
KejC to rosyjski artysta, który jeszcze w tym roku – w czwartą rocznicę napaści Rosji na Ukrainę – wydał album w języku polskim zatytułowany „Inutil Terrae Pondus”. Poniżej można znaleźć naszą recenzję tego wydarzenia.
fot. okładka albumu
Recenzja płyty „Inutil Terrae Pondus” – KejC (2026)
Ten projekt to przedsięwzięcie nieszablonowe, bezpośrednio odwołujące się do wydarzeń związanych z czwartą rocznicą napaści Rosji na Ukrainę. Co ciekawe, młody twórca KejC jest Rosjaninem i otwarcie komentuje nie tylko kwestie związane z miejscem swojego urodzenia, ale poświęca też sporo uwagi Polsce, w której też do pewnego czasu przebywał. Pewien dyskomfort, może nawet ból, a także liczne obserwacje wyzwoliły w nim emocje znajdujące ujście w rapowanej formie wykonywanej wyłącznie w języku polskim. Tak narodził się pomysł na cały album „Inutil Terrae Pondus” (z łaciny: „bezużyteczny ciężar ziemi”).
Sposób przekazu pozostaje przy tym wyjątkowo czytelny i przekonujący. Słychać, że to emocje, które w nim narastają, próbują za wszelką cenę znaleźć ujście. Można wręcz odczytywać ten materiał jako formę buntu rodzącego się pod wpływem obserwacji współczesnych wydarzeń. Artysta wchodzi w rolę uważnego komentatora, który chce przekazać coś wprost, chwilami nawet kosztem większego rozbudowania warstwy muzycznej. Nie oznacza to jednak, że nie udało mu się stworzyć niepokojącego klimatu, choć jego siła wynika właśnie z gorzkiego wydźwięku słów, tak często wybrzmiewających w tych tekstach. Budzi podziw zaangażowanie, z jakim przekazuje napisane przez siebie wersy. I w tym przypadku słyszalny rosyjski akcent nie stanowi problemu – można wręcz odnieść wrażenie, że dodaje całości autentyczności, nawet jeśli czasem trzeba uważniej wsłuchać się w tekst, by wychwycić wszystkie zawarte w nim myśli.
KejC całkiem sprawnie operuje słowem na swoim debiutanckim albumie. Potrafi punktować ważne spostrzeżenia, choć niekiedy zbyt mocno akcentuje każdą frazę, przez co miejscami brakuje większej płynności i umiejętności stopniowania napięcia. Najczęściej twórca wykłada wszystko bardzo otwarcie, niemal na jednym poziomie emocjonalnego wyrazu. Nie zmienia to jednak faktu, że ciężar tych słów jest ogromny i wymaga od słuchacza odpowiedniego zaangażowania. Słychać, że artysta włożył w ten projekt wiele pracy, dbając przy tym o to, by całość prezentowała się profesjonalnie.
Warstwa muzyczna pozostaje więc dość oszczędna, oparta głównie na syntetycznych motywach, które szorstko korespondują z samym przekazem. Brakuje odrobiny większego flow, pewnego naturalnego „płynięcia” po powierzchni poszczególnych kompozycji, którym czasem brakuje również bardziej wyrazistej melodyki („Chodź tu, Polsko”). Trudno więc już po jednokrotnym przesłuchaniu całkowicie zanurzyć się w samej muzyce, zwłaszcza że to słowo niemal zawsze pozostaje na pierwszym planie – jednym z najważniejszych momentów albumu jest „Żar”, czyli hołd dla polskiego ducha walki.
Nie zmienia to faktu, że otrzymaliśmy bardzo ważny w swojej wymowie materiał, na którym artysta umiejętnie rozlicza się z wieloma bolączkami współczesności (mocny komentarz dotyczący Rosjan w „Pełen Wir Rusów”). Można wręcz mówić o dużej odwadze, bo próba przeciwstawienia się temu, co dzieje się na tle różnych zajść, często robi spore wrażenie („Karuzela”). Jego podziw kierowany jest nie tylko w stronę Polski, ale również uciśnionej Ukrainy, a kilka tekstów pozostaje naprawdę przejmujących w swojej obrazowości („Olbrzym”). Mówienie o takich sprawach bez ogródek wymaga nie tylko precyzji, ale też dużej staranności w formułowaniu myśli, by zostać właściwie zrozumianym. Tutaj nie ma wątpliwości, że pod tym względem wszystko wybrzmiało wyjątkowo przekonująco.
„Inutil Terrae Pondus” nie jest albumem łatwym ani wygodnym w odbiorze i może właśnie w tym tkwi jego największa wartość. KejC nie próbuje nikogo uwodzić formą czy tanim efektem, zamiast tego stawia na bezpośredniość, która momentami potrafi wręcz przytłoczyć swoją szczerością. To album surowy, trochę nierówny muzycznie, ale jednocześnie na tyle autentyczny i odważny, że trudno przejść obok niego obojętnie.
Łukasz Dębowski
Rosyjski artysta rapuje po polsku. KejC z albumem „Inutile Terrae Pondus”





