,

Między złudzeniem a prawdą. Maks Kubiś w „Mirażowi” [RECENZJA]

18 września ukazał się nowy singiel „Mirażowi” Maksa Kubisia – energetyczny pop-rock o wychodzeniu z iluzji i odzyskiwaniu siebie. Miraż to według Słownika języka polskiego nieziszczalne marzenie, złudzenie lub urojenie. Właśnie do tych znaczeń warto odnieść tytuł nowego singla „Mirażowi” Maksa Kubisia, który precyzyjnie łączy swobodnie płynącą melodię z przekazem wpisującym się w wyraźnie zarysowaną opowieść. Zresztą,…

fot. okładka singla

18 września ukazał się nowy singiel „Mirażowi” Maksa Kubisia – energetyczny pop-rock o wychodzeniu z iluzji i odzyskiwaniu siebie.

Miraż to według Słownika języka polskiego nieziszczalne marzenie, złudzenie lub urojenie. Właśnie do tych znaczeń warto odnieść tytuł nowego singla „Mirażowi” Maksa Kubisia, który precyzyjnie łączy swobodnie płynącą melodię z przekazem wpisującym się w wyraźnie zarysowaną opowieść. Zresztą, jak mówi sam artysta: To historia o pożegnaniu bez scen i wielkich słów – o wewnętrznej, cichej rozpaczy, spojrzeniu na przeszłość jak w mirażowe lustro i uświadomieniu sobie, że to, co przez lata wydawało się trwałym, wspólnym światem, w rzeczywistości było jedynie jego odbiciem.

Wokalista systematycznie prezentuje nowe utwory, ale robi to wówczas, gdy rzeczywiście ma nam coś do przekazania. Jego teksty (tutaj napisany wspólnie z Julianem Gacą) zawsze zawierają pierwiastek bliskości, pozwalający w uniwersalny sposób odnieść je do własnego życia. Słowa układają się w dosyć prostą historię, ale nigdy nie ocierają się o banał, co w muzyce pop-rockowej ma istotne znaczenie. Czujemy, że kryje się za nimi coś ważnego, choć sama forma muzyczna pozostaje lekka i swobodnie podąża za głosem Maksa. Jest przy tym na tyle przystępna, że jego propozycji można słuchać zarówno z pełnym zaangażowaniem, jak i zupełnie niezobowiązująco. Tak też jest w tym przypadku.

Wracając do samej muzyki, otrzymujemy numer całkiem przebojowy, szybko zapadający w pamięć, a przy tym na tyle dopracowany produkcyjnie, że trudno mieć wątpliwości co do jego artystycznej wartości. To zasługa producenta Juliana Gacy (postprodukcja: Michał Wróblewski), który potrafił oddać piosenkowy charakter całości, jednocześnie odpowiednio eksponując instrumentalne detale współtworzące wymowę kompozycji. Udanie łączy on elektroniczne brzmienia syntezatorów z głębokimi strukturami dźwiękowymi, gitarami Kubisia, basem (również Juliana Gacy) i perkusją Filipa Łuczaka.

„Mirażowi” to kolejny dowód na to, że Maks Kubiś potrafi odnaleźć się w opowieściach, w których jego zamysł nabiera szerszego znaczenia. Tym razem pozostawia nas z refleksją nad tym, jak łatwo pomylić wyobrażenie o wspólnej przyszłości z rzeczywistością. I choć nie jest to temat nowy, artysta potrafi nadać mu indywidualnego kolorytu, nie popadając przy tym w przesadną emocjonalność. To właśnie ta powściągliwość sprawia, że historia wybrzmiewa naturalnie, pozostawiając słuchaczowi miejsce na własne przemyślenia.

rec. Łukasz Dębowski

*****

To historia o pożegnaniu bez scen i wielkich słów – o wewnętrznej, cichej rozpaczy, spojrzeniu na przeszłość jak w mirażowe lustro i uświadomieniu sobie, że to, co przez lata wydawało się trwałym, wspólnym światem, w rzeczywistości było jedynie jego odbiciem. Bohater piosenki w końcu decyduje się wyjść z cienia kłamstw i wątpliwości, zamknąć ten rozdział i spróbować ruszyć dalej.

Żywe bębny, moogowy bas, rockowa gitara i sentymentalna melodia tworzą nowoczesne, up-tempo brzmienie w klimacie „Tissues” YUNGBLUD – z jednej strony pełne energii, z drugiej oparte na bardzo osobistej historii.

Latem artysta miał okazję prezentować „Mirażowi” podczas koncertów, m.in. jako support Ani Karwan i Organka, a jesienią zaplanowane są jego kolejne występy.

Jego poprzedni singiel otrzymał również wyróżnienie w postaci obecności na Spotify New Music Friday.

Maks Kubiś to aktor i muzyk z bogatym dorobkiem na scenach teatralnych i muzycznych, szczególnie w USA, gdzie spędził niemal osiem lat. W 2017 roku wystąpił na Broadwayu w „Peter Shaffer Memorial” u boku Aleca Baldwina i Christine Ebersole. Współpracował z legendarnym perkusistą Sterlingiem Campbellem, Samem Underwoodem oraz Johnem Matarazzo. Maks występował w warszawskiej Progresji, dzieląc scenę z Igorem Herbutem, Klaudią Sobotką i innymi artystami.


  • Pol Wanda – „Nieba krzyk i król Wiatr” [RECENZJA]
  • 30-lecie płyty „Wszystko się może zdarzyć” Anity Lipnickiej