
„VII Życzeń” to autorski album Lizy Hern – kompozytorki i wokalistki, która po wielu latach przerwy wróciła do muzyki z niezwykłą intensywnością i odwagą. Poniżej można znaleźć naszą recenzję tej płyty.
fot. okładka albumu
Recenzja płyty „VII życzeń” – Liza Hern (2024)
Od muzyki nie sposób uciec – zwłaszcza wtedy, gdy przez lata kształtowało się wrażliwość w szkołach muzycznych. Liza Hern jest tego najlepszym przykładem. Po okresie klasycznej edukacji fortepianowej wybrała inną drogę zawodową, lecz twórczy impuls okazał się silniejszy. Dziś wraca już nie do wystudiowanego rygoru, lecz do przestrzeni bardziej swobodnej, opartej na syntezatorowych fakturach i osobistych, bezpośrednich tekstach, co można usłyszeć na albumie „VII życzeń”.
Na pierwszy rzut oka te kompozycje mogą sprawiać wrażenie prostych, niemal ascetycznych w konstrukcji, bo są one czytelne, komunikatywne, pozornie nieskomplikowane. Pod tą oszczędną formą kryje się jednak wyraźna dojrzałość budowania nastroju i dramaturgii. To utwory, które nie epatują nadmiarem środków, lecz operują smakiem i wyczuciem wynikającym z doświadczenia. Dzięki temu pozostają szczere, a przy tym wolne od banału.
Zwraca uwagę duża świadomość tego, co chce się przekazać. Charyzma wokalistki pozwala jasno artykułować osobisty komunikat, bez uciekania się do wytartych schematów, choć w tej muzyce pobrzmiewa wiele elementów, które gdzieś już słyszeliśmy. Prześlizgując się po estetyce lat 80. i 90., aż po współczesność, artystka sięga tylko po te środki, które rzeczywiście współgrają z jej emocjami. Wybiera to, co niezbędne, by podkreślić poetycki ton własnych opowieści.
W usystematyzowaniu synth-popowej struktury kompozycyjnej wspomógł twórczynię perkusista i producent Tomasz Harry Waldowski. Ktoś tak doświadczony musiał uwypuklić wszystko to, co stanowi o istocie muzycznej całości. Elektronika nie jest więc nachalna, lecz stylowa i starannie ukształtowana, nawet jeśli czasem trąci nieco niewspółczesnym charakterem. Warto też zwrócić uwagę na przemyślaną przestrzeń, przystępność i spójność piosenkową – dzięki temu niemal każdy numer jest łatwo przyswajalny i nie wymaga wgryzania się w poszczególne treści, by odnaleźć ich sens. Dla poszukiwaczy bardziej alternatywnych, wyszukanych motywów może to być odrobinę za mało, ale dla tych, którzy cenią stylowe i niezbyt trudne w odbiorze kawałki, będzie to w pełni satysfakcjonujące.
Album otwiera miniatura fortepianowa, przyjmująca formę intra („Taka jestem”), lecz już po chwili znajdujemy się w centrum tego, co buduje precyzyjną wypowiedź i artystyczny wymiar. „Jeszcze jeden dzień” to jedna z najbardziej przebojowych, a zarazem głębokich propozycji, oddająca w pełni barwę brzmieniową większości utworów.
Interesujące okazuje się połączenie subtelnej nostalgii i tajemnicy z bardziej energetycznymi motywami, które poprzez warstwę słowną zyskują dodatkową siłę („List”). Twórczyni przywiązuje dużą wagę do tekstu, kreując literacki przekaz, płynący w zgodzie z jej przekonaniem, że to, co śpiewa, ma właściwe umiejscowienie w czasie i przestrzeni („a gdyby tak zmienić świat, wybrać kierunek, wizerunek, poznać swoją nową twarz”). Ta pewność siebie w jej przypadku jest autentyczna.
Płyta „VII życzeń” posiada znakomicie skumulowaną energię, która wyraźnie wpływa na odbiór tego materiału. I nawet jeśli nie znajdziemy tu zaskakujących, w pełni oryginalnych koncepcji brzmieniowych, to w innej, bardziej duchowej sferze Liza Hern zdecydowanie wygrywa. To przedsięwzięcie szczere, silnie zespolone z jej uczuciami, które aż prosi się o dopisanie kolejnej części.
Łukasz Dębowski


![Najlepsze rapowe płyty 2025 roku [RANKING]](https://polskaplyta-polskamuzyka.pl/wp-content/uploads/2026/01/Najlepsze-rapowe-plyty-2025-roku-RANKING-300x300.png)



