, ,

Oskar Rzążewski – „Hive” [RECENZJA]

Oskar Rzążewski stale poszukuje nowych artystycznych wyzwań i sposobów prezentowania saksofonu. Album „Hive” to zaproszenie do jego muzycznego ula, świata fascynacji i nieograniczonych wręcz możliwości. Płyta ukazała się 30 października 2026 nakładem wytwórni DUX, pod naszym patronatem medialnym. Poniżej można znaleźć naszą recenzję tego wydarzenia.

fot. okładka płyty

Nasza ocena:

Oskar Rzążewski stale poszukuje nowych artystycznych wyzwań i sposobów prezentowania saksofonu. Album „Hive” to zaproszenie do jego muzycznego ula, świata fascynacji i nieograniczonych wręcz możliwości. Płyta ukazała się 30 października 2026 nakładem wytwórni DUX, pod naszym patronatem medialnym. Poniżej można znaleźć naszą recenzję tego wydarzenia.

Recenzja płyty „Hive” – Oskar Rzążewski (DUX, 2026)

Ten projekt wydaje się dość odważnym przedsięwzięciem, ponieważ próba interpretowania muzyki dawnej poprzez eksplorację brzmień saksofonu nie należy do oczywistych rozwiązań. Takiego zadania podjął się laureat wielu konkursów, muzyk wyczulony na dźwięk i precyzyjne rozwinięcia kompozycyjne, Oskar Rzążewski, prezentując na albumie „Hive” szeroką paletę własnych możliwości. Wszystko dzieje się przy udziale – w wybranych momentach – pianisty Cartera Mullera, organisty Grzegorza Bigasa oraz międzynarodowego kwartetu saksofonowego Effel Quartet. Repertuar jest różnorodny, ale najważniejsze, że udało się wypracować spójną wizję, która nie zaciera indywidualnego charakteru poszczególnych kompozycji, a jednocześnie pozwala im funkcjonować w ramach przemyślanej koncepcji.

Płytę otwiera trzyczęściowa „Sonata na obój i fortepian”, FP 185 (Sonate pour hautbois et piano) – jedno z ostatnich dzieł francuskiego kompozytora Francisa Poulenca, ukończone w 1962 roku. Utwór ma szczególne znaczenie, ponieważ uznawany jest za ostatnią kompozycję tego twórcy. Najbardziej emocjonalna jest trzecia część – „Déploration”, czyli lament – co doskonale oddano w interpretacji Rzążewskiego, chwytającego dźwięki niezwykle ujmująco i zestawiającego je z dojrzałym, pełnym klimatu fortepianem Cartera Mullera. Ta przejmująca odsłona wydaje się kwintesencją refleksyjnego tonu obecnego w wybranych momentach albumu. Szczególnie istotne staje się to w zestawieniu z zupełnie innymi, współcześnie brzmiącymi utworami napisanymi na zamówienie przez Adriannę Kubicę-Cypek. To niezwykle wprawnie rozegrane propozycje, zmierzające w stronę surowej, wręcz alternatywnej strategii artystycznej, poruszające detalem i umiejętnością budowania niepowtarzalnego nastroju („Elegy to the Rooftop Birds I i II”). Wyszło to znakomicie, pomimo powściągliwości w wykorzystaniu środków czysto muzycznych.

Inną część albumu stanowi propozycja Francuza Jean-Denisa Michata. Jego „The Dark Side” to frapująca, ponad 12-minutowa kompozycja z pogranicza współczesnej muzyki klasycznej, jazzu i improwizacji. Nie jest to typowy utwór kameralny, w którym wszystko zostało precyzyjnie zapisane i podporządkowane partyturze. Oskar również stara się to podkreślić, traktując kompozycję jako punkt wyjścia do własnej interpretacji w towarzystwie Effel Quartet. Czuć tu swobodniejsze kształtowanie muzycznej narracji, ale też zespołową pulsację, w której świetnie wyeksponowano klezmerskie motywy. Następnie przenosimy się do tytułowego „Hive” Tomasza Jakuba Opałki – kompozycji, która wydaje się najbardziej szalona i mocno improwizowana, a zarazem doskonale pokazuje temperament Rzążewskiego. Jego inwencja wykracza poza odgrywanie znanych motywów, co udowadnia także melodyjna, pełna barokowego charakteru „Chaccone in G Minor”. To dzieło skrzypcowe zostało specjalnie zaaranżowane na saksofon i organy Grzegorza Bigasa. Lekkość i jasność brzmienia bywają w tym przypadku totalnie hipnotyzujące.

Ponad godzina muzyki, łączenie pozornie niepasujących do siebie wątków, wyobraźnia, a może nawet lekka brawura sprawiają, że otrzymujemy nietuzinkowy projekt, który nie tylko pokazuje kunszt techniczny i znakomite zaaranżowanie całości, ale również potwierdza głębokie wyczulenie na różne aspekty odbioru twórczości, po którą zdecydował się sięgnąć Oskar Rzążewski. Nadając jej niestandardową wymowę, przenosi wszystko do teraźniejszości, zachowując piękno, które w tych kompozycjach wciąż drzemie.

Dzięki odejściu od zachowawczości i podkreśleniu tradycyjnego wyrazu udało się zbudować pomost łączący różne światy muzyczne w najlepszy z możliwych sposobów. Dlatego tak bardzo potrzebny wydaje się album „Hive”, będący zapewne dopiero początkiem dalszej drogi młodego muzyka, który nie lubi łatwych rozwiązań. I chwała mu za to.

rec. Łukasz Dębowski


  • Aleksander Dębicz – „12 Dreams for Piano” [RECENZJA]
  • 30-lecie płyty „Wszystko się może zdarzyć” Anity Lipnickiej