,

Hard rock bez kompromisów. Dunning „Lazarus” [RECENZJA]

Dunning prezentuje album „Lazarus”, na którym modern hard rock stanowi punkt wyjścia do szerszych poszukiwań stylistycznych. Zespół nie zamyka się w sztywnych ramach gatunku, a w tekstach łączy osobiste doświadczenia, emocje i lęki z odniesieniami do wydarzeń historycznych. Więcej w naszej recenzji.

fot. okładka płyty

Nasza ocena:

Dunning prezentuje album „Lazarus”, na którym modern hard rock stanowi punkt wyjścia do szerszych poszukiwań stylistycznych. Zespół nie zamyka się w sztywnych ramach gatunku, a w tekstach łączy osobiste doświadczenia, emocje i lęki z odniesieniami do wydarzeń historycznych. Więcej w naszej recenzji.

Recenzja płyty „Lazarus” – Dunning (2026)

Jak dobrze, gdy zespół rockowy wie, do czego służą instrumenty, ale też potrafi uwypuklić przekaz, który nie ginie pod natłokiem wykręconych solówek gitarowych i perkusji błyskawicznie wciągającej nas w konkretnie zarysowane muzyczne projekcje. Tak właśnie można spojrzeć na Dunning, który na albumie „Lazarus” pokazuje szeroką skalę swoich możliwości. Grupa mocno zakorzeniła się w klasyce hard rocka, ale zachowuje przy tym świeżość, dzięki której jej dokonań nie sposób traktować jak reliktu przeszłości. To pełnoprawny band, zdecydowanie mający coś do powiedzenia, co w teraźniejszości nie jest to wcale tak oczywiste.

Siarczyste brzmienie staje się więc punktem wyjścia do opowieści, które nadają sens całej twórczości. Nie mamy tu do czynienia z bezmyślnym zrzynaniem czegoś, co już gdzieś słyszeliśmy, nawet jeśli w muzyce Dunning łatwo odnaleźć echa inspiracji sięgających daleko w przeszłość. Można powiedzieć, że podobnych zespołów były już dziesiątki, ale w tych utworach kryje się coś więcej. Przede wszystkim są to teksty. Kto jeszcze w dzisiejszych czasach zadaje sobie trud snucia rozbudowanych anegdot, opartych na prostym, ale znaczącym słowie? I co ciekawe, pod wszystkimi tekstami podpisuje się cały zespół.

Przejrzystość tych historii staje się atutem, ponieważ znakomicie współgra z profesjonalnie, a zarazem bardzo czytelnie zaprezentowanym instrumentarium, które ma bezpośrednio oddziaływać na słuchacza. Mówiąc prościej: tam, gdzie ma być łomot, tam się pojawia, a gdy przychodzi pora na nutę nostalgii i lekkie spowolnienie, zespół potrafi odpowiednio zmienić tempo i nastrój. Całość sprawia wrażenie przemyślanej konstrukcji, co nie oznacza jednak, że brakuje w niej spontanicznych akcentów (potwierdza to solidna „Zombie generacja”).

Wracając do tekstów, grupa balansuje na cienkiej linii, podejmując wątki historyczne. Na szczęście nie po to, by podgrzewać atmosferę czy wpisywać się w bieżące spory. W utworze „Harry (tribute to Henryk Cybulski)” zespół oddaje sprawiedliwość człowiekowi, który zasłużył się obroną zagrożonych ludzi, przypominając zarazem o tych, których pomógł ocalić. Nie wiąże się to z opowiedzeniem po którejkolwiek ze stron politycznego sporu. Pamięć o Wołyniu bywa wykorzystywana w bieżących debatach, a różne środowiska akcentują odmienne aspekty tamtych wydarzeń. Nie oznacza to jednak, że pamięć o Cybulskim należy do któregoś z nich. To przede wszystkim przypomnienie o człowieku, który stanął w obronie innych. Szacunek za takie ujęcie tematu.

Bardzo dobrze na tle całości wypadają wciąż nawiązujące do klasyki, wolniejsze, choć stopniowo nabierające rozpędu fragmenty. Są zaskakująco dojrzałe i wciąż mocno wymowne, przywodząc na myśl dokonania takich legend, jak Turbo (piękna solówka w „U kresu dni”). Natomiast na pierwszy plan często wysuwa się charakterny głos wokalisty Aleksandra Bartnikowskiego, doskonale pasujący do tak rasowo osadzonego w hardrockowej tradycji repertuaru.

„Lazarus” grupy Dunning to dobrze rozpisany album, na którym każdy utwór ma swoje miejsce i znaczenie. Nie ma tu bezmyślnego odtwarzania sprawdzonych wzorców, lecz umiejętne ujęcie znanych motywów w sugestywnej przestrzeni artystycznej. Oczywiście to propozycja skierowana do określonego grona słuchaczy, ceniących solidne, rockowe tąpnięcie. Po prostu niech żyje rock’n’roll!

rec. Łukasz Dębowski


  • Iza Kowalewska – „Zapalenie uczuć” [RECENZJA]
  • 30-lecie płyty „Wszystko się może zdarzyć” Anity Lipnickiej