Bisz – „Wilk chodnikowy” [RECENZJA] [ODKURZAMY]

Nasz ocena

Bisz to raper wyróżniający się na tle wielu innych. Niecodzienne łączenie obserwacji otaczającego go świata z  jego zamiłowaniem do poezji, filozofii i kina tworzą wypadkową, którą łatwo zaszufladkować w kategorii „rap alternatywny”. Jednak nic bardziej błędnego. Bisz to raper kochający też klasyczne brzmienie, czego potwierdzeniem był album „Wilk chodnikowy” z 2012 roku.

fot. okładka albumu

Recenzja płyty „Wilk chodnikowy” – Bisz (Fandango Records, 2012)

Album „Wilk chodnikowy” Bisza to jeden z tych przypadków w polskim rapie, gdzie hype, oczekiwania i realna jakość spotykają się w jednym punkcie i robi się z tego płyta, o której mówi się latami. W momencie premiery był to jego pierwszy w pełni solowy legal i jednocześnie moment przełomowy – Bisz przestaje być „obiecującym tekściarzem z podziemia”, a staje się jednym z najbardziej rozpoznawalnych głosów introspektywnego rapu w Polsce.

To album, który od początku gra na dwóch poziomach: z jednej strony jest bardzo „literacki”, gęsty od metafor i obrazów, a z drugiej mocno emocjonalny i osadzony w codzienności.

Muzycznie płyta jest zaskakująco różnorodna, jak na tak wyraźnie autorski projekt. Produkcje (m.in. Pawbeats czy Bob Air) łączą klasyczne hip-hopowe fundamenty z emocjonalnymi, „filmowymi” aranżacjami. Są bity spokojne i melancholijne, są też bardziej dynamiczne, „bangerowe” momenty, ale wszystko podporządkowane jest jednemu celowi: podkreślić tekst, nie go przykryć.

Bisz bardzo często wychodzi poza standardową formę zwrotka-refren i buduje mini-opowieści albo sceny. „Wnyki” czy „Carrie” pokazują jego talent do tworzenia napięcia i obrazów, które zostają w głowie, bo nie są tylko rapem, ale krótkimi, emocjonalnymi historiami. Z kolei „Pollock” czy „Banicja” pokazują drugą stronę, bardziej dynamiczną, energiczną, momentami nawet agresywną, ale nadal bardzo kontrolowaną językowo. Co ważne – raper nie próbuje przypodobać się wszystkim i dzięki temu zachowuje autentyczność.

Bisz pisze o rzeczach prostych – o relacjach, rozczarowaniach czy ambicjach, ale ubiera je w sposób, który nadaje im ciężar większy niż standardowy rapowy storytelling. Jednocześnie nie zawsze idzie w pełną hermetyczność, potrafi też zejść do bardziej bezpośredniego, „życiowego” tonu. Dużo tu melancholii, refleksji i poczucia wewnętrznego biegu, jakby wszystko działo się jednocześnie za szybko i za wolno. Takich płyt, nawet po kilkunastu latach, nadal nie ma w Polsce zbyt wiele i to zdecydowanie należy docenić. Klasyk, czy nie?

Mateusz / tasty.discs

 

Bisz / Kosa z kontynuacją „Bladego króla”. Posłuchaj utworu „Lata”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *