Kasia Moś prezentuje nowy utwór „PsiaPsi”

Kasia Moś prezentuje nowy singiel. „PsiaPsi” to przewrotna, bezczelna i bardzo celna opowieść o przyjaźni, której ufamy tak bardzo, że przestajemy ją kwestionować. Do chwili, gdy okazuje się, że za naszymi plecami wydarzyło się znacznie więcej, niż chcielibyśmy wiedzieć.

Kasia Moś prezentuje nowy singiel. „PsiaPsi” to przewrotna, bezczelna i bardzo celna opowieść o przyjaźni, której ufamy tak bardzo, że przestajemy ją kwestionować. Do chwili, gdy okazuje się, że za naszymi plecami wydarzyło się znacznie więcej, niż chcielibyśmy wiedzieć.

„PsiaPsi” jest piosenką o bliskości, którą uznajemy za coś pewnego. O ludziach wpuszczonych tak głęboko do własnego życia, że stają się częścią rodziny, codzienności, domu. A potem nagle wszystko zmienia perspektywę. Bo prawda ma irytującą właściwość – niemal zawsze znajduje drogę powrotną, nawet jeśli ktoś był przekonany, że skutecznie zostawił ją gdzieś poza naszym światem.

Już sam refren brzmi trochę jak dziecięca wyliczanka:

„Psiapsi z moim dzieckiem koci-łapci
niby kici-kici, a to taki wąż
Psiapsi, obiadki u mojej babci
Na kolację mój niedoszły mąż”

Pod tą lekkością kryje się jednak znacznie cięższa historia. „Psiapsi” mówi o momencie, w którym bliskość nagle zaczyna znaczyć coś zupełnie innego. O plotkach, półprawdach, grze na dwa fronty i ludziach, którzy na powitanie mówią „cześć, kochana”, a chwilę później zaczynają własną opowieść za naszymi plecami.

Kasia Moś nie opowiada tej historii jak smutnej ballady o zdradzie. Przeciwnie – jest tu ironia, dystans, humor i sporo pazura. Padają konkretne obrazy, sytuacje i zdania, a osobiste doświadczenie szybko zamienia się w historię znacznie bardziej uniwersalną. Bo niemal każdy spotkał kiedyś kogoś, kto świetnie radził sobie zarówno z racją, jak i z „relacjami”.

Za zadziornością „Psiapsi” zostaje jednak coś jeszcze – cisza po oczekiwaniu na refleksję, przeprosiny, na człowieka, który miał jeszcze raz zapukać.

Są bowiem ludzie, na których mimo wszystkiego wciąż czekamy, bo kiedyś byli nam naprawdę bliscy. Są też tacy, po których nie czekamy już na nic, bo pewnych rzeczy wybaczyć po prostu nie potrafimy.

Kasia Moś od lat należy do najbardziej wyrazistych i wszechstronnych polskich wokalistek. Dysponuje charakterystycznym, natychmiast rozpoznawalnym głosem, ale równie ważna jest jej artystyczna odwaga – swobodnie porusza się między popem, alternatywą i bardziej wymagającymi muzycznymi formami, nie zamykając się w jednej stylistyce.

Publiczność zna ją zarówno z autorskiej twórczości, jak i dużych projektów scenicznych. W 2017 roku reprezentowała Polskę w Konkursie Piosenki Eurowizji z utworem „Flashlight”. Przez kolejne lata konsekwentnie budowała własny język muzyczny, pokazując, że świetny warsztat wokalny może iść w parze z osobowością, charakterem i gotowością do artystycznego ryzyka.

W „Psiapsi” pokazuje jeszcze inną twarz – bardziej bezpośrednią, ironiczną i zaczepną. Bez wielkich deklaracji. Za to z refrenem, który po pierwszym przesłuchaniu bardzo trudno wyrzucić z głowy.


  • Pol Wanda – „Nieba krzyk i król Wiatr” [RECENZJA]
  • 30-lecie płyty „Wszystko się może zdarzyć” Anity Lipnickiej