Natalia Nykiel – “Origo” [RECENZJA]

Nasz ocena

Minialbum „Origo” to wyjątkowo ważny krok w dyskografii Natalii Nykiel. Autorka wielokrotnie nagradzanych płyt „Lupus Electro” i „Discordia”, wydała bez zapowiedzi mocną i bardzo emocjonalną EPkę. „Origo” to zapis wewnętrznych przemian dziewczyny, która wyrusza w podróż do swoich korzeni. Za produkcję albumu odpowiada ponownie Michał Fox Król. Poznajcie naszą recenzję tej płyty.

Recenzja płyty “Origo” – Natalia Nykiel (Universal Music Polska, 2019)

Jeszcze tydzień temu polski rynek muzyczny funkcjonował spokojnie pod względem premier albumów czy singli. Artyści przykładnie zapowiadali najnowsze wydawnictwa, dbając tym samym o właściwą promocję danego materiału. Czyli mówiąc krótko, bez większych zaskoczeń. Przychodzi jednak piątek 15 listopada i nagle wchodzi Ona, Natalia Nykiel.

Szturmem wdziera się na rynek z EP-ką „Origo” i jak gdyby nigdy nic skrada serce niejednego słuchacza. Kto mógł to jednak przewidzieć, skoro artystka wyjechała jakiś czas temu studiować do Portugalii i nic nie wskazywało na to, aby cokolwiek ukazało się od niej jeszcze w tym roku. Jak mówi sama Natalia: „Origo” to zapis wewnętrznych przemian dziewczyny, która wyrusza w podróż do swoich korzeni.

Wartym uwagi zatem będzie przeanalizowanie tego albumu pod różnymi względami i ocenienie, co tak naprawdę dzieję się podczas jego trwania. A dzieje się na nim naprawdę sporo, więc kto jeszcze nie siedzi to zapraszam do umiejscowienia się w wygodnym fotelu. Chwilę to potrwa.

Zacznijmy jednak od przeglądu współtwórców albumu, którzy dołożyli do niego niemałą cegiełkę. Już na pierwszy rzut oka dostrzec możemy Stevie’ego Aiello (kierownik muzyczny zespołu Thirty Seconds To Mars, kompozytor m.in. „Dangerous Night” i „Hait To The Victor”), który wspólnie stworzył tekst do utworu „Wanna Go Back” czy personę Daley’a (brytyjskie objawienie muzyki soul, współpracował wcześniej m.in. z Pharrellem Williamsem, Jessie J czy Gorillaz), współautora i wykonawcę kompozycji „Find Me”. Za sterami siedzi jednak niezastąpiony król polskich elektronicznych brzmień, czyli Michał „Fox” Król, który razem z Natalią skomponował album o charakterze na tyle zróżnicowanym, że niejeden producent złapałby się za głowę.

Na pięcioutworowym wydawnictwie dostajemy mieszankę polskiego folku i amerykańskiego punku z ambitnym electro-popem znajdującym ujście w wyselekcjonowanej elektronice. Właśnie do tego przyzwyczaiła nas ta dwójka. Do bezkompromisowych wydawnictw bazujących na elektronice z krwi i kości, nie ograniczanych w żaden sposób sekcją wokalną, a wręcz podkreślającą pełną paletę barw głosu Natalii.

Mimo, iż album zamyka się 19 minutach, to oferuje słuchaczowi tyle muzycznych jak i tekstowych wrażeń, że niejedno pełnowymiarowe wydawnictwo mogłoby poczuć się zawstydzone. Taka intensyfikacja treści ze strony Natalii pozwoliła jej zapakować emocje w zgrabne pudełeczko, które otwierane każdego dnia na nowo odkrywa przed nami kolejne sytuacje z którymi się utożsamia.

„Origo” podejmuje tematy nad wyraz złożone, gdyż dotykamy na nim takich wartości jak kobiecość, ludowość, polskość czy wsparcie drugiej osoby i ogólne więzy międzyludzkie. Sam tytuł przetłumaczony z łaciny brzmi „pochodzenie” lub „początek”, co tylko pokazuje w jakich strefach tematycznych porusza się Natalia na tym krążku.

Muzycznie rozpoczynamy ten album od transowej elektroniki uzupełnionej o słowne sample, a tekstowo opierających się o język hiszpański („Quya”). Następnie na płycie znaleźć możemy chyba najbardziej zaskakujący utwór w całej dyskografii Natalii, gdyż przyzwyczajeni do elektronicznych dźwięków w utworach Natalii napotykamy niespodziewanie na kompozycję opierającą się o punkowe brzmienia gitar i grającą pierwsze skrzypce perkusję („Volcano”). Nagrany wspólnie z Daley’em numer przywodzi na myśl Lupusowe „Pusto” czy Discordiowy „Pokój 5”, które również potrafiły zatrzymać słuchacza w miejscu i w żaden sposób nie ma być to porównanie pejoratywne dla żadnego z nich.

„Find Me” zaznacza swoją indywidualność merytorycznym tekstem, a także dźwięcznym wokalem artystów, które współgrają ze sobą w niebanalny sposób. Wydająca się być najbardziej singlową piosenką „Wanna Go Back”, traktuje w dużym stopniu o niespełnionej miłości, o niewykorzystanych okazjach i chęci powrotu do beztroskich chwil. Pod względem instrumentalnym kompozycja jest bardzo łagodna, pozwala stworzyć błogą aurę i wsłuchać się w tekst, który jest tak ujmujący na zwrotkach, że można tylko zachodzić w głowę czy rozgłośnie radiowo podchwycą ten utwór.

Zamykający EP-kę „I’m Not For You” wraz otwierającą „Quya” wydają się być najmniej dostępne dla przeciętnego słuchacza. To jednak ten pierwszy zawiera wstawkę folkową za sprawą Rodzinnego Zespołu Śpiewaczy z Rakowicz, którzy poznali się z Natalią za sprawą kręcenia programu „Szlakiem Kolberga”. Trzeba przyznać, że takie rozwiązanie jest innowacyjne na polskiej scenie muzycznej. Sam efekt wydaje się być frapujący, a być może i dobrze rokujący połączeniu takiej muzyki w jedno. Nawiązywanie do tradycji w treści utworów jest istotne, ale ukazywanie jej także w samej formie muzycznej jest niezwykle udanym zabiegiem ze strony artystki.

Jak widać łamanie schematów nie jest obce Natalii, która wydała niezapowiedzianie album, a na nim utwory wyznaczające nowe muzyczne ścieżki i dające wokalistce szersze możliwości rozwoju kariery. Płyta „Origo” jest także pierwszym w karierze wydawnictwem Natalii, które ukazuje się na rynku międzynarodowym.

W Polsce EP-ka ma swoją specjalną edycję fizyczną, która ukazała się w limitowanym nakładzie tysiąca pięciuset egzemplarzy. Każdy fizyczny egzemplarz został odręcznie podpisany przez artystkę. I jak tu nie dać się uwieść najnowszym dźwiękom od Natalii, skoro w tak krótkiej formie jaką jest 19 minutowa EP-ka, potrafiła zmieścić treść muzyczną jak i merytoryczną kompletnego, pełnowymiarowego albumu? Bierzcie i słuchajcie tego wszyscy, drugiej tak dobrej EP-ki tej jesieni nie uświadczycie.

Mateusz Kiejnig

 

Jedna odpowiedź do “Natalia Nykiel – “Origo” [RECENZJA]”

Dodaj komentarz