yassno – „Synesthesia” [RECENZJA]

Nasz ocena

yassno to instrumentalny zespół balansujący między rockiem progresywnym, psychodelią a post-rockiem, konsekwentnie budujący swoją tożsamość wokół długich, narracyjnych form i atmosferycznego brzmienia. Zapraszamy do zapoznania się z naszą recenzją ich albumu „Syntesthesia”.

fot. okładka albumu

Recenzja płyty „Synesthesia” – yassno (2026)

Album „Synesthesia” zespołu yassno to muzyka nagrana na żywo podczas koncertu, gdzie długie kompozycje opierają się na nieoczywistych strukturach, pogłębionych gęstym, mocno wciągającym klimatem. Budowanie napięcia i emocjonalnej narracji opartej na obrazowaniu post-rockowych form wychodzi grupie znakomicie. Wręcz trudno uwierzyć, że mamy do czynienia z debiutantami, bo ich precyzja, oparta na mocnym wyrazie i zawodowstwie, bywa momentami zjawiskowa. Jednocześnie łatwo dostrzec próbę budowania indywidualnego języka w przyjętej, szeroko rozpisanej konwencji.

Choć to „realizacja” instrumentalna, jej charakter nie utrudnia odbioru, działając wręcz uzależniająco w niektórych, rozbudowanych pasmach muzycznych. Psychodeliczny aspekt tych ilustracji to wynik dużej precyzji w wyrażaniu tego, co panowie chcą ostatecznie osiągnąć. Nie da się ukryć, że mamy do czynienia z bardzo świadomą formacją, umiejętnie zespalającą wiele różnorodnych elementów w jedną konfigurację artystyczną. Wchodząc całkowicie w ten świat, jesteśmy w stanie dostrzec i docenić wiele aspektów związanych z poszczególnymi kompozycjami, które rozwijają się w nieoczekiwanych kierunkach (zjawiskowy „December”).

 

 

Właściwie każdy numer składa się z siatki nałożonych na siebie dźwięków, która zagęszcza się w odpowiednich momentach, tworząc trudną do zdefiniowania przestrzeń. Towarzyszy temu skupienie, które pomaga odnaleźć się w tej muzyce, dostarczając wielu nieoczywistych doznań – jest w tym odrobina sentymentu, może nawet tęsknoty za czymś, co minęło, ale też w wielu momentach utwory przyjmują refleksyjny, dający do myślenia ton („Preventing Suicide”). Pomaga w tym zanurzenie materiału w rocku progresywnym, choć wiele tu świeżości, która nie pozwala patrzeć na dokonania zespołu jak na archaiczne wykopalisko, mające najlepszy czas już dawno za sobą.

W tej twórczości jest coś więcej, a to znów zasługa należycie zarysowanej narracji, która prowadzi nas przez kolejne etapy, nie przytłaczając konwencją, a dając możliwość swobodnego odbioru poszczególnych opowieści. I to nawet w bardziej intensywnych propozycjach, podkreślających naturalnie rozwijaną perspektywę gitarowego brzmienia („Eggplanting”).

 

 

Wielowymiarowa konstrukcja sprawia, że przy każdym odsłuchu albumu „Synesthesia” odkrywamy tu coś nowego, czasem zupełnie innego. W końcu to muzyka, którą najpełniej odbiera się różnymi zmysłami – na tym właśnie polega tytułowa synestezja. I trzeba przyznać, że ten trudny aspekt udało się wydobyć oraz ukazać jego szlachetność, ale w alternatywnej, zupełnie nieprzystającej do mainstreamu wymowie. Pomaga w tym nagranie materiału na żywo, co w dzisiejszych czasach można uznać za akt odwagi. yassno to świetny projekt, który zasługuje na uwagę i szerszą próbę odbioru tego, co ma do przekazania. Jedno jest więc pewne – warto do tej płyty wracać.

Łukasz Dębowski

*****

Album „Synesthesia” od yassno – jedna narracja, jeden koncert!

Zostaw odpowiedź