,

„Nie bójmy się pokazać tego, co w nas siedzi” – Łukasz Tworzydło (True Blue) [WYWIAD]

True Blue prezentuje nowy singiel „Pod skórą”, którym zespół pokazuje swoje mocniejsze, bardziej rockowe oblicze. Z tej okazji Łukasz Tworzydło odpowiedział na kilka pytań związanych z nowym utworem, muzyczną drogą, „Szansą na Sukces” oraz wokalnymi inspiracjami.

fot. materiały prasowe

True Blue prezentuje kolejny singiel „Pod skórą”, którym zespół pokazuje swoje mocniejsze, bardziej rockowe oblicze. Z tej okazji Łukasz Tworzydło odpowiedział na kilka pytań związanych z nowym utworem, muzyczną drogą, „Szansą na Sukces” oraz wokalnymi inspiracjami.

Co według Ciebie jest największą wartością „Pod skórą”?

Jest to utwór o naszym drugim „ja”, o czymś, co jest w nas, ale to ukrywamy. Demony, które mamy w sobie.

Czy jest coś szczególnego, za co cenisz ten utwór?

Tak, udało nam się w tej piosence uchwycić tajemniczy, mroczny klimat. Na żywo robi piorunujące wrażenie.

W utworze „Pod skórą” rockowa energia spotyka się z elektroniką, ale wokal pozostaje bardzo melodyjny. Jak znajdujesz równowagę między siłą muzyki a tym, żeby nie zgubić emocjonalnego sensu śpiewania słów?

Każda piosenka, każdy tekst niesie ze sobą pewną historię. Myślę, że kluczem jest to, żeby energia nie była celem samym w sobie. W tym wszystkim musi być człowiek i jego emocje. Dlatego nie staram się walczyć z muzyką, ale wejść z nią w dialog. Głos niesie pewną historię. Mam nadzieję, że słuchacze czują, że piosenka nie tylko brzmi, ale też coś znaczy. I chyba na tym polega równowaga. Muzyka może być głośna, ale emocja powinna zostać blisko skóry.

Tytuł tego utworu sugeruje emocje, która zostaje z człowiekiem na dłużej. Co dla Ciebie jako wykonawcy w tej piosence rzeczywiście wchodzi pod skórę?

Ten utwór jest o tym, co nosimy w sobie i nie potrafimy do końca tego nazwać. Mogą to być niewypowiedziane słowa, emocje, sytuacje, które dręczą nas latami i najchętniej wyrzucilibyśmy to z siebie. To jest w nas.

Czy zanim nagrałeś wokal „Pod skórą”, miałeś już własny obraz bohatera tego tekstu? Co dla Ciebie jest najcenniejsze lub najciekawsze w słowach Wojtka Lemparta?

Wojtek napisał tekst, w którym każdy może znaleźć cząstkę siebie. To są historie, które dzieją się tu i teraz. Dotyczą każdego z nas. Dla mnie może być ważna pierwsza zwrotka, a ktoś inny odnajdzie siebie w drugiej. Ale jedno jest pewne, każdy ma coś… pod skórą, co go pali.

„W półśnie” miało w sobie więcej subtelności i nastrojowości, natomiast „Pod skórą” jest bardziej zdecydowane. Która z tych dwóch odsłon jest bliższa Tobie jako wokaliście?

To trudne pytanie, bo obie te odsłony są mi bliskie, tylko pokazują dwie różne strony tego samego człowieka. „W półśnie” miało więcej oddechu, przestrzeni, niedopowiedzeń, natomiast „Pod skórą” jest bardziej bezpośrednie.

Co chciałbyś, żeby po wysłuchaniu „Pod skórą” zostało w słuchaczu poza samą melodią?

Chciałbym, żeby została emocja, tęsknota, refleksja, a może wspomnienie kogoś bliskiego. Jeśli po wysłuchaniu ktoś zatrzyma się i pomyśli: „znam to uczucie”, to będę wiedział, że ta piosenka spełniła swoją rolę. Nie bójmy się pokazać tego, co w nas siedzi.

Masz za sobą „Szansę na sukces”, a dziś śpiewasz autorskie piosenki z zespołem, który sam buduje swój język muzyczny. Co najbardziej zmieniło się w Twoim podejściu do śpiewania od tamtego czasu?

