
Colin Clue preznetuje nowe wydawnictwo. „Ultimate Wisdom”, trzecia płyta artysty zanurzona w duchowo-filozoficznej refleksji, ukazała się 5 stycznia 2026 roku. To album oparty na przestrzeni dźwiękowej i hipnotycznych, gitarowych brzmieniach, które przywodzą na myśl estetykę znaną z twórczości Pink Floyd. Poniżej prezentujemy naszą recenzję tego albumu.
fot. materiały prasowe
Recenzja płyty „Ultimate Wisdom” – Colin Clue (2026)
Colin Clue wciąż pozostaje artystą tajemniczym – nie ujawnia swojej tożsamości, za to konsekwentnie i świadomie kształtuje własny język muzyczny. Czerpie zarówno z klasycznego rocka progresywnego lat 70., jak i z głębokich, wielowymiarowych melodii przywołujących skojarzenia ze stylem lat 90. Niezmiennie podąża przy tym własną drogą artystyczną: z dala od komercyjnej pospolitości i bez umizgiwania się mediom, za to z uważnym, szlachetnym spojrzeniem w stronę tego, co w muzyce wciąż pozostaje autentycznie wartościowe. Taka postawa w pełni odbija się na nowym albumie „Ultimate Wisdom”, którego siła kryje się zarówno w słowach, jak i w najdrobniejszych dźwiękach, budujących jego niepowtarzalny charakter.
Takich samotników, tworzących bez presji i cudzych oczekiwań, na polskiej scenie jest niewielu – a o części z nich być może nawet nie wiemy. Każdy z nich po prostu robi swoje, bez nachalnego umizgiwania się i wychylania się w stronę mainstreamu (na myśl przychodzi też lubujący się w podobnych klimatach Mr Knee). W przypadku Colina Clue można wręcz odnieść wrażenie, że tym razem artystą kieruje wyraźna misja, bo nadrzędną rolę przejmują teksty zahaczające o fundamentalne pytania egzystencjalne: jak odnaleźć siebie w szumie medialnym? Co dziś stanowi prawdziwą wartość? Dokąd może zaprowadzić nas niepohamowany konsumpcjonizm? Te i wiele innych wątków tworzą spójną ideę całego projektu, a poruszający nastrój pomaga słuchaczowi odnaleźć sens tej refleksyjnej podróży.
Wszystkie teksty – jak to u Colina bywa – zostały napisane w języku angielskim, co można postrzegać zarówno jako atut, jak i pewną barierę w dotarciu do sensu poszczególnych utworów. Są one jednak mocno zakorzenione we wrażliwości twórcy, który doskonale wie, co chce nimi przekazać. Ta świadomość pomaga również słuchaczowi odnaleźć w nich ślady własnych myśli, nawet jeśli wymaga to poświęcenia całości większej uwagi. A faktycznie – trzeba ją poświęcić. Ten album to blisko 70 minut zręcznie zaaranżowanej przestrzeni artystycznej, w której nie odnajdziemy jedynie przesadnej sentymentalności. Nawet jeśli takie akcenty się pojawiają, niosą ze sobą głębię i wewnętrzny nerw, dzięki czemu żaden moment nie pozostawia odbiorcy obojętnym wobec tego, co słyszy.
Obok spokojnie płynących, długo rozwijających się kompozycji – jak floydowski „Will All This Pass?” z pięknie rozpostartą solówką gitarową – pojawiają się także utwory mocniejsze i bardziej energetyczne. Ich ekspresja wydaje się podporządkowana potrzebie wyraźniejszego podkreślenia przekazu, czego dobrym przykładem jest „Our Generation”. Prawdziwą wisienką na torcie, w której muzyka osiąga swoje największe emocjonalne wyzwolenie, staje się tytułowy „Ultimate Wisdom”. Rozszerzone brzmienie, wzbogacone o partie klawiszowe, elektryczne skrzypce oraz automat perkusyjny Rafała Smolenia, stopniowo buduje monumentalny charakter tej kompozycji. Numer rozwija się konsekwentnie, by mniej więcej w połowie dostarczyć rockowej soczystości – nic więc dziwnego, że na albumie znalazła się również jego instrumentalna wersja.
Przy tej okazji warto podkreślić udział muzyków zespołu Goya, czyli Grzegorza Jędracha, którego gitarowe partie dodatkowo wzmacniają wymowę wybranych kompozycji, oraz Magdy Wójcik, odpowiedzialnej za partie klawiszowe w „Ballad About a Child”. Sam Colin niestrudzenie uzupełnia niektóre kawałki własnymi partiami instrumentalnymi, ale nie obawia się także oddać części z nich w ręce profesjonalistów, skupiając swoją uwagę wyłącznie na śpiewie – jak w bardziej oszczędnym „Do Impossible Things”. A skoro już o wokalu mowa, ten bywa gdzieś daleko podobny nie tylko do Davida Gilmoura czy Raya Wilsona, lecz także – co może zaskakiwać – do Mortena Harketa, lidera zespołu A-ha. Długo zastanawiałem się, z kim kojarzy mi się ten głos, słyszalny szczególnie w progresywnym, a zarazem niezwykle melodyjnym „The Race”, a także w bardziej wyważonym muzycznie „It Blew Away”.
„Ultimate Wisdom” jawi się jako skuteczna odtrutka na komercyjne konwencje, pospolitą przebojowość oraz powierzchowność dokonań różnych wykonawców. Colin Clue świadomie płynie pod prąd, koncentrując się na tym, co muzyka faktycznie powinna nieść – i choć może brzmieć to jak banał, dopiero pełny odsłuch tego albumu pozwala zrozumieć sens tego stwierdzenia. Całość rozwija się nieśpiesznie, poza sztywnymi ramami współczesnych realiów, a jednocześnie z bardzo dobrą, nowoczesną realizacją brzmieniową. To twórczość przejmująca, momentami wręcz piękna, osadzona w niewspółczesnym anturażu, lecz wciąż pulsująca dzisiejszą energią.
Łukasz Dębowski



![Najlepsze rapowe płyty 2025 roku [RANKING]](https://polskaplyta-polskamuzyka.pl/wp-content/uploads/2026/01/Najlepsze-rapowe-plyty-2025-roku-RANKING-300x300.png)



