukatorem”. Tworząc pod własnym nazwiskiem potrafi wyprzedzać, to co aktualnie jest w jakiś sposób modne w takiej, niekoniecznie łatwej muzyce. Na drugim minialbumie artysta poczuł się pewniej, przemycając jeszcze więcej własnych, nieco bardziej różnorodnych pomysłów, czemu dowodzi chociażby nowa wersja kompozycji „Any Time”. Te wszystkie trzaski, zgrzyty, szumy, połamane konstrukcje połączone w jedną sensowną całość, tworzą zupełnie kosmiczną formę. Do tego dochodzą łagodnie wplecione dźwięki smyków, nadające pogłębionej, ale przy tym nieoczywistej melodyki. Ta rekonstrukcja wcześniej znanego utworu pokazuje rozwój i ciągłe przemieszczanie się twórcy w tak specyficznej, nie do końca odgadnionej materii.

Należy też odnieść się do gitarowych wstawek, które łączą się z elektroniczną wizją młodego artysty. Te nie mają potwierdzać geniuszu związanego z posługiwaniem się tym instrumentem, a jedynie poprzez swój minimalizm stawać się wiążącym, a przez to bardzo ważnym motywem wszystkich kompozycji. Najlepiej to słychać w czytelniejszym, także silnie angażującym „Mien”. W większości utworów występuje jeszcze jeden charakterystyczny element i jest nim coś na kształt odgłosów, jakby „wokalnych mrugnięć”, spreparowanych zapewne komputerowo. Słychać to już w otwierającym „Endue”, tak wyraźnie akcentującym charakter całej EPki.

Valky stworzył bezkresną przestrzeń, wypełnioną jednak realną wizją artystyczną, nasiąkniętą lekką psychodelią, niestandardowym zestawem na pozór prostych brzmień i ogromnej kreatywności. Nie wystarczy posiadać jedynie dobry program komputerowy, żeby nauczyć się nadawać elektronicznym dźwiękom ważniejszego znaczenia. Do tego dochodzi wypowiedź artystyczna, tak wyraźnie naznaczona osobowością samego kompozytora. Przecież bez jego poruszającej inwencji, nic nie mogłoby na tym albumie zaistnieć. Czas, żeby usłyszało o jego muzyce znacznie więcej osób. Warto dać się ponieść oryginalnym i jakże niejednoznacznie określonym opowieściom Valky’ego. Urokliwa, odurzająca i głęboka melancholia.

Łukasz Dębowski

 

Smartlink: https://solo.to/valky
YouTube: https://www.youtube.com/channel/UCfj0g2JdiINKxjtB6GKnQzw?sub_confirmation=1

 

Jedna odpowiedź do “Valky – “Hooded Eyes” [RECENZJA]”

Dodaj komentarz