
14 lutego ukaże się wyjątkowy album „Horizon” Grzecha Piotrowskiego, który artysta nagrał z muzykami sceny skandynawskiej – Eivindem Aarsetem i Terje Isungsetem. Poniżej prezentujemy przedpremierową recenzją tego wydarzenia.
fot. okładka albumu („Paulen”)
Recenzja płyty „HORIZON” – Grzech Piotrowski Trio (2026)
Grzech Piotrowski to twórca, który nie powiela schematów. Do każdego projektu podchodzi indywidualnie, darząc go dużą estymą, a jednocześnie pozostawiając przestrzeń na osobisty odbiór słuchacza. Tak można zdefiniować jego kolejny album „HORIZON”, nagrany tym razem z muzykami sceny skandynawskiej – Eivindem Aarsetem i Terje Isungsetem. Artyści stworzyli niezwykle klimatyczny zestaw utworów, którego siła nie tkwi w popisach instrumentalnych, lecz w budowaniu spójnej, głębokiej i poruszającej opowieści.
Grzech rozpisał przestrzenne motywy, urzekające precyzją ich wypełnienia – miarodajną, a zarazem lekką, nieco instynktowną i przy okazji hipnotyczną. To muzyka otwierająca szerokie horyzonty percepcji, w której każdy dźwięk – a nawet cisza – potrafi pochłonąć naszą uwagę. Nie byłoby to możliwe bez świadomości artystycznej twórców i ich doskonałego porozumienia, gdzie wyczucie chwili ma takie samo znaczenie jak wykonawcza precyzja.
Warto zwrócić uwagę na ton saksofonu lidera. Nie jest on eksponowany przesadnie. Koloryt tego instrumentu ma dookreślać formułę wydarzenia, a nie stanowić oś poszczególnych kompozycji. Ciepło tego brzmienia daje poczucie bezpieczeństwa, a jednocześnie subtelnie porusza najczulszą strunę duszy, stopniowo zbliżając się do wrażliwości odbiorcy. Nie znaczy to jednak, że Piotrowski nie potrafi mocniej zaznaczyć swojej obecności – słychać to choćby w „SAX PRAYER” – częściej jednak istnieje na równi z partnerami, którzy współtworzą rdzeń tej muzyki.
Do nich zalicza się Eivind Aarset, potrafiący z łatwością odnajdywać się w wielu gatunkach, nawet w tak niestandardowych, jakie wpisują się w scenariusz tego albumu. Tutaj pełni on rolę przewodnika, który przy najlżejszych dotknięciach gitary oddaje nam w pełni magiczny wyraz. Nie pochłania uwagi wyszukanymi solówkami, lecz dekonstruuje na własny sposób harmonie poszczególnych propozycji, upiększając je drobnymi, często mało zauważalnymi detalami („INFINITE SPARK”). Organicznego charakteru całości dodają perkusjonalia Terje Isungseta. On potrafi zagrać na wszystkim – od przedmiotów codziennego użytku, po kamienie i patyki, czyli to, co należy do natury. Ta umiejętność ujawnia się nawet w nieco eksperymentalnych, futurystycznych momentach, wybudzających nas z refleksyjnego nastroju, który w wielu miejscach przejmuje nad nami kontrolę („DUNESONG”).
„HORIZON” nie mieści się w jednoznacznych ramach jazzu, folku czy muzyki medytacyjnej, choć chwilami bywa blisko każdej z tych estetyk. Najważniejsze jest jednak to, że przy oszczędnych środkach wyrazu udało się stworzyć dzieło dojrzałe artystycznie – pełne spokoju, ale i uczuć narastających wraz z kolejnymi utworami. To projekt wymagający skupienia, lecz przy odpowiednim zaangażowaniu odwdzięczający się doświadczeniem wyjątkowo pięknym. I chyba najbardziej ta muzyka przemawia nocą, gdy percepcja wyostrza się na tyle, by dostrzec jej wszystkie niuanse.
Łukasz Dębowski
Trzech mistrzów budowania przestrzeni. Grzech Piotrowski zapowiada album „Horizon”


![Najlepsze rapowe płyty 2025 roku [RANKING]](https://polskaplyta-polskamuzyka.pl/wp-content/uploads/2026/01/Najlepsze-rapowe-plyty-2025-roku-RANKING-300x300.png)



