„Dla nas najważniejsze jest to, co dzieje się na żywo” – yassno [WYWIAD]

yassno to instrumentalny zespół balansujący między rockiem progresywnym, psychodelią a post-rockiem, konsekwentnie budujący swoją tożsamość wokół długich, narracyjnych form i atmosferycznego brzmienia. Z okazji wydania albumu „Synesthesia” mieliśmy okazję zadać kilka pytań grupie na temat ich twórczości.

fot. materiały prasowe

Co było punktem wyjścia do stworzenia albumu „Synesthesia” – kryje się za nim bardziej idea, czy konkretne kompozycje?

Grzegorz Syperek (gitara): Na początku opracowaliśmy pojedyncze formy – raczej niezależne od siebie fragmenty niż gotowa koncepcja albumu. Dopiero w procesie przygotowań do koncertu w Metal Cave zaczęliśmy myśleć o nich jako o czymś większym. Kolejność nie była przypadkowa – zaczęliśmy układać te elementy tak, żeby stworzyć jedną, długą narrację. „Synesthesia” nie powstała więc jako idea od początku do końca zaprojektowana, tylko jako proces, składanie osobnych bytów w jedną, spójną formę, która zaczęła żyć własnym życiem.

Tadeusz Miłecki (perkusja): Tak, nie zaczęło się od idei, tylko od materiału. Fragmentów, które powstawały bez założenia, że będą częścią większej całości. Potem pojawiła się potrzeba, żeby je ze sobą skonfrontować, sprawdzić, czy między nimi istnieje napięcie, które da się utrzymać w dłuższej formie. Eksperymentowaliśmy.

Łukasz Duda (gitara): Ten proces był dla nas raczej odkrywaniem niż projektowaniem. Kolejność wynikała z prób uchwycenia przepływu. Sprawdzaliśmy, jak jeden stan przechodzi w drugi bez wyraźnych cięć.

Dlaczego zdecydowaliście się na formę zapisu koncertu zamiast klasycznej produkcji studyjnej? Czy nie uważacie, że to trochę ryzykowne posunięcie w przypadku debiutującego zespołu?

Tadeusz Miłecki: ​​To nie była decyzja strategiczna ani „ryzykowny ruch”, w ogóle nie myśleliśmy w tych kategoriach. Nie było kalkulacji, czy coś się opłaca, czy jest bezpieczne. Liczyła się tylko potrzeba stworzenia i uchwycenia naszej pierwszej wypowiedzi jako zespołu.

Tomek Rozdżestwieński (bas): Pierwotnie w ogóle nie planowaliśmy wydania tego materiału. Chcieliśmy po prostu zarejestrować koncert dla siebie jako dokument pewnego momentu. Chcieliśmy sprawdzić, jak to wyszło. Ale energia tego występu i reakcja ludzi były na tyle silne, że poczuliśmy, że to coś więcej niż tylko zapis. Kiedy usłyszeliśmy pierwszą, bardzo surową wersję nagrania, okazało się, że to „działa”, nawet bez dopracowanej produkcji. I wtedy zapadła decyzja: nie poprawiamy tego, tylko zachowujemy tę energię i wypuszczamy wersję “live”.

 

fot. okładka albumu

Czy „Synesthesia” miała być bardziej dokumentem chwili, czy pełnoprawną, dopracowaną wypowiedzią artystyczną?

Tomasz Rozdżestwieński: Jedno i drugie. To jest zapis konkretnego momentu ale jednocześnie bardzo świadoma forma, która – myślę, że zgodzą się tu wszyscy – stała się fundamentem pod dalszy rozwój. Traktujemy ten materiał jako punkt wyjścia, coś, co definiuje nasz język, ale go nie zamyka.

Czy precyzyjne przeniesienie tego projektu na kolejne koncerty jest w ogóle możliwe? Co najbardziej interesuje was w kolejnych odsłonach tego materiału na żywo?

Grzegorz Syperek: Jasne, technicznie jesteśmy w stanie odtworzyć tę formę, zagrać te same fragmenty, w tej samej kolejności. Ale to nigdy nie będzie to samo. Każdy koncert jest osobnym zdarzeniem, zależnym od miejsca, ludzi i energii, która powstaje między sceną a publicznością. Nie interesuje nas mechaniczne odtwarzanie „Synesthesia”.

Tadeusz Miłecki: Bardziej interesuje nas rozwijanie tej formy, wprowadzanie nowych elementów, zmiana proporcji, reagowanie na to, co dzieje się tu i teraz. Już teraz wplatamy nowe fragmenty w tę strukturę, więc każdy kolejny koncert jest jej kolejną wersją, a nie kopią. Dla nas najważniejsze jest to, co dzieje się na żywo. Ale nie w sensie odtwarzania materiału, tylko budowania sytuacji, która wydarza się między nami a ludźmi. W pewnym momencie to przestaje być „koncert” w klasycznym rozumieniu, a zaczyna być wspólnym przeżyciem. Czymś, co powstaje w czasie rzeczywistym i istnieje tylko w tej jednej konfiguracji miejsca, energii i obecności.

