Edyta Bartosiewicz / Sinfonia Varsovia – „To jest mój sen” [RECENZJA]

Nasz ocena

Na albumie „To jest mój sen” Edyty Bartosiewicz klasyczne piosenki zyskują symfoniczną oprawę. Zapraszamy do przeczytania naszej recenzji tego wyjątkowego wydarzenia, które miało miejsce 30 lat po premierze pamiętnej płyty „Sen”.

fot. okładka albumu

Recenzja płyty „To jest mój sen” – Edyta Bartosiewicz / Sinfonia Varsovia (2025)

„Sen” Edyty Bartosiewicz to jedna z najważniejszych płyt rockowych lat 90., która – jak się okazuje – nieprzerwalnie potrafi przyciągać uwagę, potwierdzając, że dobra piosenka w połączeniu z charyzmatyczną wokalistką może stworzyć ponadczasowe dzieło. Nikt nie mógł oczekiwać, że ten – dziś już kultowy – album po 30 latach doczeka się odsłony symfonicznej. „To jest mój sen” został nagrany podczas koncertu w Teatrze Wielkim w Warszawie z Sinfonią Varsovią pod batutą znakomitego Daniela Nosewicza.

W czasie odsłuchiwania całego materiału od razu czuć, że obcujemy z czymś ważnym – i to nie tylko dzięki sentymentowi do utworów, które ciągle zachowują swoją ogromną moc. Płyta „Sen” wyznaczyła charakter lat 90., choć w tamtym czasie powstało mnóstwo znakomitej muzyki różnych twórców, do której chętnie wracamy. Nie dajmy się jednak zwieść tytułowi nowego projektu artystki, ponieważ wśród trzynastu utworów znajdują się również późniejsze kawałki z jej repertuaru, takie jak „Jenny”, „Niewinność”, „Opowieść”, a także pochodzący z jej najnowszego albumu „Ten moment”. „Zegar” i nieśmiertelna ballada „Ostatni” przypomina z kolei twórczość z jeszcze innego okresu (płyta „Szok’n’Show”). Dlatego tytuł niech nikogo nie zmyli – to zbiór obejmujący różne etapy jej kariery, ukazujący pełnię artystycznej drogi wokalistki.

Trzeba przyznać, że nowe aranżacje tego materiału musiały stanowić spore wyzwanie – nie tylko dla Edyty Bartosiewicz, ale również dla Daniela Nosewicza, który wielokrotnie współpracował z artystami spoza klasycznego nurtu muzycznego. Warto przypomnieć, że w 2020 roku nagrał on płytę „The Shining” z własnymi kompozycjami, wydaną pod naszym patronatem medialnym. Rola Symfonii Varsovii w tym projekcie jest również nie do przecenienia, tym bardziej, że w jej skład wchodzi kilkudziesięciu muzyków, z którymi artystka miała okazję występować nie tylko w salach teatralnych i filharmoniach, ale także na letnich festiwalach – pamiętny pozostaje jej udział w ramach trasy Letniego Brzmienia 2025. Natomiast wyjściem poza sztywną formułę było zaproszenie gitarzysty Michała Grymuzy, którego udział ma niemal symboliczny wymiar – to właśnie on, 30 lat temu, brał udział w tworzeniu oryginalnego „Snu”.

Przechodząc do najważniejszej części – jak dzisiaj wypada zaprezentowany materiał? Przede wszystkim wyraźnie odczuwalna jest w nim spójność oraz głębokie emocjonalne zaangażowanie nie tylko Edyty, ale wszystkich muzyków. Duchowy pierwiastek oddaje klimat oryginalnie nagranych piosenek, co w kontekście tak ambitnych aranżacji nie było łatwe do osiągnięcia. I nawet jeśli ktoś nie znał tego repertuaru z przeszłości, to jest w stanie wyczuć ich niepowtarzalność.

Tu liczy się przede wszystkim melodia – silnie uzewnętrzniona, choć czasem dominowana bogactwem instrumentów, które dobitnie zaznaczają swoją obecność. Zdarzają się momenty gęste, może nawet ciężkie, odrobinę zbyt przytłaczające („Tatuaż”), lecz w ostatecznym rozrachunku całość ujmuje swoim nastrojem. Wciąż przecież jesteśmy w stanie wyłuskać z nich pełną wartość i koloryt, towarzyszący pierwotnym wersjom. Dzięki temu otrzymaliśmy repertuar dobrze wyrzeźbiony na nowo, a przy tym wciąż przykuwający uwagę – doskonałym przykładem jest „Zabij swój strach”, pięknie rozpisany w warstwie smyczkowej. Przy tej okazji warto też zwrócić uwagę na drobne detale aranżacyjne, które budują napięcie i wpływają na przestrzenne pasaże brzmień  – od subtelności na początku „Zegara”, po staranne narastanie dramatyzmu w „Urodzinach”. To właśnie te niuanse sprawiają, że nawet dobrze znane piosenki zyskują nowe życie, ale w swoim oryginalnym charakterze.

„To był mój sen” tworzy złotą klamrę w dorobku Edyty Bartosiewicz, pielęgnując w muzyce to, co najważniejsze: czyste uczucia, nostalgię przeplatającą się ze wspomnieniami oraz refleksje towarzyszące różnym przeżyciom. Nie sposób obcować z twórczością artystki obojętnie, niezależnie od formy, w jakiej ją słyszymy. Były już wznowienia płyt, solo acty, symfoniczne uniesienia… Może więc nadszedł czas na zupełnie nową muzykę? Miejmy nadzieję, że taki będzie kolejny krok w jej kolejnych poczynaniach.

Łukasz Dębowski

 

30-lecie płyty „Sen” Edyty Bartosiewicz [RECENZJA]

Zostaw odpowiedź