„Szansa na sukces” była dla mnie przepustką do rozpoznawalności. Przez dwadzieścia lat śpiewałem covery i tysiące piosenek różnych artystów. Teraz wiem, że to jest ten czas, kiedy dokładnie wiem, czego chcę. Nie muszę tego robić dla pieniędzy, ale dla własnej dzikiej przyjemności. Teraz mogę realizować pomysły, które siedziały w głowie od dawna.

fot. materiały prasowe

Masz charakterystyczną barwę głosu, ale True Blue nie jest oparte jedynie na wokaliście. Jak odnajdujesz swoje miejsce w zespole? Jak zaczęliście razem współpracować?

Myślę, że na tym właśnie polega siła True Blue, że nikt z nas nie próbuje być najważniejszy. Oczywiście wokal jest tym elementem, który jako pierwszy trafia do słuchacza, ale dla mnie zawsze był częścią większej całości. Staram się być spoiwem, które łączy emocje zawarte w tekście z tym, co zespół buduje muzycznie. Z chłopakami znamy się od lat, mimo iż każdy grał w innym zespole czy składzie. True Blue powstało bardzo naturalnie. Okazało się, że ci właśnie ludzie nadają na tych samych falach. Jesteśmy w podobnym wieku, mamy podobne wzorce muzyczne, podobną wrażliwość i sytuację materialną, która pozwala nam się realizować. To grupa świetnych instrumentalistów, ale przede wszystkim ludzi.

Co Twoim zdaniem sprawia, że piosenka zostaje z człowiekiem na dłużej? Melodia, tekst, barwa głosu, a może coś, czego nie da się tak łatwo nazwać?

Często dzwonią do mnie znajomi i mówią, że cały dzień chodzi za nimi nasza piosenka. Co w tym jest? Uważam, że w każdej dobrze napisanej piosence jest taki pierwiastek, który powoduje, że zostaje w pamięci. Melodia może być piękna, tekst może być mocny, a głos charakterystyczny, ale piosenka zostaje w głowie, kiedy to wszystko zaczyna współgrać. Na pewno jest to melodia, ale też dobry tekst, który zostaje z nami na dłużej.

Czy bardziej pociąga Cię muzyka, która od razu komunikuje emocje, czy taka, której trzeba dać trochę czasu, żeby odkryć jej sens?

Ważne jest skomponowanie utworu wpadającego w ucho i od pierwszych taktów zaciekawiającego, ale to prawdziwa frajda słyszeć od ludzi, że po czwartym, piątym przesłuchaniu wyłapują, że to nie tylko o to chodziło, co pierwotnie było na wierzchu. Szczególną radość daje mi nagrywanie piosenek, które z każdym kolejnym odtworzeniem odkrywają nowe warstwy.

Czy Twoim zdaniem współczesna muzyka popularna zostawia jeszcze na tyle dużo miejsca na charakterystyczne głosy i indywidualność wykonawcy?

Współczesna muzyka daje dużo możliwości, ale jednocześnie jest w niej sporo schematów, zarówno jeśli chodzi o brzmienie, produkcję, jak i o sposób śpiewania. Czasami można odnieść wrażenie, że wszystko jest idealne. A ja właśnie lubię, kiedy w głosie zostaje coś ludzkiego. Jakaś chropowatość, oddech, charakterystyczny sposób zaśpiewania danego słowa. Nie musi być perfekcyjnie. Drobne niedoskonałości sprawiają, że zaczynasz rozpoznawać wykonawcę już po kilku sekundach. Staram się być sobą i robić jak najlepiej, a na to zawsze jest miejsce.

Gdybyś mógł na jeden dzień wejść w rolę dowolnego wokalisty, zobaczyć jego sposób pracy, to kogo byś wybrał? Czego chciałbyś się od niego nauczyć?

Moim idolem od lat jest Andrzej Zaucha. Dla mnie jest to absolutny numer jeden. Fascynuje mnie jego odwaga w poszukiwaniu środków wyrazu.

A z wokalistów zagranicznych zdecydowanie Sting. Chciałbym zobaczyć, jak pracuje w studio. Ciekawi mnie, w jaki sposób tacy wokaliści pracują nad interpretacją wokalną.


  • Pol Wanda – „Nieba krzyk i król Wiatr” [RECENZJA]
  • 30-lecie płyty „Wszystko się może zdarzyć” Anity Lipnickiej