Jak rozumiecie tytułową synestezję – bardziej jako metaforę, czy realne doświadczenie muzyczne? Czym ona jest dla was osobiście?

Łukasz Duda: Synestezja jest dla nas bardziej doświadczeniem niż pojęciem. To moment, w którym muzyka przestaje być tylko dźwiękiem i zaczyna działać szerzej – uruchamia obrazy, napięcia, skojarzenia. To też sposób pracy. Budowanie formy, która nie prowadzi słuchacza przez „utwory”, tylko przez stany. Coś, co bardziej się przeżywa niż analizuje, co dobrze słychać na przykład w „Preventing Suicide”.

 

 Czy świadomość, że rejestrujecie cały występ na żywo, zmieniła wasze podejście do grania?

Grzegorz Syperek: Paradoksalnie: Nie graliśmy „pod nagranie”. To nie była sytuacja, w której kontrolujesz każdy detal, bo wiesz, że zostanie utrwalony. To, co zostało nagrane, jest efektem bycia w tym momencie, nie próbą jego perfekcyjnego uchwycenia.

Wasza muzyka opiera się na napięciu i repetycji – jak wygląda budowanie takich długich form w praktyce? I gdzie przebiega granica między kontrolą a spontanicznością w waszym graniu?

Grzegorz Syperek: To jest ciągłe napięcie między strukturą a odpuszczeniem kontroli. Z jednej strony pracujemy bardzo precyzyjnie: liczymy, układamy, budujemy formy niemal matematycznie. Z drugiej strony jest przestrzeń, w której trzeba się „wyłączyć” i pozwolić muzyce się wydarzyć.

Tomek Rozdżestwieński: Mamy ustalone ramy. Wiemy, ile coś trwa, gdzie są punkty ciężkości. Ale to, co dzieje się wewnątrz tych ram, za każdym razem może być inne. Ten sam fragment może być zagrany osiem razy i za każdym razem mieć zupełnie inny ciężar emocjonalny.

Tadeusz Miłecki: Dużą rolę odgrywa też komunikacja na scenie i relacja z publicznością. W pewnym sensie to jest obieg energii: my coś wysyłamy, ludzie to odbierają i oddają, a to z kolei wpływa na to, co dzieje się dalej. W „Output” mieliśmy jasno określoną formę, ale to właśnie tam zostawiliśmy sobie najwięcej przestrzeni na odejście od niej, na reagowanie w czasie rzeczywistym, na zmianę dynamiki pod wpływem tego, co dzieje się na sali.

 

Czy w dzisiejszej muzyce alternatywnej jest jeszcze miejsce na tak długie, narracyjne formy? Jak w ogóle widzicie dzisiejszą scenę alternatywną w Polsce?

Grzegorz Syperek: Myślę, że alternatywa z definicji jest przestrzenią, która przyjmuje różne formy. To nie jest środowisko, które wymusza format. Długie formy nigdy tak naprawdę nie zniknęły, raczej przesunęły się poza główny obieg widoczności. Funkcjonują w rozproszeniu: w niszowych wydawnictwach, małych scenach, w środowiskach, które nie operują kategorią „formatu”.

W Polsce ta przestrzeń istnieje, ale nie ma jednego centrum ani wspólnego języka. To raczej zbiór równoległych mikroświatów, które czasem się przecinają.

Tadeusz Miłecki: W ogóle nie myślimy w kategoriach dopasowania się do sceny, czy coś „się wpisuje”. Gramy to, co czujemy, i zakładamy, że jeśli to jest uczciwe, to znajdzie swoją przestrzeń. Mainstream rządzi się innymi zasadami, ale to nie jest punkt odniesienia dla tej muzyki.

Co według Was jest największą wartością albumu „Synesthesia”? Za co osobiście go lubicie?

Łukasz Duda: Za to, że jest prawdziwy. To jest zapis momentu, w którym wszystko się złożyło: energia, ludzie, miejsce, nasz własny stan. Nie był perfekcyjny, ale był szczery. I może właśnie dlatego działa.

Czy „Synesthesia” otwiera wam drzwi do nowych eksperymentów, czy raczej pokazuje granice, które już wyznaczyliście?

Łukasz Duda: Zdecydowanie otwiera. Ten materiał pokazał nam, co działa, ale też co chcemy zmienić. Już teraz rozwijamy nowe rzeczy: inne formy, inne napięcia, mniej oczywiste rozwiązania.

Tadeusz Miłecki: „Synesthesia” była momentem, w którym wszystko się na chwilę złożyło. To, co robimy teraz, to raczej sprawdzanie, co z tego zostaje, kiedy ten moment już minął. Kolejnym krokiem będą single, bardziej dopracowane, studyjne wersje wybranych fragmentów. Równolegle pracujemy nad nowym materiałem, który już wyraźnie odchodzi od tego, co było na „Synesthesia”. To będzie kolejny etap, bardziej świadomy, ale wciąż oparty na tym samym podejściu do formy.

https://yassno.art/
https://linktr.ee/yassnoband

 

fot. materiały prasowe

yassno – „Synesthesia” [RECENZJA]

Zostaw odpowiedź