“Poezja wciąż jest obecna w naszym życiu” – nasza rozmowa z Krzysztofem Napiórkowskim

“Sonety Krymskie” Adama Mickiewicza i ich ponadczasowe piękno to inspiracja do kolejnego albumu Krzysztofa Napiórkowskiego – pieśniarza, wokalisty, pianisty i kompozytora. Płyta “Mickiewicz. Sonety Krymskie” ukazała się w lutym 2020, a my z tej okazji mogliśmy porozmawiać z artystą.

fot. Anna Zamoyska

Osnową płyty są kompozycje Napiórkowskiego zaśpiewane przez niego przy fortepianie. Towarzyszą mu muzycy operujący instrumentarium nawiązującym do muzyki klasycznej: fagot, klarnet basowy, flet, skrzypce, gitara, instrumenty perkusyjne, nie brak tu jednak współczesnych elementów jak gitara basowa.

Czy forma płyty „Sonety Krymskie” była ściśle zaplanowana, bo pomimo dużego zaangażowania w jej powstanie, wydaje się dosyć krótka?

Ta płyta nie jest aż tak krótka, bo jest i tak dłuższa niż chociażby „10 x Twardowski”. „Sonety” są pełnoprawną płytą, bo przekraczają w sumie 33 minuty. Jej lapidarność wynika z tego, że teksty nie zostały potraktowane w sposób ściśle piosenkowy. W końcu nie mamy tu do czynienia z formą, w której pojawiają się zwrotki i powtarzalny refren. Musiał powstać wzorzec bardziej progresywny, który ma za zadanie przedstawić sonet w taki sposób, jak został napisany przez autora. Bez żadnego uwspółcześniania.

Nie było pokusy, żeby nagrać ich więcej?

Akurat te, które wybrałem, czyli dwanaście z osiemnastu, to nie przypadek. Po prostu na te znalazłem pomysł od strony muzycznej. Czytając wybrane z nich, nie przyszła mi do głowy żadna melodia. Poza tym trudność interpretacji niektórych polegała na tym, że oparte są np. na dialogach. A nie czuję się aż tak swobodnie w formach teatralnych, stąd skupiłem się na elementach lirycznych.

Przełożenie tych sonetów na piosenki, a także przyglądając się wcześniejszym dokonaniom może się wydawać, że słowo w piosence jest dla Pana treścią najważniejszą. Czy to prawda?

W moim przypadku słowo stanowi równoważną wartość, co muzyka. Nie potrafiłbym wskazać większej ważności któregoś z tych elementów. Zarówno słowo, jak i melodia to są moje dwie największe pasje, które tworzą całość w postaci utworu muzycznego zwanego potocznie piosenką. Nie jestem w stanie oddzielić tych dwóch składowych i wskazać, co ma dla mnie większe znaczenie. Słowo, w tym przypadku Adama Bernarda Mickiewicza jest punktem wyjścia do tego, co później wydarzyło się na tej płycie od strony czysto muzycznej.

A skąd pomysł na przełożenie akurat sonetów na formę piosenkową?

Ja sam nie wiem dlaczego akurat Mickiewicz zdecydował przełożyć własne opowieści z podróży na formę sonetu. Niemniej akurat „Sonety krymskie” stanowią w literaturze polskiej początek tego gatunku. Można powiedzieć, że Mickiewicz zapoczątkował modę na tego typu poezję. Nie mam wątpliwości, że jest to dzieło przełomowe i nawet po 200 latach od napisania nie straciły one na kunszcie, aktualności oraz pięknie. Jest to wielka emanacja geniuszu tego najwybitniejszego twórcy literatury polskiej.

Mój kuzyn Jacek Napiórkowski i autorka Krystyna Dąbrowska mieli odczyt w Muzeum Literatury, gdzie zaprezentowali własne wiersze, a także jeden wiersz Mickiewicza. Akurat oboje przedstawili „Ciszę morską”, co spowodowało, że ten sonet zapadł mi w pamięci. Później w czasie podróży z moją córką po historycznych miejscach w Budapeszcie natknąłem się na fortepian Beethovena. I znów pojawiła się w mojej głowie „Cisza morska”, którą po powrocie postanowiłem przełożyć na muzykę. Później zrodziły się kolejne pomysły, co dało początek całej płycie.

