Łukasz Banasiak – „Random Numbers” [RECENZJA]

Nasz ocena

Autorska płyta „Random Numbers” Łukasza Banasiaka (git., voc., piano) zawiera – według artysty – jedne z najlepszych kompozycji w jego dorobku. Album jest już dostępny, a poniżej można znaleźć naszą recenzję tego wydarzenia.

fot. okładka albumu

Recenzja płyty „Random Numbers” – Łukasz Banasiak (Pitfall Records, 2026)

Gdzieś w szufladach istnieją piosenki, które potrzebują czasu, żeby dojrzeć i móc w końcu trafić do potencjalnego słuchacza. Po takie sięgnął muzyk mający głęboką świadomość artystyczną, choć istniejący na uboczu, z dala nawet od najbardziej alternatywnych projektów. Mowa o Łukaszu Banasiaku, instrumentaliście i wokaliście, grającym niegdyś m.in. z nieodżałowanym Jackiem „Budyniem” Szymkiewiczem. Twórca dopiero teraz zdecydował się wydać album „Random Numbers”, na który złożyły się utwory napisane w większości w latach 2012–2015, a zarejestrowane w latach 2015–2016 prawie w całości przez Mateusza Rychlickiego (kilka wokali zarejestrował P. Straus).

Większość kompozycji wydaje się „notatkami muzycznymi”, czy też – mówiąc inaczej – szkicami dźwiękowymi, elokwentnym zapisem doświadczeń, wersjami demo, których siła tkwi w ascetycznej formule i oszczędnym wykorzystaniu środków wyrazu, nie zawsze dostrzegalnych przy pierwszym kontakcie z nimi. Nie zmienia to faktu, że mają one swoje znaczenie nie tylko dla twórcy, ale również dla odbiorcy wnikliwego, poszukującego prawdy i tego, co nieoczywiste. Tutaj liczy się każdy najmniejszy szmer, rytm, muśnięcie gitary, a nawet cisza wkradająca się pomiędzy nuty.

Wszystko sprawia wrażenie nie do końca układnego, czy też zaprezentowanego według typowo piosenkowej konwencji, co powoduje, że obcowanie z tymi miniaturami staje się frapujące. Tym bardziej, że artysta nie sili się na tworzenie wielkopomnych dzieł, a raczej stara się nam towarzyszyć w chwilach oderwania od przyziemnych spraw, wysyłając sygnały, strzępy myśli i fragmenty własnej ekspresji artystycznej w niestandardowej konwencji.

To daje możliwość osobistego podejścia do tak ukazanych kompozycji, w których pojawia się nawet element improwizacji, a może i punkowej zadziorności („And I Say Goodbye To You”). Więcej jest tu jednak nostalgii, a raczej zawieszenia pomiędzy onirycznymi narracjami, gdzie teksty i muzyka bywają niejednoznaczne oraz symboliczne. Większość z nich wywołuje wrażenie zanurzenia w świecie wspomnień („Summer Children”), wyobrażeń („Do Not Fear”) czy podświadomości („Dead Mono” z surowo wyostrzoną perkusją). Dobrze, że pojawia się też odrobina szaleństwa, bliższa knajpianym przedsięwzięciom Nicka Cave’a lub pozaprojektowym odjazdom Tymona Tymańskiego niż typowo rockowej klasyfikacji („I Wasn’t Ehm Ehm Ehm”). Ciekawiej robi się również wtedy, gdy wkrada się odrobina mroku, czegoś trudnego do jednoznacznego okiełznania („Saudade”), a nawet filmowego klimatu („Black Piano”).

Brakuje tu jedynie dokładniejszej selekcji, wyraźniejszej myśli przewodniej i większej ciągłości, co nie oznacza jednak, że tego materiału słucha się źle. Warto też dodać, że produkcja została bardzo dobrze dopasowana do surowego stylu tych nagrań, nie dewaluując ich ostatecznego kształtu. I co najważniejsze – nie czujemy tutaj naleciałości kopiujących jakieś współczesne trendy w muzyce alternatywnej. Nic z tych rzeczy.

Album „Random Numbers” Łukasza Banasiaka wpuszcza nas do dzikiej, porośniętej gęstymi muzycznymi ścieżkami przestrzeni, w której, choć są pewne niedoskonałości, to obcowanie z nim okazuje się satysfakcjonujące. W końcu organiczna percepcja ma jedynie wskazywać kierunek, a nie dostarczać produkt w pełni określony i domknięty. Zresztą w tym przypadku liczy się emocja, moment prawdy i autentyczność przeżycia, a nie sytuacja czytelnie zaaranżowana według z góry przyjętego wzorca.

Łukasz Dębowski

Album dostępny na Bandcamp: https://lukaszbanasiak.bandcamp.com/album/random-numbers-2

 

Łukasz Banasiak z autorskim albumem. Posłuchaj singla „Empty”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *