,

Man and The Machine – „Stare słońce” [RECENZJA]

Jak informuje Man and The Machine: „Stare Słońce” to album utkany z nostalgii, wspomnień i muzycznych skojarzeń. Punktem wyjścia były dla mnie lata 60. i 70.: polski big-bit, psychodelia, blues-rock, The Doors, Breakout, ale też bardziej filmowe, oniryczne brzmienia. Więcej na temat tego wydarzenia można dowiedzieć się z naszej recenzji.

fot. okładka albumu

Nasza ocena:

Jak informuje Man and The Machine: „Stare Słońce” to album utkany z nostalgii, wspomnień i muzycznych skojarzeń. Punktem wyjścia były dla mnie lata 60. i 70.: polski big-bit, psychodelia, blues-rock, The Doors, Breakout, ale też bardziej filmowe, oniryczne brzmienia. Więcej na temat tego wydarzenia można dowiedzieć się z naszej recenzji.

Recenzja płyty „Stare słońce” – Man and The Machine (2026)

Man and The Machine udanie kontynuuje swoją działalność, tym razem dodając do twórczości nutkę nostalgii, która wyraźnie nakreśla artystyczny wymiar albumu „Stare słońce”. Czujemy w tym odwołania do minionych lat, a co za tym idzie, sentyment do muzyki lat 60. i 70., stającej się punktem wyjścia dla wszystkich kompozycji. Ten projekt jest także dowodem na to, że przy wykorzystaniu AI jako narzędzia, a nie wykonawcy wszystkich aspektów związanych z procesem twórczym, można stworzyć materiał na tyle wartościowy i świadomy, by zasługiwał na znacznie większą uwagę.

Już sam wstęp w postaci intra „Fragment nr 1” wprowadza w zamysł całego przedsięwzięcia. Ten klimatyczny obłok kilku dźwięków przenosi nas w inny, nieco zapomniany, a wciąż pulsujący silną energią czas. Później przemieszczamy się dosyć osobliwie przez kolejne etapy związane z tą muzyką, zahaczając o stylowy rock, blues, big-beat, a nawet lekką psychodelię, przy ciągłym zachowaniu należytego szacunku do tradycji. Należy podkreślić, że wciąż mamy do czynienia z fundamentem piosenkowym, co w pewien sposób nakreśla charakter tej płyty. W dokonaniach artysty nadal liczy się także słowo, które wyszło spod jego pióra, a to ma ogromne znaczenie dla odbioru całości.

Nie ma tu ogromnych szaleństw związanych z warstwą instrumentalną, brakuje też odrobinę większego brudu, jakiejś niedoskonałości, które mogły zostać zniwelowane na etapie budowania aranżacji przy pomocy AI. Tego niestety nie zachowa żadne narzędzie, które porządkuje i ujednolica konstrukcję muzyczną, nawet jeśli pozwala zachować głęboki klimat mający przywoływać wspomnienia. Nie oznacza to jednak, że poszczególne propozycje tracą na swojej atrakcyjności – wręcz przeciwnie, autorowi muzyki i tekstów udało się nadać im odpowiednią esencjonalność i sens (pięknie wypada „Letni wieczór”). Szczególnie dobrze prezentują się również momenty z bluesową mgłą („Pierwsza”) i – co ciekawe – hardrockową energią, obecną w instrumentalnym numerze „Gotowi?”.

Jak mówi twórca: „Tekstowo to płyta o pamięci – o ludziach, miejscach, pierwszych miłościach, koncertach, wakacjach i chwilach, które z czasem zaczynają świecić trochę innym światłem”. I faktycznie, słowa mocno oddziałują na naszą wyobraźnię, dając możliwość wydobycia z zakamarków świadomości tego, co z czasem odeszło w zapomnienie. Wydaje się, że artyście zależało również na podkreśleniu osobistej refleksji i emocji, które pozostają dla niego szczególnie ważne („Dziadek Marek”).

„Stare słońce” Man and The Machine okazuje się więc materiałem, który swoją siłę czerpie przede wszystkim z konsekwencji obranej wizji. To płyta świadoma swoich ograniczeń, a jednocześnie pełna momentów, potrafiących zatrzymać uwagę i uruchomić własne skojarzenia. Właśnie w tej szczerości i prostocie tkwi jej największa moc, nawet jeśli dla części odbiorców kontrowersyjne może być to, jakie narzędzia zostały wykorzystane do ostatecznego kształtu tego albumu.

Łukasz Dębowski


  • Dżem – „Sobie potrzebni” [RECENZJA]
  • 30-lecie płyty „Wszystko się może zdarzyć” Anity Lipnickiej