
Reflektor powraca, prezentując drugi album zatytułowany „Dzikie przygody, porywy”. Nowe wydawnictwo powstało we współpracy z Pawłem Swiernalisem. Z tej okazji zadaliśmy zespołowi kilka pytań, nie tylko dotyczących procesu twórczego nad nowym materiałem.
fot. materiały prasowe
Gdzie należy szukać początku Waszej nowej płyty „Dzikie przygody, porywy”? I na ile Wasze wcześniejsze doświadczenia związane z nagrywaniem debiutanckiego albumu wpłynęły na to, jak prezentują się nowe piosenki?
Mateusz Michalski: Właściwie najwcześniejsze utwory na „Dzikie przygody” zaczęły powstawać już w trakcie pracy nad pierwszą płytą. Szkice niektórych piosenek musiały poczekać na swój moment. Po nagraniu „Tętna” stopniowo powstawały kolejne numery, które dały nam drogowskaz – jak ma brzmieć ta płyta. Rdzeń pozostał ten sam w odniesieniu do pierwszej płyty, ale zaczęliśmy dodawać nieco więcej udoskonalonych składników.
Łukasz Wierzchosławski: Najstarszym utworem znajdującym się na płycie jest „Orchidea”. Jej melodia, która pozostała w niemalże w niezmienionej formie powstała w kwietniu 2021 roku. Doskonale pamiętam ten moment, gdyż zachorowałem wtedy na koronawirusa, którego przeszedłem niestety dosyć ciężko. Muzyka powstała w mojej głowie, gdy byłem zmuszony pozostawać w odosobnieniu na kwarantannie. Było to jeszcze na rok przed premierą naszego debiutanckiego albumu. Najnowszym utworem zaś są „Cienie”, które postanowiliśmy zamieścić na „Dzikich przygodach, porywach” już w trakcie naszych spotkań w studiu z Pawłem Swiernalisem.
Na ile dziś interesuje Was w ogóle klasyczna forma piosenki, a na ile traktujecie ją już tylko jako punkt wyjścia do dalszych poszukiwań?
Mateusz: Staramy się trzymać pewnych reguł, co zresztą słychać na tej płycie – w większości układ piosenek jest standardowy. Zwrotka, refren. Natomiast są pewne wyjątki, które wydaje mi się urozmaicają ten materiał.
Łukasz: W niektórych przypadkach pierwotna forma naszych utworów jest zupełnie inna, niż w finalnej wersji. Komponując utwory najpierw tworzę wersję instrumentalną, dopiero gdy Mateusz dopisuje tekst całość nabiera ostatecznych kształtów. Na przykład „Balsam” powstał jako utwór składający się z jednej części bez zarysowanej zwrotki i refrenu w drugiej. Dopiero w trakcie pracy w studiu uznaliśmy, że ta piosenka zasługuje na dalszy ciąg, więc Paweł Swiernalis dopisał drugą zwrotkę i refren, w których sam zaśpiewał.

fot. okładka płyty
Nowy album powstawał we współpracy z Pawłem Swiernalisem. W jaki sposób jego spojrzenie ukształtowało lub zmieniło Wasze postrzeganie procesu twórczego i nagrywania własnej muzyki?
Łukasz: Wiele godzin spędzonych w studiu nad tym materiałem na pewno bardzo dużo nas nauczyło. Pozwoliło spojrzeć na proces twórczy w zupełnie inny, nowy sposób jak chociażby użycie dosyć niekonwencjonalnych zabiegów i instrumentów (np. harfa).
Mateusz: Myślę, że od Pawła nauczyliśmy się pewnej dozy szaleństwa, ryzyka. Sam zresztą przyznał, jeszcze zanim puściliśmy jakiekolwiek piosenki w świat, że ta płyta będzie bardziej niegrzeczna. Czy tak jest nie wiem. Na pewno aranżacyjnie ta współpraca nas wzbogaciła.
Czy obecność Swiernalisa bardziej porządkowała materiał, czy przeciwnie – prowokowała was do podejmowania większego ryzyka związanego z eksploracją brzmienia?
Mateusz: Dokładnie tak, jak wspomniałem – przestaliśmy bać się eksperymentować i kurczowo trzymać naszego zamysłu. To jest bardzo odświeżające, gdy powierzasz swoje pomysły, komuś, kto z jednej strony to czuje i rozumie, z drugiej nadaje temu swoją historię.
Czy myślicie o albumie jako o zamkniętej narracji, czy raczej zbiorze autonomicznych historii, które przypadkiem spotykają się w jednym czasie?
Łukasz: W moim postrzeganiu ten album wydaje się być bardzo spójny. Jest jak jedna opowieść. Już od początku przy piosence „Noc z dniem”, która zaraz po intrze rozpoczyna tę płytę dostajemy zaproszenie do wspólnej podróży przez „Dzikie przygody”. Uważam też, że ten album bardzo dużo zyskuje przy wysłuchaniu go całościowo, od początku do końca.
Mateusz: Nie mieliśmy kompletnie zamysłu, aby „Dzikie przygody” były jakimś koncept albumem. Poniekąd wydaje mi się, że trochę tak wyszło – przynajmniej patrząc po układzie piosenek. To się udało wypracować w trakcie procesu twórczego ze Swiernalisem. Natomiast piosenki powstawały w tak różnych okresach i na pierwszy rzut oka można uznać, że nie są ze sobą połączone – jednak gdy przesłuchamy je od A do Z, to myślę, że te punkty wspólne zdecydowanie są.
Za co osobiście lubicie album „Dzikie przygody, porywy”? Czy jest coś, z czego jesteście szczególnie zadowoleni, jeśli chodzi o piosenki, które się na nim znalazły?
