„Nieba krzyk i król Wiatr” to najnowszy album projektu Pol Wanda, za którym stoi Michał Krysztofiak, współzałożyciel, gitarzysta i wokalista zespołu Oranżada. Wydawnictwo zawiera dziesięć piosenek balansujących między alternatywnym folkiem, poetyckim songwritingiem i psychodelią, podanych w charakterystyczny i nieoczywisty sposób. Poniżej można znaleźć naszą recenzję tego wydawnictwa.
Recenzja płyty „Nieba krzyk i król Wiatr” – Pol Wanda (2026)
Album „Nieba krzyk i król Wiatr” to wydawnictwo projektu Pol Wanda, za którym stoi Michał Krysztofiak, współzałożyciel, gitarzysta i wokalista zespołu Oranżada. Złożyły się na nie autorskie piosenki, płynące pod prąd tego, co obecnie jest popularne także w muzyce alternatywnej. Mamy tutaj do czynienia z kameralnym, aczkolwiek szorstkim brzmieniem akustycznym. Jest więc intymnie, ale z mocnym zaznaczeniem strategii artystycznej, bardzo wyrazistej w swoim anturażu i sensownie splecionej ze słowem, które w tym przypadku ma ogromne znaczenie.
Tylko przy dużej charyzmie i twórczym wyczuciu można przy niewielkich środkach wyrazu uzyskać zaskakująco intrygujący efekt końcowy. Podstawą wszystkich utworów pozostają więc głos Michała oraz gitara akustyczna, choć kompozycje zostały dodatkowo ubarwione wiolonczelą (Mikołaj Błaszczyk) i akordeonem (Piotr Rychlec). Pol Wanda rezygnuje z rozbudowanych aranżacji na rzecz organicznego brzmienia i oszczędnie wypełnionej przestrzeni, w której każdy z instrumentów otrzymuje odpowiednie miejsce, nie próbując dominować nad pozostałymi. To ma być swobodne porozumienie, a nie próba muzycznej rewolty, popisów i udowadniania, czego to my nie potrafimy. W tym przypadku chodzi o coś zupełnie innego, stąd przyjęta powściągliwość w budowaniu aranżacji.
Ostatecznie siła tego projektu wynika z namacalnej poetyki, która jednak nie jest książkowa, lecz bardziej codzienna, nie do końca literacka, a przez to bliższa wrażliwości nawet przypadkowego słuchacza. Teksty mają swoją wagę, płynącą z zaangażowania pozbawionego patosu. To wszystko wydaje się przez to bardzo ludzkie, prawdziwe, bliskie jakiejś prawdy, a jednocześnie na tyle wyrafinowane, że czujemy potrzebę obcowania z niebanalnym słowem artysty.
Propozycje mieszczą się gdzieś pomiędzy lekką psychodelią a wyszukaną alternatywą. Muzyka jest pełna melancholii, tajemniczości, a często także niepokoju lub nieco rytualnego charakteru („Mały strzał”). Niekiedy wydaje się celowo nieokrzesana, ale zawsze trafiająca przekazem w sedno („Niemów”). Dobrze wyważona pozostaje refleksyjność wpisująca się w poszczególne utwory, bez przytłaczania ich balastem smutku. Za to czerpanie z elementów natury wydaje się udanym mezaliansem, co potwierdza melodyjnie wyłaniająca się „Wisła”.
Nie jest to jednak płyta, której można słuchać bez przerwy. Jej koloryt muzyczny, a także treści potrzebują odpowiedniego czasu i miejsca. Trzeba od niej odpocząć, by znów poczuć potrzebę zanurzenia się w tej niecodziennej formule, może nawet niełatwej wymowie. Bez odpowiedniego dystansu całość może wydać się wręcz trochę męcząca, zbyt mało przystępna, przez co trudniej wyczuć jej artystyczną dorodność, uzupełnioną znakomitą interpretacją „Nim wstanie dzień” autorstwa Krzysztofa Komedy i Agnieszki Osieckiej.
„Nieba krzyk i król Wiatr” nie próbuje zdobywać uwagi natychmiast ani przekonywać do siebie prostymi środkami. To raczej spotkanie z artystą, który konsekwentnie realizuje własną wizję i nie ogląda się na chwilowe muzyczne mody. Pol Wanda proponuje słuchaczowi wejście do świata zbudowanego na indywidualnych zasadach – niekiedy wymagającego cierpliwości, ale odsłaniającego przy kolejnych spotkaniach nowe, nie zawsze oczywiste znaczenia.
rec. Łukasz Dębowski

![Leszek Kułakowski – „Poland, My Homeland” [RECENZJA]](https://polskaplyta-polskamuzyka.pl/wp-content/uploads/2026/07/Leszek-Kulakowski-Poland-My-Homeland-okladka.jpg)





Dodaj komentarz