Tamara Behler – „BÉLAIR” [RECENZJA]

Nasz ocena

„BÉLAIR” to fonograficzny debiut wokalistki i wiolonczelistki Tamary Behler, która przez lata poszukiwała własnego języka muzycznej ekspresji, otwierając się na inne gatunki. Płyta ukaże się 14 lutego 2026. Poniżej można znaleźć naszą recenzję tego wydarzenia.

fot. okładka albumu

Recenzja płyty „BÉLAIR” – Tamara Behler (2026)

Po przesłuchaniu płyty „BÉLAIR” Tamary Behler łatwo stwierdzić, że na pierwszy plan wysuwa się przede wszystkim kunszt. I nie chodzi tu jedynie o wykonawstwo, które perfekcyjnie ukazuje jej szerokie horyzonty muzyczne, ale też o głęboki artyzm kryjący się za ośmioma propozycjami, ujednoliconymi finezyjnym głosem twórczyni. Co ważne, jest ona także wiolonczelistką – to instrument z duszą, który jednak tylko w odpowiednich dłoniach przestaje być anonimowy. Dlatego mamy tu wyraźnie podkreśloną rolę Tamary, która, choć stoi równo z innymi muzykami, nie ginie w nietuzinkowym zestawieniu brzmieniowym, gdzie jazz jest tylko jedną z wielu składowych tego przedsięwzięcia.

W tak udanym urzeczywistnieniu pewnej wizji artystycznej uczestniczył Grzech Piotrowski, co – nie tylko w tym przypadku – jest gwarantem wysokiej jakości. Czuwał on nad procesem realizacji, jednocześnie podkreślając wagę wszystkich elementów będących częścią tej muzyki – od etnicznych odniesień z polskimi motywami ludowymi, aż po jazzowe wokalizy i dostojne, choć oszczędnie podane, nuty okraszone skandynawską melancholią. Nie ma w tym przesady ani momentów nadmiernie rozwleczonych – jest za to wspomniana na początku precyzja, pogłębiona emocjami, które ostatecznie kształtują wymowę wszystkich utworów.

Szczególnie poruszające jest współbrzmienie wszystkich instrumentalistów zaangażowanych w nagranie tego materiału, słyszalne już w subtelnie ożywionym „Eternal July”, gdzie wyraziste solo wiolonczeli nie przysłania ciepłego nastroju tej kompozycji. Równie sugestywnie wypada dialog fortepianu kompozytora Piotra Matusika ze starannie prowadzonymi partiami saksofonu Grzecha Piotrowskiego, a także obecność gitary Shachara Elnatana, basu Jana Wierzbickiego, trąbki Bjorna Ingelstama oraz perkusjonaliów Petera Somosa, nadających całości wyraźnego rysu world music.

Dzieje się tu znacznie więcej, bo ten muzyczny przedsmak rozwija całą paletę barw i uczuć, co potwierdza zupełnie inaczej skonstruowany, nieco przewrotny „Oberek”. Bardziej piosenkowy charakter ma natomiast „Hemoonity” (tym razem z partią fortepianu Michała Salamona), w którym otrzymujemy tekst Kasi Moś w znakomitej oprawie wokalnej oraz melodyczną precyzję uchwyconą w mistrzowsko zarysowanej aranżacji.

Album „BÉLAIR” Tamary Behler jest doskonałą propozycją dla fanów wzorowo wyważonego brzmienia, w którym czytelnie dopracowane utwory nie są pozbawione tożsamości. Nie ma tu alternatywnego szaleństwa ani wielkich popisów improwizacyjnych, otrzymujemy natomiast spójne, nasycone kobiecą wrażliwością opowieści, które nie nużą nawet po wielokrotnym odsłuchu.

Łukasz Dębowski

 

Zostaw odpowiedź