
Jak brzmiałby pełnowymiarowy recital Mieczysława Kosza, gdyby pianista zdecydował się kiedyś go zagrać? Odpowiedzi na to pytanie próbuje udzielić album „Ikar. Solo na Jazz Jamboree”, złożony z archiwalnych nagrań odnalezionych w zbiorach Polskiego Radia.
fot. okładka albumu
Recenzja płyty „Ikar. Solo na Jazz Jamoree” (Agencja Muzyczna Polskiego Radia, 2026)
Mieczysław Kosz pozostaje jedną z najbardziej fascynujących i tragicznych postaci w historii polskiego jazzu. Choć jego kariera trwała zaledwie kilka lat, pozostawił po sobie muzykę, która do dziś budzi ogromne emocje. Album „Ikar. Solo na Jazz Jamboree” nie jest jednak kolejną archiwalną kompilacją. To próba odtworzenia pełnowymiarowego recitalu artysty z nagrań zachowanych w archiwach Polskiego Radia, dzięki czemu słuchacze mogą usłyszeć coś, czego sam pianista nigdy oficjalnie nie zaprezentował w takiej formule.
W archiwach zachowały się rejestracje występów Kosza z kolejnych edycji festiwalu Jazz Jamboree z lat 1968–1971. Większość z nich to krótkie, kilkuminutowe prezentacje solowe, rozproszone pomiędzy innymi koncertami. Wyjątek stanowił występ z 1969 roku, kiedy artysta zaprezentował się samodzielnie. Wśród tych ciekawostek znalazł się także debiutancki występ w kameralnej sali Filharmonii Narodowej w 1967 roku. Z tych materiałów Adam Domagała stworzył spójną narrację, ignorując chronologię i pierwotną kolejność nagrań. W efekcie powstał album przypominający recital, który nigdy się nie odbył, ale który mógłby doskonale oddawać artystyczną osobowość pianisty.
Już otwierające płytę autorskie kompozycje pokazują, jak wyjątkowym twórcą był Kosz. „Pytanie”, „Dla Ciebie”, „Odejście” i „Refleks flegmatyka” nie są jedynie pretekstem do improwizacji, lecz pełnoprawnymi muzycznymi opowieściami. Artysta buduje napięcie bez pośpiechu, pozwalając wybrzmieć każdej frazie i każdemu zawieszeniu. Szczególnie poruszająco wypada „Odejście”, dedykowane Krzysztofowi Komedzie. To utwór pełen skupienia i melancholii, który doskonale pokazuje emocjonalną głębię pianisty.
Równie interesująco prezentują się jazzowe standardy. Kosz sięga po kompozycje doskonale znane, takie jak „Satin Doll”, „Stella by Starlight”, „Solar”, „Misty” czy „Autumn Leaves”, ale nie traktuje ich jak repertuarowych obowiązków. Każdy z tych utworów staje się przestrzenią dla jego własnego języka muzycznego, opartego na liryzmie, subtelności i niezwykłej umiejętności budowania nastroju. Najważniejsze pozostają emocje i opowieść ukryta pomiędzy dźwiękami, choć nie brakuje tu również przestrzeni dla improwizacyjnej swobody i indywidualnej ekspresji.
Całość prowadzi do finałowej „Kołysanki” Krzysztofa Komedy z filmu „Dziecko Rosemary”. To symboliczne domknięcie tej niezwykłej podróży. W interpretacji Kosza utwór zachowuje swoją charakterystyczną aurę niepokoju, ale jednocześnie staje się jeszcze jednym dowodem na to, jak wyjątkową wrażliwością dysponował pianista. Trudno nie odnieść wrażenia, że właśnie w takich momentach najpełniej ujawniał się jego indywidualny styl.
Ogromne znaczenie ma również jakość samego wydawnictwa. Nagrania zostały poddane rekonstrukcji i masteringowi przez Jacka Gawłowskiego, dzięki czemu archiwalny materiał brzmi zaskakująco świeżo, nie tracąc przy tym swojego historycznego charakteru. To ważne, bo pozwala skupić się przede wszystkim na muzyce, a nie na ograniczeniach technologicznych dawnych rejestracji.
„Ikar. Solo na Jazz Jamboree” jest czymś więcej niż tylko kolejnym archiwalnym wydawnictwem. To próba dopowiedzenia historii artysty, którego kariera została brutalnie przerwana, a jednocześnie świadectwo niezwykłego talentu, jaki posiadał Mieczysław Kosz. Choć prezentowany recital nigdy nie wydarzył się naprawdę, słuchając tych nagrań łatwo uwierzyć, że właśnie tak mógłby wyglądać. I właśnie dlatego album pozostawia po sobie tak silne wrażenie, choć to raczej rzecz skierowana do wytrawnych miłośników jazzu niż przypadkowego słuchacza.
Łukasz Dębowski





