
„Tu wszystko płynie niespiesznie, własnym tempem, bez próby gonienia za komercyjną pospolitością”. Tak w skrócie można opisać to, co dzieje się na płycie „Koloryzowane” kwartetu Ewy Środoń. Poniżej można znaleźć naszą pełną recenzję tego wydarzenia.
Recenzja płyty „Koloryzowane” – Ewa Środoń Kwartet (2026)
Album „Koloryzowane” zespołu Ewy Środoń Kwartet, to kilka starannie rozpisanych propozycji odznaczających się wyrafinowaniem, piosenkową estymą, ale też lekkością, opartą na wybornej prezencji artystycznej. To muzyka, która otula ciepłym klimatem, ale w naturalnym, nieprzesadnie, choć ciekawie rozpisanym instrumentarium, nadającym całości szlachetnego wydźwięku.
Tu wszystko płynie niespiesznie, własnym tempem, bez próby gonienia za komercyjną pospolitością. Dzięki temu otrzymaliśmy projekt wyjątkowo czarujący, nawet jeśli nie każdy element poszczególnych opowieści magnetyzuje z wystarczająco dużą siłą. Kompozycje są przenikliwie i dość precyzyjnie rozpisane. Ich jazzowy charakter nie zakłóca dialogu ze słuchaczem, ukazując piosenkę w jej czystej, choć niestandardowo ujętej formie.
Słychać, że mamy do czynienia z zawodowcami, którzy potrafią zbudować nastrój oraz posiadają wyczucie w łączeniu niebanalnych harmonii kształtujących poszczególne utwory (znakomicie pogłębiona muzyczną elegancją „Ballada o burzy”). Większość z nich posiada mimowolnie niezobowiązujący, ale jakże otulającą aurę, pozwalającą słuchaczowi zbliżyć się do tej twórczości naprawdę blisko („Słodkie i gorzkie”). Duża w tym zasługa znakomitych muzyków współtworzących projekt: Jana Kuska (fortepian i instrumenty klawiszowe), Marcina Chatysa (kontrabas i bas akustyczny) oraz Piotra Przewoźniaka (perkusja). Całość subtelnie dopełnia pojawiający się gościnnie Radosław Mosurek (trąbka i flugelhorn).
Obok jazzowej wytrawności łatwo odnaleźć tu czytelnie ukazaną melodykę, którą uzupełniają elementy folku, stające się dodatkowym smaczkiem tego materiału. Ewa Środoń potrafi odnajdywać się w najbardziej zawiłych niuansach, ukazując własne możliwości wokalne w sposób nieprzerysowany, emocjonalny, a przez to kompletny. Jej głos stoi na równi ze wszystkimi instrumentami, nie przesłaniając ich bezpośredniej wymowy. Słuchając tych propozycji, intuicyjnie wiemy, z jak głęboką wrażliwością mamy do czynienia, nawet jeśli w samej muzyce wyczuwalny pozostaje nie do końca współczesny pierwiastek.
Być może takie wrażenie rodzi także pewnego rodzaju poetyka słów, które w odsłonie artystki wypadają w pełni przekonująco. Teksty są nasączone pięknymi, choć czasem refleksyjnymi myślami, co w takim projekcie zaskakująco dobrze się broni. I choć mocniej zapadają w pamięć spokojniejsze momenty (doskonały utwór „W świetle wielkich miast”), to trzeba docenić także żywe, bardziej niestandardowo opracowane w jazzowej niebanalności kompozycje („Szalony walc”).
„Koloryzowane” kwartetu Ewy Środoń to album wymagający uwagi. Odwdzięcza się jednak urzekającym nastrojem, trafionym splotem przekazu z naturalnym, wręcz organicznym brzmieniem oraz uczuciem, które rodzi się w trakcie uważnego odsłuchu. Łatwo wejść w ten świat, bo nie został on oparty na wymuszonej alternatywnej estetyce. Nie dla każdego będzie to wystarczające, lecz dla tych, którzy szukają nietuzinkowej piosenki – czegoś więcej niż zwykłego splotu przypadkowych słów i dźwięków – to przedsięwzięcie może okazać się prawdziwie urzekające. I o to ostatecznie w tym wszystkim chodzi.
Łukasz Dębowski
*****