Mateusz: Oczywiście ja swoje typy mam, natomiast nie chcę dyskredytować pozostałych (śmiech). Bardzo się cieszę, że udało nam się zachować pewną przebojowość tych piosenek a jednocześnie nadać im momentami nieoczywisty przebieg. Choć muszę tu wspomnieć o zamykającym album utworze „Krater”. Mam do niego szczególny stosunek. Wydaje mi się, że udało mi się dosyć sprawnie i symbolicznie tekstem oddać kwestię samotności w tłumie, nawet jeżeli jesteś charyzmatyczny, niezrozumienia i tęsknoty za miłością. Paradoksalnie natchnieniem do napisania tego tekstu była wycieczka na wulkan Etna.
Łukasz: Ja bardzo lubię ten album za spójność, o której wspomniałem już wcześniej. Jeśli zaś chodzi o moje ulubione momenty na nim, to również „Krater”, szczególnie za długie, pełne emocji outro z powtarzającą się melodią klawiszy oraz wokalizami Pawła. Kilka utworów na tej płycie ma sporo instrumentalnych fragmentów jak np. „Noc z dniem”, czy „Orchidea”. Cieszę się, że odważyliśmy się je dodać do naszego materiału. Chwila oddechu od wokalu jest bardzo ważna, szczególnie kiedy mamy do zaoferowania jakościowe momenty instrumentalne.
Jakbyście określili miejsce, w którym obecnie się znajdujecie? Czy Reflektor ma w tym momencie wyraźnie określoną tożsamość, czy raczej jesteście zespołem w permanentnym stanie redefinicji?
Łukasz: Muzyka to jedno wielkie poszukiwanie inspiracji zarówno z zewnątrz jak i z wnętrza. Przyszłe utwory z pewnością w jakiś sposób będą nawiązywać do budowanego przez nas stylu.
Mateusz: Z jednej strony mamy jakieś ukorzenienie, pewien styl, do którego wracamy tworząc nowe rzeczy. Z drugiej myślę, że szukamy. Bo bez tego byłoby nudno. Liczę na to, że kolejne piosenki będą niosły w sobie jakiś rodzaj zaskoczenia.
Czy po tej płycie Reflektor jest zespołem bardziej świadomym swoich ograniczeń czy własnych możliwości?
Łukasz: Przez ostatnie dwa, trzy lata nauczyliśmy się bardzo wielu rzeczy. Podczas procesu promocyjnego płyty z pewnością nauczyliśmy się jak wiele ograniczeń mamy, wydając muzykę całkowicie własnym sumptem. Myślę jednak, że zderzenie się z tymi ograniczeniami pokazało nam też wiele nowych możliwości. Najważniejszy jest pomysł, a tych z pewnością nam nie brakuje. Do tego podjęliśmy współpracę z wieloma bardzo utalentowanymi ludźmi. Marta Wilk zaprojektowała nam okładkę płyty. Fotografka Aleksandra Zdancewicz zrealizowała sesje zdjęciowe do wszystkich singli, a Kuba Zinserling klipy. Mam nadzieję, że będziemy współpracować również w przyszłości, gdyż to między innymi dzięki nim udało nam się przebrnąć przez ten cały proces.
Czy zdarzają Wam się momenty zwątpienia – takie, gdy coś nie wychodzi tak, jak sobie to wyobrażaliście? Jak udaje się Wam odzyskać motywację do dalszych działań w gorszych chwilach?
Mateusz: Oj zdecydowanie. W przypadku, kiedy jesteś takim 100% niezależnym artystą, robisz wszystko sam – tworzenie i proces realizacyjny to jest jakieś kilka/kilkanaście procent tego, co przy okazji trzeba ogarnąć. Więc te momenty rezygnacji, przynajmniej u mnie pojawiają się systematycznie. Ale potem przychodzi dzień premiery, koncert – widzisz ludzi, którzy przyszli posłuchać twojej muzyki i to napędza.
Czy podczas tworzenia płyty myśleliście o jej odbiorze koncertowym? Jak ten materiał będzie prezentował się na koncertach i czy ta część działalności jest dla Was tak samo istotna, jak tworzenie autorskiego repertuaru?
Mateusz: Dla mnie część koncertowa jest chyba ważniejsza od samego procesu twórczego. W przypadku „Dzikich przygód” sytuacja była podobna jak przy pierwszym albumie – nagrywaliśmy go głównie we 3 – ja, Łukasz i Paweł. Byliśmy w trakcie zmian w naszym składzie koncertowym. Od roku mamy na pokładzie genialnych chłopaków – perkusistę Krzyśka Smolicza i basistę Marcina Kicińskiego. Został oczywiście fantastyczny Filip Luśnia. Przygotowując ten materiał na próbach kierowaliśmy się tym, że ma on mieć swój żywioł, trzymając się oczywiście ram, żeby za bardzo nie odbiegać od płyty. Myślę, że te piosenki zyskały drugie, bardziej krwiste życie.
Łukasz: Gdy podjęliśmy współprace z chłopakami i usłyszeliśmy jak to dobrze brzmi na próbach, musieliśmy to zaprezentować szerszemu gronu. Stąd też pomysł, aby nagrać live sesje, która powstała jeszcze w trakcie procesu promocyjnego albumu, pomiędzy premierami poszczególnych singli. Ten materiał ewoluuje, powstaje na nowo w sali prób. Jest to bardzo przyjemny proces. Z pewnością chcielibyśmy w tym roku zagrać wiele koncertów.


![Najlepsze rapowe płyty 2025 roku [RANKING]](https://polskaplyta-polskamuzyka.pl/wp-content/uploads/2026/01/Najlepsze-rapowe-plyty-2025-roku-RANKING-300x300.png)