Ciekawym jest fakt, że dało się przełożyć sonety na formę piosenkową. Skąd ta płynność w twórczości Mickiewicza, która na to pozwoliła?

Pierwsza połowa XIX wieku to był duży rozkwit kultury. Paryż, salony, polska emigracja, rozwój literatury i muzyki… A Mickiewicz to chłonął i miał słuch do muzyki, co łatwo zauważyć w samej rytmice tych sonetów. Na pewno słuchał przecież Chopina, którego gra go wzruszała. Wrażliwość Mickiewicza na muzykę jest niezaprzeczalna.

Nie było obaw związanych z tym, że sięga Pan po znaczące dzieło Mickiewicza i przez to trzeba zmierzyć się z wielkością jego twórczości?

Byłem tak pochłonięty ideą powstania tych muzycznych interpretacji, że zupełnie o tym nie myślałem. Zdałem sobie sprawę z tego, na co się porwałem dopiero w momencie, gdy zobaczyłem okładkę płyty Napiórkowski/Mickiewicz, którą stworzyła moja córka. Wtedy dotarło do mnie, że dotknąłem czegoś naprawdę wielkiego. Gdybym zastanawiał się wcześniej nad tym, że biorę się za twórczość pomnikowej postaci, jaką był Mickiewicz, to nie wiem czy bym zaczynał takie przedsięwzięcie. Cieszę się, że udało się sfinalizować projekt, bo forma muzyczna pozwoliła odczarować twórczość poety. Muzyka jest wartością dodaną do tej poezji, dzięki czemu tworzy nową płaszczyznę odbioru. Być może pozwoli to na popularyzację twórczości, która kojarzy się wielu jedynie ze szkolnym przymusem. Sam miałem okazję zbliżyć się do sonetu i docenić jego walory.

Na co w szczególny sposób chciał Pan zwrócić uwagę sięgając po twórczość Mickiewicza?

Przede wszystkim mamy do czynienia z pięknym słownictwem i frazeologią. Wiele jest w sonetach odniesień do kultury muzułmańskiej, co jest szczególnie żywe także w dzisiejszej sytuacji geopolitycznej. Można na nowo zweryfikować historię Krymu, który wtedy był muzułmański. Nie bez znaczenia jest fakt, że „Sonety krymskie” zostały przetłumaczone na mnóstwo języków, w tym takie egzotyczne, jak tatarski. To jest literatura o szerokim zasięgu.

Czy pojawiły się jakieś trudności w przekładaniu tamtego języka, który odbiega delikatnie od współczesności, na dzisiejszą formę wypowiedzi muzycznej?

Nazwałbym to to raczej wyzwaniem interpretacyjnym. To wymagało pewnego wyćwiczenia i nie stanowiło jakiegoś zmagania się z językiem i taką formą. Płynność muzyki przyszła sama, a właściwie ułatwiła mi pracę nad tymi piosenkami. Stało się to moją piękną przygodą.

Kilka słów musiało zostać jednak uproszczonych, żeby pasowały to formy utworu muzycznego?

Myślę, że to wynikało z tego, że nie byłem ich w stanie dobrze zaśpiewać. I pewne delikatne zmiany nastąpiły na zasadzie czysto onomatopeicznej.

Nieprzypadkowe wydaje się klasyczne podejście do muzyki, która koresponduje z twórczością Mickiewicza. Takie było założenie, żeby te piosenki odwoływały się do klasyki?

Klasyczne brzmienie wynika z takich, a nie innych instrumentów, które tworzą te piosenki. Całe instrumentarium, oprócz delikatnie zarysowanej gitary basowej jest z epoki. Pojawiła się nawet kopia XIX wiecznego fletu, który jest zupełnie inny niż ten, który używa się w dzisiejszych czasach. To jest drewniany instrument, nieco większy i grający przez to nieco niżej. On podkreśla klasyczne podejście do tego projektu. Warto dodać, że strona harmoniczna jest też bardziej klasyczna.

