Wysokość mierzona znaczeniem. Vinski i Maciej Balcar w utworze „Everest” [RECENZJA]

fot. materiały prasowe

Co może wyniknąć ze spotkania dwojga ukształtowanych, mających coś do powiedzenia – i co najważniejsze – wrażliwych artystów? Jak się okazuje, więcej, niż można by oczekiwać. Utwór „Everest” powstał właśnie z połączenia dwóch różnych, wydawać by się mogło niekoniecznie przystających do siebie energii – a efekt okazał się znakomity, bo należycie nakreślono tu całą strategię artystyczną.

Za kompozycję i tekst odpowiada wciąż niewystarczająco doceniony twórca, choć mający na koncie współpracę z czołowymi postaciami polskiej sceny muzycznej. Vinski – bo o nim mowa – potrafi tworzyć propozycje nieszablonowe, przestrzennie rozpisane, a jednocześnie zaaranżowane na tyle ciekawie i wystarczająco gęsto, by nie pozostawiać poczucia niedosytu.

Z drugiej strony pojawia się Maciej Balcar – wokalista z pokaźnym bagażem doświadczeń, umiejący ważyć każde słowo i nadawać mu odpowiednią siłę. Takie przynajmniej odnosi się wrażenie podczas słuchania ich wspólnego dzieła, które – w pewnym sensie – rzeczywiście sięga wysoko. Inspiracją stała się prawdopodobnie historia znana z filmu „Everest” z 2015 roku, opartego na prawdziwych wydarzeniach.

Piosenka ma charakter refleksyjny, bo prowokuje do myślenia i stawiania sobie pytań: dokąd wciąż podążamy? Czy w drodze do kolejnego celu nie zapominamy o tym, co i kto pozostaje za nami? Czy naprawdę musimy mierzyć się z czymś, co wydaje się czasem pozornie ważniejsze? Ta otwartość i wielość pytań wynika z umiejętnego kształtowania i przekazywania treści. Utwór został zaśpiewany bez pośpiechu i bez spektakularnych fajerwerków, za to z mądrością, którą powinna nieść dobrze, świadomie ukształtowana propozycja muzyczna. Maciek to potrafi, bo ma w sobie jasność słów, które w jego interpretacji nabierają szczególnej mocy. I właśnie tutaj to słychać.

Trudno jednoznacznie sklasyfikować ten numer w konkretnych kategoriach gatunkowych. Niby otrzymujemy pop, ale w jego szlachetnej, wymykającej się prostym etykietom odsłonie. Być może jest w tym nuta alternatywy, jednak wynika ona przede wszystkim z ciężaru znaczeń, jakie niesie „Everest”. I właśnie ten sens stawia go w kontrze do lekkich, mało znaczących kawałków, które gdzieś tam bezemocjonalnie przepływają.

To kompozycja, która nie zabiega o uwagę tanimi półśrodkami, lecz konsekwentnie buduje własną tożsamość, zostając w słuchaczu na dłużej. W istocie mamy do czynienia z momentem mającym realną siłę oddziaływania, jeśli tylko postaramy się odnaleźć jego niebanalne znaczenie.

[rec. Łukasz Dębowski]

*****

Słuchaj singla „Everest” w serwisach cyfrowych: https://nextmusic.ffm.to/everest

 

fot. materiały prasowe

Zostaw odpowiedź