Druga edycja Bittersweet Festival pokazała, że Poznań ma ambicję i możliwości, by na stałe wpisać się w kalendarz najważniejszych muzycznych wydarzeń w Polsce. Od 13 do 15 sierpnia Park Cytadela zamienił się w wielką festiwalową przestrzeń, w której obok światowych gwiazd znalazła się szeroka reprezentacja polskiej sceny.
Było miejsce zarówno dla popu, hip-hopu i elektroniki, jak i bardziej nieoczywistych projektów łączących muzykę popularną z jazzem, klasyką czy teatrem. Trzy dni, cztery sceny i ponad 40 artystów sprawiły, że każdy dzień festiwalu miał własny charakter.
Dzień 1: Becky Hill, Jessie J, Lorde i Gorillaz
Pierwszy dzień rozpoczęła Becky Hill, która szybko udowodniła, że nie potrzebuje długiego wstępu, by przejąć kontrolę nad publicznością. Jej taneczny set, w którym znalazły się między innymi „Crazy What Love Can Do” i „Gecko (Overdrive)”, od początku nadał głównej scenie wyraźnie koncertowy rytm.
Na ENEA Stage program był znacznie bardziej różnorodny. Sophia Stel i Charlie Jeer reprezentowali młodsze, bardziej nieoczywiste brzmienia, a Tommy Cash, który w ostatniej chwili zastąpił Charlotte Cardin, wniósł na scenę charakterystyczną mieszankę rapu, elektroniki i muzycznych eksperymentów. Późniejsze występy MEUTE i Paula Kalkbrennera skierowały program w stronę elektroniki i klubowej energii.
Next Stage również postawiła na świeże nazwiska, dając przestrzeń artystom takim jak Bricknasty, ZEP i MPH. Scena PKO Bank Polski pozwalała natomiast zwolnić tempo. Oprócz BitterSweet Talks odbywały się tam koncerty m.in. Blue Jazz Orchestra & Paulina Przybysz, hoshii oraz Warszawskiej Orkiestry Sentymentalnej. Była to przestrzeń, w której można było odpocząć od festiwalowego zgiełku i jednocześnie obcować z muzyką oraz rozmowami w zupełnie innej atmosferze.
Wieczorem ciężar festiwalu przeszedł na największe nazwiska. Jessie J poprzedziła występ Lorde, która przygotowała dopracowane i pełne energii show. Artystka zadbała o każdy sceniczny szczegół, dzięki czemu jej koncert ani przez moment nie tracił tempa.
Później Cytadela należała już do Gorillaz. Koncert brytyjskiego zespołu przyciągnął pod główną scenę ogromną liczbę fanów, którzy szczelnie wypełnili przestrzeń przed sceną. Dźwięki występu niosły się po Cytadeli, a momentami były słyszalne daleko poza terenem festiwalu. Gorillaz udowodnili tym samym, że ich obecność była jednym z najważniejszych punktów drugiej edycji Bittersweet.
Dzień 2: Mrozu, Rita Ora i koncert Twenty One Pilots
Piątek rozpoczął się od Mroza, który od pierwszych minut postawił na energiczne, koncertowe brzmienie. Artysta sprawnie połączył nowszy materiał z dobrze znanymi przebojami, a „Supermoce” były jednym z najmocniejszych punktów jego występu. Mrozu po raz kolejny pokazał, że należy do najpewniejszych koncertowych nazwisk na polskiej scenie.
ENEA Stage tego dnia było miejscem na zupełnie różne muzyczne światy. Leisure, Ashnikko, Chet Faker, Parcels i Alok stworzyli program rozpięty między indie popem, elektroniką, soulem, funkiem i klubową energią. Dzięki tak różnorodnemu programowi każdy mógł znaleźć coś dla siebie.
Równie ciekawie wyglądała oferta sceny PKO Bank Polski, gdzie obok BitterSweet Talks pojawiła się m.in. Orkiestra Kameralna Polskiego Radia Amadeus. To właśnie takie zestawienia sprawiały, że Bittersweet wykraczał poza formułę klasycznego koncertowego maratonu.
Na głównej scenie przed najważniejszym punktem wieczoru pojawili się Rita Ora i Tom Odell. Brytyjska wokalistka dała pełen emocji koncert, podczas którego nie kryła wzruszenia reakcją polskiej publiczności. W jej secie nie zabrakło między innymi „Your Song” i „Anywhere”.
Chwilę później Tom Odell wyraźnie zwolnił tempo i zaczarował Cytadelę bardziej kameralnym występem. Gdy wybrzmiały pierwsze dźwięki wyczekiwanego „Another Love”, tysiące osób pod sceną przejęły śpiewanie, tworząc jeden z najbardziej pamiętnych momentów tego dnia.
Prawdziwe widowisko przygotowali jednak Twenty One Pilots. Tyler Joseph i Josh Dun stworzyli show z dużym rozmachem. Dynamiczna produkcja, charakterystyczna scenografia, efekty pirotechniczne i nieustanny kontakt z publicznością sprawiły, że koncert szybko przerodził się w jedno z największych festiwalowych wydarzeń. Zespół połączył nowsze utwory, takie jak „Overcompensate”, z największymi hitami, między innymi „Stressed Out”, „Ride” i „Heathens”. Finałowe „Trees” było mocnym zwieńczeniem show, a fani już teraz domagają się powrotu chłopaków na przyszłoroczną edycję.
Dzień 3: Sobel, Robbie Williams i taneczny finał
Ostatni dzień rozpoczął Sobel. Jego koncert był jednym z tych momentów, które najlepiej pokazywały, jak mocno polska scena hip-hopowa zakorzeniła się w programie Bittersweet. Artysta przyciągnął pod główną scenę dużą publiczność, a pojawienie się na niej Okiego dodatkowo podniosło temperaturę występu.
Na pozostałych scenach również nie brakowało mocnych punktów. ENEA Stage należała między innymi do Giant Rooks, Fukaja, Morada, OKI i Faithless, Next Stage postawiła na świeższe nazwiska, a PKO Bank Polski połączyła koncerty, projekty specjalne i wydarzenia z pogranicza muzyki oraz teatru.
Dużą część uwagi tego dnia skupił na sobie Robbie Williams. Brytyjczyk rozpoczął koncert od „Let Me Entertain You”, a później przeplatał własne przeboje dobrze znanymi coverami. Najbardziej osobistym momentem okazała się jednak spontaniczna interakcja z jedną z fanek. Williams zauważył Maję z napisem „My mum loves you Robbie”, zadzwonił z jej telefonu do mamy, a następnie zaśpiewał jej „She’s The One”. Na koniec pojawił się na scenie w koszulce Warty Poznań, czym dodatkowo podbił serca poznańskiej publiczności.
Major Lazer zamienił główną scenę w ogromny, plenerowy klub. Bas, światła i najbardziej rozpoznawalne utwory projektu porwały publiczność do wspólnej zabawy, a atmosfera przypominała wielką festiwalową dyskotekę. Już na początku występu uczestnicy zostali dodatkowo schłodzeni wodą wylaną ze sceny, co przy panującym upale spotkało się z entuzjastyczną reakcją. „Lean On”, „Watch Out for This (Bumaye)” czy „Light It Up” tylko podkręcały tempo, prowadząc publiczność wprost w nocną część festiwalu.
Zwieńczeniem festiwalu był BITTER Chopin, SWEET Chopin, który na Main Stage połączył elektronikę, fortepian i muzykę symfoniczną. Bass Astral, pianistka Zitong Wang oraz muzycy Filharmonii Poznańskiej stworzyli wyjątkowy finał, którego dopełnieniem było nawiązanie do „Bitter Sweet Symphony” The Verve.
Sukces, który przyniósł nowe wyzwania
Bittersweet udowodnił, że w Wielkopolsce jest ogromne zapotrzebowanie na nowoczesny, wielogatunkowy festiwal. Sold out drugiej edycji oraz wyprzedanie pierwszej puli biletów na kolejną odsłonę w zaledwie kilka dni, jeszcze przed ogłoszeniem choćby jednego artysty, pokazują skalę zaufania, jakim cieszy się wydarzenie.
Tegoroczna frekwencja pokazała jednak również drugą stronę tego sukcesu. Organizatorzy przygotowali festiwal z myślą o większej liczbie uczestników – zwiększono liczbę toalet, pojawiły się dwa zbiorniki z darmową wodą, przeorganizowano strefę gastro, układ scen i kierowanie ruchem. Pomogło to utrzymać całość w ryzach, ale przy takiej frekwencji trudno było mówić o pełnym komforcie.
Nakładające się koncerty utrudniały przemieszczanie się między scenami, a po występach headlinerów samo opuszczenie Cytadeli przez wąskie gardła zajmowało nawet około godziny.
To właśnie skala festiwalu będzie jednym z największych wyzwań przed Bittersweet 3. Park Cytadela musi pomieścić rosnącą liczbę uczestników, jednocześnie zapewniając im komfort i sprawną komunikację. Dodatkowym wyzwaniem pozostają głosy niezadowolonych mieszkańców okolicznych osiedli, a znalezienie w Poznaniu przestrzeni o podobnej skali i charakterze nie będzie łatwe.
Kolejna edycja pokaże więc, czy organizatorom uda się pogodzić rosnącą popularność festiwalu z komfortem uczestników i jego otoczenia.

























fot. Hubert Rydz

![Dżem – „Sobie potrzebni” [RECENZJA]](https://polskaplyta-polskamuzyka.pl/wp-content/uploads/2026/08/Dzem-Sobie-potrzebni.jpg)





Dodaj komentarz