Jak obudowuje się muzycznie takie piosenki? Skąd przychodzą pomysły na pojawianie się kolejnych instrumentów?

Przy tej płycie pracowałem trochę inaczej, bo pojawiło się wielu artystów z zewnątrz, z którymi na co dzień nie współpracuję. Zaprosiłem do tego projektu wybitnych muzyków. Artur Kasperek, grający tutaj na fagocie to profesor Akademii Muzycznej, wspaniały solista i ogólnoświatowy mistrz tego instrumentu. Te postaci dodają klimatu, który był niezbędny przy tworzeniu tych utworów. Zrezygnowałem z instrumentów dętych blaszanych. Za to pojawił się Michał Żak, specjalizujący się w muzyce tradycyjnej, dawnej. Jego obecność i gra na flecie dostarcza dodatkowej wartości. Należy wspomnieć o genialnym brzmieniu Tomasza Żymły, który dodał do  brzmienia albumu swój klarnet basowy, a na co dzień jest częścią Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia. Pojawia się też Mateusz Pilniewicz na skrzypcach, pochodzący ze świata jazzowego. Do tego dochodzą moi muzycy. Połączenie tych artystów dało świetny efekt. Od początku wymyśliłem sobie takie instrumenty i udało mi się przekonać tych muzyków do udziału w moim projekcie.

To wszystko składa się nie tylko na wyjątkowość tego albumu, ale też na jego ciepłe brzmienie.

To jest płyta, która ma sprawić słuchaczowi dużo przyjemności, ale takiej bardziej wytrawnej. Dochodzi do tego aspekt techniczny, bo te piosenki są bardzo organiczne. Ten album został nagrany w całości na „setkę” na taśmie analogowej. Rodzi to możliwość wydania prawdziwej płyty winylowej. Nie takiej, która jest zapisem cyfrowym, jak to się ostatnio robi, ale faktycznym czarnym krążkiem z duszą. Bez niepotrzebnych współczesnych zabiegów udało mi się dotrzeć do sedna muzyki, którą w czystej formie winyl mógłby pokazać.

Który z tych sonetów jest Panu najbliższy?

Najbardziej upodobałem sobie „Ałusztę w nocy”. Polubiłem go wyjątkowo i nie doszukiwałbym się powodów dlaczego tak się stało. Pewne rzeczy dzieją się po prostu i tak było z tym sonetem, do którego żywię większą sympatię. Ale chyba urzekło mnie piękno tego tekstu i przenikliwość autora.

Czy poezja, w tym Mickiewicza spełnia w dzisiejszych czasach jeszcze taką samą rolę jak kiedyś?

Warto zauważyć, że poezja wciąż jest obecna w naszym życiu. Znalazła swoje miejsce nawet w internecie, bo tam także ludzie lubią się nią dzielić. Wiersze pomagają nam wyrażać się w sytuacjach, kiedy brakuje słów w określeniu jakiegoś zdarzenia. Poezja ma wartość nie tylko w literaturze, ale pomaga nam w trudnych momentach życia. Posiada funkcję społeczną, a nawet terapeutyczną i to się nie zmieniło. Poezja zawsze będzie istniała. A pewna transformacja medialna poprzez internet, zmienia nam percepcję myślenia, ale nie spycha poezji w zapomnienie.

Jak będą wyglądały koncerty z „Sonetami krymskimi”. Zamyka Pan to w jedną formę koncertową czy da się dołożyć do repertuaru Pana autorskie propozycje i chociażby piosenki z płyty „10xTwardowski”?

Na najbliższych koncertach skupię się na repertuarze z płyty „Sonety krymskie”, ale na pewno sięgnę też po wcześniejszy repertuar, bo słuchacze tego ode mnie oczekują. Wybiorę kilka utworów z mojej wcześniejszej twórczości, które będą pasowały do tej płyty. Pojawią się też krótsze formy koncertowe, m.in. w filharmoniach, gdzie będę grać tylko sonety, ale ogólnie skupiam się na pełnych koncertach, gdzie będzie można usłyszeć większy przekrój moich piosenek.

Rozmawiał: Łukasz Dębowski

 

Dodaj komentarz