
„Diabeł” to tytuł nowego albumu lubelskiego zespołu Optical Sun, poruszającego się na styku post sludge’u, stonera i doom metalu. To muzyka ciężka, gęsta i hipnotyczna, zanurzona w mroku i świadomie unikająca kompromisów. Poniżej można znaleźć naszą recenzję tego wydarzenia.
fot. okładka albumu
Recenzja płyty „Diabeł” – Optical Sun (2025)
Jak dobrze, gdy za potężnym uderzeniem – wpisanym w szerokie uniwersum muzyki metalowej – stoi coś więcej. Optical Sun pokazuje, że ekstremalne brzmienie może być nośnikiem znaczeń, a nie jedynie chwilową fanaberią. Dzięki świadomemu łączeniu muzyki, filmu i poezji powstał projekt, który wymyka się prostym klasyfikacjom, choć jego stylistyczne korzenie są wyraźnie osadzone w ciężkiej materii dźwięku. Kierunek jest czytelny, ale nieoczywisty – i właśnie w tym tkwi jego siła.
Sięganie po sludge metal wciąż nie należy do częstych wyborów na polskiej scenie, co tylko podkreśla wyjątkowość albumu „Diabeł”. Zespół bardzo sprawnie porusza się w gęstych, ciężkich narracjach artystycznych, budując zwartą, wielowarstwową opowieść. To materiał o wyraźnie niszowym charakterze, który właśnie dzięki temu wyrasta na jeden z bardziej oryginalnych, jakie pojawiły się w ostatnim czasie.
Grupa długo pracowała na efekt, jaki udało się osiągnąć na tej płycie. Wcześniej muzycy szlifowali warsztat w innych formacjach (Panta Koina, choć nie tylko), by z czasem zacząć budować własną tożsamość pod szyldem Optical Sun. Od 2017 roku konsekwentnie realizują ten kierunek – najpierw poprzez EP-kę „Optical Sun” (2018), a następnie pełnowymiarowy album „Save Our Souls” z 2021 roku.
„Diabeł” jawi się dziś jako naturalny, ale wyraźnie przemyślany krok naprzód – chwila urzeczywistnienia dojrzalszej, pełniejszej i znacznie bardziej bezkompromisowej strategii, realizowanej wciąż w dosyć alternatywnym formacie. Metal w tej odsłonie, oparty na siarczystym brzmieniu dwóch gitar basowych, realnie wzmacnia motorykę całości i daleki jest od schematycznych rozwiązań. Poszczególne kondygnacje muzyczne wydają się przez to potężniejsze, intensywniejsze, a zapętlająca się energia zespołu wyraźnie wychyla się ponad zastygłą formułę, która w podobnych, zwłaszcza doommetalowych projektach, potrafi czasem ograniczać finezję takiego grania.
Do tego dochodzi wspomniane wcześniej łączenie różnych dziedzin sztuki, które najlepiej oddaje szeroki zakres artystycznych ambicji lubelskiego zespołu. Panowie sięgają po sample z filmu „Diabeł” Andrzeja Żuławskiego (horror z 1972 roku, którego premiera – ze względu na cenzurę – odbyła się dopiero w 1988 roku). Mamy też coś z z serialu „Przyłbice i kaptury”. Łatwo dostrzec ten pomysł w utworze „Mój Bóg nie umarł”, gdzie filmowe dialogi przeplatają się z wierszem Kazimierza Ratonia (w innym miejscu pojawiają się też słowa Zbigniewa Jerzyny). Ten poetycki pierwiastek momentami ginie w siarczystości i ciężkich motywach, dodatkowo spotęgowanych krzepko uzewnętrznionym wokalem Huberta Bzomy. Nie zmienia to faktu, że to właśnie ten kawałek staje się wyrazistą wizytówką całego projektu – nośnikiem idei przemyconej w sposób przemyślany i spójny, a przy tym porażającej swoją bezgraniczną intensywnością.
Dobrze, że zespół nie próbuje niczego maskować agresywnym brzmieniem, lecz przeciwnie – z pełną świadomością eksponuje własny charakter poprzez precyzję wykonawczą i gęsty, konsekwentnie budowany klimat (surowość muzyczna to też zasługa realizatora nagrań Michała Pijochy). Wyraźnie słychać to w spokojniejszym utworze „Morte”, który unaocznia kontrolę nad formą i narastającą siłę, ale nie przytłacza – co niekiedy ma miejsce w „Strachu”. A przecież zespół potrafi także dozować napięcie, nie odsłaniając wszystkiego od razu („Do krwi”).
Nie da się ukryć, że album „Diabeł” adresowany jest do słuchacza wytrawnego, gotowego przyjąć nie tylko obraną przez zespół funkcję muzyczną, lecz także dotrzeć do niuansów związanych z przekazem. To płyta, która domaga się uważności: wsłuchania się w emocje ukryte w niewesołych, niekiedy poetyckich tekstach oraz w filmowe dialogi, budujące jej realny koloryt. Dlatego twórczość Optical Sun albo fascynuje, albo zostaje odrzucona – tutaj nie ma nic pośrodku. Warto uznać to za walor tego wydarzenia, bo tylko w takiej bezkompromisowości twórczej można odnaleźć jego właściwy sens.
Łukasz Dębowski



![Najlepsze rapowe płyty 2024 roku [RANKING]](https://polskaplyta-polskamuzyka.pl/wp-content/uploads/2025/01/Najlepsze-rapowe-plyty-2024-roku-RANKING-300x300.png)


