Holak i Frosti Rege – “Tego nie widać, to słychać”

Nasz ocena

Prawdopodobnie najbardziej kontrastowy rapowy duet ostatnich lat. Frosti Rege – przedstawiciel sceny ulicznej, zeszłoroczny debiutant labelu Prosto, spotyka się z Holakiem, artystą z dłuższym stażem zdobywającym coraz większą grupę fanów swojego “pastelowego stylu”. Ich wspólna płyta “Tego nie widać, to słychać” ukazała się 18 stycznia.

Recenzja płyty “Tego nie widać, to słychać” – Holak i Frosti Rege (Universal Music Polska, 2019)

Mieli zrobić jeden numer, a zrobili cały album. I to dobry album! Mowa oczywiście o płycie dość kontrastowego duetu złożonego z Mateusza Holaka i Frosti Rege. To nietypowe połączenie polega na tym, iż Holak tworzy rzeczy, które bardzo często balansują między rapem a lekko popowymi i melodycznymi brzmieniami.

 

Taki styl przyciągnął do Mateusza znaczną ilość słuchaczy z różnych środowisk. Frosti Rege to natomiast przedstawiciel muzyki ulicznej, który w zeszłym roku zadebiutował w labelu Prosto, a za sobą ma m.in. dobrze przyjęte płyty „Young Midas” czy „Jim Stark”.

Płyta stworzona wspólnie przez tych dwóch muzyków nazywa się „Tego nie widać, to słychać” i wydana została przez Universal Music Polska 18 stycznia 2019 roku. Jednak nie jest to pierwsze muzyczne spotkanie raperów. Na płycie Holaka wydanej 10 sierpnia 2018 roku „Dożyłem 25 lat i nie będę nic zmieniał” pojawił się utwór „Literki” z gościnnym udziałem Frostiego. Swoją drogą jest to jeden z lepszych i bardziej awangardowych utworów na płycie, zarówno pod względem tekstowym jak i stylistycznym.

Pomysł na płytę wyszedł samoistnie, gdyż planowo artyści mieli zrobić tylko jeden numer. Wyjaśnienie dostajemy już w numerze otwierającym płytę, który został także pierwszym singlem chłopaków.

„Mieliśmy zrobić jeden numer,
A poleciało jak z kranu.
Zrobiliśmy cały album.”

Album jest inspirowany muzyką klubową lat dziewięćdziesiątych i osiemdziesiątych, a narracja została oparta o imprezowe doświadczenia obu muzyków. Płyta ponadto nie jest rozwlekła, całość mieści się w 25 minutach. Znalazło się na niej nawet miejsce na skit, który wygląda na bardzo przemyślany. W oczy rzuca się niestety użycie naprawdę zbędnej ilości wulgaryzmów w utworze „The End”, który jest tak bardzo naszpikowany takimi wyrazami, że już po pierwszym odsłuchu nie chce się do niego wracać. Zakładać jednak można, że nie jest to ubóstwo językowe a celowy zabieg. Na albumie usłyszymy także takich wykonawców jak Ten Typ Mes, Rogal DDL i Jan-Rapowanie, którzy urozmaicają materiał własną charakterystyką artystyczną.

Zdecydowanie najbardziej intrygujące utwory to „Aha” i „Na Spokojnie”. Na wyróżnienie zasługuje też „3 miesiące” z gościnnym udziałem Jana-Rapowanie.

„Aha” to utwór, w którym możemy usłyszeć oboje muzyków. Frosti trzyma poziom z pozostałych numerów, lecz kawałek urozmaica nieszablonowy wokal Holaka oraz frapujący podkład muzyczny.

„Na Spokojnie” ujmuje swoim niepozornie leniwym bitem zrobionym przez Łukasza Stachurko (stworzył także muzykę do utworu „Ramen”), lecz tak zapadającym w pamięć, że nucenie tego utworu pod nosem wydaje się czymś naturalnym. Co więcej, dostaliśmy dobry tekst wpasowujący się w kompetencje wokalne zarówno Frostiego, jak i Holaka.

Godnym uwagi jest także utwór „3 miesiące” z gościnnym udziałem Jana-Rapowanie. Instrumental brzmi niczym wyrwany z albumu ZHU „Ringos Desert” wydanym nieco ponad pół roku temu. Inne oblicze pokazuje Frosti potwierdzając, że szybsze utwory nie są mu obce, co przy dopełnieniu z symptomatycznym wokalem Jana-Rapowanie dało bardzo pomyślny efekt.

Konkludując, album stworzony przez Holaka i Frostiego brzmi świeżo i jest unikalnym tworzywem muzycznym, który szczególnie wyróżnia się na tle innych artystów wydających albumy w Universal Music Polska. Ich wspólny debiut wyszedł udanie, bez zbędnych fajerwerków. Niewątpliwie takie kontrastowe połączenie raperów dotrze do różnych środowisk, co będzie tylko na plus dla obojga z nich.

Mateusz Kiejnig

fot. materiały promocyjne

Dodaj komentarz