,

Grzegorz Pałka – „Heartbeats” [RECENZJA]

„Heartbeats” to debiutancki projekt perkusisty Grzegorza Pałki, powstały we współpracy z pianistą Mateuszem Pałką, gitarzystą Szymonem Miką oraz amerykańskim saksofonistą Dayną Stephensem. Album ukazał się nakładem Music Corner Records, a poniżej można znaleźć naszą recenzję tego wydarzenia.

fot. okładka płyty (Maria Jarzyna)

Nasza ocena:

„Heartbeats” to debiutancki projekt perkusisty Grzegorza Pałki, powstały we współpracy z pianistą Mateuszem Pałką, gitarzystą Szymonem Miką oraz amerykańskim saksofonistą Dayną Stephensem. Album ukazał się nakładem Music Corner Records, a poniżej można znaleźć naszą recenzję tego wydarzenia.

Recenzja płyty „Heartbeats” – Grzegorz Pałka, Mateusz Pałka, Szymon Mika, Dayna Stephens (2026)

Album „Heartbeats” to jazzowa lekcja odwagi i wyrafinowania, w wielu miejscach będąca wręcz intrygującym teatrem wyobraźni. Perkusista Grzegorz Pałka wraz z innymi znakomitymi muzykami – pianistą Mateuszem Pałką, gitarzystą Szymonem Miką oraz amerykańskim saksofonistą Dayną Stephensem – stworzył zestaw frapujących kompozycji, które wymykają się oczywistym rozwiązaniom, jednocześnie zachowując czytelność konstrukcji. Nie ma tutaj nadęcia ani potrzeby epatowania techniczną wirtuozerią – jest za to elokwencja muzyczna, selektywnie wykorzystywana improwizacja i swoboda, która pozwala poszczególnym partiom wybrzmieć bez tłamszenia kunsztu wykonawczego.

Podobnie jak dobry mówca potrafi porwać słuchaczy za pomocą retoryki, tak muzyka „rozmawia” z odbiorcą poprzez dźwięki, frazowanie i dynamikę. Tutaj na wielu płaszczyznach sprawdza się to doskonale, nie przytłaczając nadmiarem elementów. Pojawiająca się melodyka potrafi wręcz wprowadzić moment uspokojenia, przy jednoczesnym zachowaniu znaczenia poszczególnych propozycji. Ciekawostką pozostaje brak instrumentu basowego, którego funkcję przejmuje znakomite współdziałanie pozostałych muzyków, szczególnie na linii gitara–fortepian. Poszczególne „opowieści” zostają natomiast dookreślone przez perkusję, która w wielu momentach ma wręcz fundamentalne znaczenie, czego dobrym przykładem jest „Clouds”.

Wybornie poprowadzona narracja sprawia, że całość staje się historią podzieloną na kolejne akty, mającą swoją siłę w precyzji, nieprzewidywalności, ale też pewnej finezji. To właśnie ona przekierowuje projekt w bardziej obrazowe rejony, związane z oryginalnością samego składu i sposobem, w jaki muzycy potrafią wykorzystać jego nietypową konfigurację. Świadczy o tym również twórcze podejście do „Tres Sombras del Tiempo”, rozwijającego się w zaskakujących kierunkach i pokazującego, że improwizacja może być nie tylko spontanicznym gestem, ale świadomym sposobem prowadzenia muzycznej opowieści.

Uzupełnieniem, a właściwie wisienką na torcie, jest udział amerykańskiego saksofonisty Dayny Stephensa, który nie stara się dominować w wybranych momentach, lecz wzbogaca fakturę kompozycyjną, nie kierując jej przy tym w bardziej radykalną stronę. W czterech propozycjach z jego udziałem pozostaje pewna lekkość, a może nawet ulotność, połączona z bogatym kolorytem saksofonu. Pojawia się tutaj również specyficzna przestrzeń i oddech, pozwalające tym fragmentom nabrać nieco innej temperatury. Szczególnie dobrze słychać to w „Glimmer of Hope”.

Artyści starają się więc łączyć modern jazz z wpływami muzyki etnicznej – od nieoczywistej rytmiki po słowiańską melodykę (czarujący klimat „Tonal Fugue”). Mamy tu też smaczek w postaci The Beatles, który warto odkryć samemu. Wszystko to sprawia, że „Heartbeats” nie zamyka się w jednej formule, lecz konsekwentnie poszerza swoją paletę środków, zachowując przy tym spójność i niezależność artystycznej wypowiedzi. To album, po który zdecydowanie warto sięgnąć – nie tylko ze względu na jego różnorodność, ale przede wszystkim sposób, w jaki łączy dyscyplinę z wyobraźnią, pozostawiając przy tym miejsce na własne emocje.

rec. Łukasz Dębowski


  • Iza Kowalewska – „Zapalenie uczuć” [RECENZJA]
  • 30-lecie płyty „Wszystko się może zdarzyć” Anity Lipnickiej