Andre Bachleda – „Climate Change” [RECENZJA]

Nasz ocena

29 maja ukaże się „Climate Change” – nowy album Andre Bachledy i jego pięcioosobowego zespołu, poruszającego się na styku jazzu, rocka i muzyki świata. To projekt zbudowany na organicznym brzmieniu, improwizacji i wyrazistej, gatunkowo otwartej narracji. Poniżej prezentujemy naszą recenzję tego wydarzenia.

fot. okładka albumu

Recenzja płyty „Climate Change” – Andre Bachleda (2026)

To duża sztuka przekształcić nieoczywiste rozwiązania harmoniczne we własny język, który ostatecznie będzie mienił się oryginalnym kolorytem i przyjemnym klimatem otulającym percepcję słuchacza. Właśnie tak dzieje się na albumie „Climate Change” zespołu Andre Bachledy, gdzie połączenie muzyki etnicznej, rockowego charakteru i jazzowej swobody wykonawczej przyniosło zaskakujące efekty. Tym bardziej, że mamy do czynienia z żywą, organiczną materią, obezwładniającą znakomitym, wręcz mistrzowskim wykonawstwem oraz głębokim artyzmem, wyraźnie obecnym w każdym momencie tej płyty.

Lider formacji, Andre Bachleda, to artysta wszechstronny – śpiewający gitarzysta, kompozytor i poeta, a przy tym także niegdyś olimpijczyk, uczestnik zimowych igrzysk. Dorastał w góralskiej i artystycznej tradycji, dlatego jego działalność od zawsze miała szeroki wymiar, choć muzyka pozostawała osią, wokół której nieustannie się poruszał. Co istotne, nigdy nie był aż tak blisko jazzu, dlatego zaskakuje kierunek obrany na tym krążku. W towarzystwie doskonałych muzyków stworzył projekt sprawiający wrażenie jednej z najbardziej intymnych odsłon własnych poszukiwań, a przy tym pełen trafnych decyzji artystycznych i przez to wyjątkowo intrygujący.

W skład zespołu weszli Mateusz Pałka (pianista i kompozytor), Grzegorz Pałka (perkusista, laureat krajowych oraz międzynarodowych festiwali), Alan Wykpisz (kontrabasista nagradzany m.in. na Jazz Hoeilaart, Bass Copenhagen i Jazz nad Odrą), a także Maciek Ślusarczyk (saksofonista, aranżer, kompozytor oraz doktor sztuk muzycznych). To właśnie oni stają się gwarantem wysokiego poziomu, współtworząc z Bachledą przedsięwzięcie niebanalne, rozciągnięte pomiędzy gatunkową niejednoznacznością, a zarazem niezwykle bliskie wrażliwości słuchacza poszukującego w muzyce czegoś więcej niż tylko estetycznej poprawności. Stąd trudno nie dostrzec walorów tego materiału już po pierwszym przesłuchaniu.

Album rozpoczyna się wybornie – od utworu „Gaja”, w którym improwizowane motywy stopniowo nabierają intensywności, ukazując elokwentną grę wszystkich muzyków, znakomicie wyczulonych na wzajemne muzyczne interakcje. Jest dynamicznie, z polotem, ale bez chaosu, który mógłby niepostrzeżenie wkraść się do tej kompozycji. Zespół równie dobrze odnajduje się w lirycznej odsłonie, udowadniając, że potrafi starannie wyeksponować melodykę, nie tracąc przy tym własnego charakteru („Missing My Girls”). Pojawiające się wokalne wstawki naturalnie ubarwiają całość, nie narzucając jednoznacznej interpretacji bardziej klasycznie prowadzonym motywom („Tell Me Girl”). Nie należy jednak przyzwyczajać się do określonej wizji, bo już chwilę później grupa skręca w jakby futurystyczne, jeszcze mniej oczywiste rejony, oddając słuchaczowi łagodność okraszoną imponującą sprawnością wykonawczą („The Wind”).

Być może dla osób znających wcześniejsze albumy Andre – Andrzeja – Bachledy ten materiał okaże się zbyt daleko odsunięty od tego, co wcześniej tworzył. Jednak dla słuchaczy ceniących trafnie rozwiniętą myśl jazzową „Climate Change” może stać się albumem pierwszorzędnym, pełnym zwrotów akcji, a jednocześnie niosącym głębsze znaczenie, ukryte już w samym tytule projektu. Symbolicznie jest to również wyraźna zmiana w myśleniu artystycznym samego twórcy, który nie rezygnuje przecież z gitarowych impresji, tym razem umiejętnie wtopionych w nową strategię muzyczną. Słucha się tego z dużą przyjemnością.

Łukasz Dębowski

 

fot. Anna Maria Olak

Andre Bachleda z zespołem zapowiada album „Climate Change”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *