
„Diabeł” – tak zatytułowany został nowy album lubelskiej grupy Optical Sun, poruszającego się na styku post sludge’u, stonera i doom metalu. To muzyka ciężka, gęsta i hipnotyczna, zanurzona w mroku i świadomie unikająca kompromisów. Z okazji wydania tej płyty mieliśmy okazję zadać zespołowi kilka pytań.
fot. materiały prasowe
Pomiędzy poprzednim albumem “Save Our Souls” a nową płytą „Diabeł” minęły 4 lata. Z czego wynikała ta przerwa? I czy to był dla Optical Sun dobry czas?
Marcin Jerzyna: Dużo się przez te 4 lata działo. Ja miałem problemy osobiste, które skomplikowały mi dużo rzeczy. Przeszedłem przez silną depresję, z której na szczęście wyszedłem silniejszy niż poprzednio. Urodziło mi się też dwóch synów. Także miałem mocny grunt doświadczeń, które słychać w samplach na nowym albumie. Jestem odpowiedzialny za ich dobór.
Łukasz Piłasiewicz: Nie spieszyliśmy się, bo niby po co. Czasami zajmuje to mniej, czasami więcej czasu. U nas jest tak, że nikt nikogo nie pogania, nie ma ciśnienia. Sama płyta powstawała niecałe dwa i pół roku, ale nie dlatego, że nie mieliśmy na nią pomysłu, tylko z konieczności rezygnacji z wielu z nich i ułożenia trzonu płyty w taki sposób, aby była spójnym rodzajem opowieści. Praca ta ma kilka etapów. Na początek Muzyka — riffy, przejścia, całe tło, rozbite na 5 instrumentów, gdyż nagrywaliśmy album w składzie: perkusja, 2 gitary, 2 basy. Na to nakładaliśmy sample i partie wokalne, po wcześniejszym doborze tekstów własnych i wierszy. Na koniec dochodziły do tego różne smaczki i uzupełnienia, jak np. wokale pierwszej zwrotki puszczone od tyłu w samplowanej części — muzycznej gonitwie w „Spowiedzi oszukanego”. Jak już mieliśmy to wszystko poukładane i wymyślone, Marcin przygotował ostateczną wersję sampli, które uzupełniliśmy o nasze teksty i wiersze. Wtedy byliśmy gotowi wejść do studia i tam cała praca ruszyła od nowa pod okiem fachowca, który na bieżąco pomagał korygować niektóre założenia, ustawiał brzmienie. Pozdrowienia dla Michała Pijochy z tego miejsca, niebawem pewnie znowu się spotkamy.
Jesteście uznawani za jednych z niewielu przedstawicieli gatunku post-sludge metal w Polsce. Na ile poruszanie się w takiej przestrzeni muzycznej było świadomym założeniem, a na ile naturalnym kierunkiem, który wyłonił się podczas pracy nad płytą?
Marcin Jerzyna: Jeśli o mnie chodzi to w ogóle nie przywiązuję wagi do określania tego, co gramy. To po prostu muzyka grana przez przyjaciół. Zawsze słuchaliśmy cięższych brzmień i naturalne było, że ma być ciężko, ale musi być też wyraziście. W takim sensie, że ma to być intrygujące, tajemnicze i niedopowiedziane.
Łukasz Piłasiewicz: Muzyka, którą gramy jest naturalną wypadkową naszych gustów muzycznych i nie jest efektem jakiejś kalkulacji, czy wcześniej przyjętych założeń. Jak spotkaliśmy się w 2017 roku z Przemkiem, który zaczął intensywnie grać wówczas na bębnach, to chcieliśmy grać wolną, ciężką nutę, w której mogliśmy sobie pozwolić na różne eksperymenty, nie śpiesząc się, nie licząc czasu trwania danego numeru. Po dołączeniu Roberta, Marcina i finalnie Huberta, każdy dorzucił coś od siebie i powstało to, co powstało na naszej debiutanckiej Ep-ce i pierwszym LP. Dziś wiemy, że poszliśmy w kierunku occult/sludge/stoner czy doom, ale na początku nie było to takie oczywiste. Chcieliśmy, aby nasza muzyka nacechowana była niepokojem, atmosferą będącą przedłużeniem sampli filmowych, z których korzystaliśmy i dialogów, które osadziliśmy w poszczególnych numerach. Nie identyfikowaliśmy się i nie byliśmy identyfikowani z żadnym konkretnym stylem muzycznym na tamtym etapie.
Tytuł „Diabeł” niesie silny ładunek kulturowy i symboliczny. Czy traktujecie go bardziej jako metaforę, czy jako punkt wyjścia do opowieści o bardzo konkretnych ludzkich emocjach i doświadczeniach?
Marcin Jerzyna: To jest symboliczne odniesienie do naszych czasów. Zło jest wszechobecne. Wojny wywoływane przez możnych tego świata, niekontrolowany kult pieniądza, medialny bełkot, hołubienie i promowanie pustych wartości.
Z drugiej strony dobro zostało zbrukane przez puste slogany i fałszywych proroków. Zatarła się granica między dobrem i złem, i współczesny człowiek jest zagubiony jak nigdy dotąd. Część sampli mówionych pochodzi z kultowego filmu Andrzeja Żuławskiego „Diabeł”. I to właśnie sam Diabeł, grany przez Wojciecha Pszoniaka, wypowiada w tym filmie słowa, które są przesłaniem naszego albumu: „Człowiek powinien żyć szlachetnie. Pomimo, że nie widzi żadnego ku temu powodu. Po prostu dlatego, że w tym zmieszaniu piękna, brzydoty, cnoty i podłości, w którym ma znaleźć samego siebie musi chcieć pozostać po stronie szlachetności i dobra”.
Łukasz Piłasiewicz: Nic dodać, nic ująć. Marcin jak zawsze w punkt.

fot. materiały prasowe
Czy „Diabeł” jest płytą, którą należy słuchać jako spójnej całości, czy raczej zbiorem autonomicznych historii, połączonych wspólnym klimatem i estetyką? Jakie było Wasze założenie w tej kwestii, gdy tworzyliście kawałki na ten album?
Marcin Jerzyna: Ten album jest zwartą całością. To jak fragment życia składającego się z poszczególnych epizodów. Zresztą nawet realizator nagrań Michał Pijocha tak „ubrał” w całość te utwory, że opowieść zawarta na albumie zapętla się w pewien sposób. Zatacza się krąg.
Łukasz Piłasiewicz: To jest taka płynąca historia, która się zapętla. Nie ma jednego nastroju, tylko wiele, co odróżnia „Diabła” od poprzednich płyt, które były dodatkowo spięte jednolitą aurą, atmosferą. Jej nie widać, nie słychać tak dokładnie na nowym krążku, ale wyczuwa się ją po odsłuchaniu całości. Przykrywa delikatnie wszystkie kompozycje w równy sposób i nadaje płycie konkretne znaczenie. Wprawiony słuchacz wyłapie o co mi chodzi. 🙂
Wykorzystaliście w swojej muzyce sample z filmu „Diabeł” Andrzeja Żuławskiego oraz serialu „Przyłbice i kaptury” Marka Piestraka, na motywach powieści Kazimierza Korkozowicza. Skąd wziął się pomysł na aspekt filmowy i dlaczego właśnie te obrazy stały się ważnym uzupełnieniem albumu?
Marcin Jerzyna: Aspekt filmowy towarzyszy nam od samego początku. Na naszej debiutanckiej EP-ce „Optical Sun” z 2018 roku wykorzystaliśmy sample z filmu „Przyjaciel wesołego diabła” w reżyserii Jerzego Łukaszewicza. Natomiast na naszym pierwszym albumie długogrającym skorzystaliśmy z dzieła „Pan Twardowski” z 1936 roku w reżyserii Henryka Szaro. Zatem „Diabeł” kończy tryptyk ciemności. Obrazy i dialogi z filmu Andrzeja Żuławskiego miałem w głowie od lat i idealnie wpasowały się w czas tworzenia naszej nowej płyty. Pierwszy raz obejrzałem „Diabła” około 2005 roku, na studiach, w ramach zajęć z historii kina, bowiem studiowałem kulturoznawstwo. Byłem pod ogromnym wrażeniem i część tego mroku pozostało we mnie, czekając na odpowiednią porę, aby wyjść i wyrazić się w innej formie.
Moje zmagania z depresją idealnie wpasowały się w całą otoczkę. Walka z samym sobą, z wewnętrznym demonem — o tym jest ten film. I oczywiście bezustanny konflikt dobra ze złem w świecie i w poszczególnym człowieku. A im bardziej człowiek jest świadomy, tym ta walka jest cięższa.
Jeśli chodzi natomiast o serial „Przyłbice i kaptury” to sprawa jest dziełem niezwykłego przypadku. Jak już wspomniałem dużo się w moim życiu działo przez te cztery lata. Po wyjściu z depresji, miałem czas mocnego odreagowywania, nadużywałem środków wyskokowych i gdyby nie rodzina i przyjaciele mogło mnie już nie być. Wylądowałem na krótki czas w szpitalu psychiatrycznym i właśnie tam, w świetlicy na „TV Historia”, gdy wszedłem, leciał akurat pierwszy odcinek serialu „Przyłbice i kaptury”, który zacząłem z uwagą oglądać. Oczywiście zabrałem też pilot, żeby nikt mi nie przerwał (śmiech). I to właśnie z tego odcinka pochodzą wszystkie sample, które znalazły się na albumie. Dialogi te były niezwykle przejmujące i wiedziałem, że muszę je wykorzystać, jak już wyjdę na prostą. Także natchnienie spadło w najmniej oczekującym momencie.
Łukasz Piłasiewicz: W kwestii sampli mam pełne zaufanie do Marcina. Znamy się ponad 20 lat i nigdy nie podrzucił mi jakiegoś chłamu. Bez względu na to czy chodzi o muzykę, literaturę czy poezję zawsze poleca dobre rzeczy. Zna się na tym jak mało kto. Tak więc jak już mamy przygotowaną nutę, dobrane teksty własne, często są to słowa Marcina, czasami moje teksty, wiersze innych poetów, zawsze zapomnianych, pominiętych, odepchniętych, to na ten cały twórczy bałagan Marcin nakłada sample, aby nadać kawałkom ostateczny sens. Jak dla mnie zawsze w punkt więc nie martwię się nigdy o to.
Kolejnym elementem, który spaja w całość Wasz nowy album są wiersze Kazimierza Ratonia i Zbigniewa Jerzyny. Co takiego odnajdujecie w tej poezji, że zdecydowaliście się po nią sięgnąć?
Marcin Jerzyna: To też jest ciekawa sprawa. Zbigniew Jerzyna był moim ojcem. Zmarł w 2010 roku. Zajmuję się jego spuścizną literacką. Z kolei polski poeta wyklęty Kazimierz Ratoń przyjaźnił się z moim ojcem. I tu muszę zaznaczyć, że Ratoń nie miał zbyt wielu znajomych i przyjaciół. Był raczej unikany. Ponieważ był outsiderem w warszawskim środowisku literackim, które go nie rozumiało. Zresztą był poetą przyjezdnym, pochodził z Sosnowca, nie integrował się z „rozdającymi karty”. Ponadto cierpiał na wiele chorób, a na dodatek wpadł w alkoholizm. Jego poezja jest bardzo mroczna, pełna obrazów ludzkiego cierpienia, bólu, rozkładu i apokalipsy. Twórczość Ratonia poznałem dzięki ojcu. Napisałem nawet o poecie pracę magisterską. Także twórczość tych poetów przeniknęła do zespołu przez moją osobę.
Łukasz Piłasiewicz: Ratoń to Marcina pomysł, który wszystkim się od razu spodobał. Fragmenty „Pieśni północnych”, czyli „Mój Bóg nie umarł” oraz „X” to mocne pozycje na płycie, jeżeli nie najmocniejsze.
Na płycie znalazł się także wyjątkowy utwór „Gasnące kolory”, który jest słuchowiskiem stworzonym pod linię melodyczną kompozycji „Strach”. Możecie powiedzieć kilka słów o tym pomyśle?
Marcin Jerzyna: Wyszło tak poniekąd nastąpił spór o to czy utwór, który „wyrzeźbiliśmy” na próbie ma zawierać sample czy też tekst. Na początku bowiem zaproponowałem fragmenty dialogów ze słuchowiska Zbigniewa Jerzyny „Gasnące kolory” z roku 1975. Wszystko obrobiłem i wysłałem reszcie do odsłuchu. Zdania były podzielone, bowiem Przemek i Hubert twierdzili, że do tej muzyki bardziej pasuje wokal. A gdy Łukasz przyniósł swój tekst „Strach”, stwierdziliśmy, że faktycznie świetnie się wpasował w kompozycję. Później jeszcze Hubert dopisał trochę tekstu, scalając słowną stronę utworu. Nie dałem jednak za wygraną i rzuciłem pomysł, aby wersję składającą się z sampli ze słuchowiska „Gasnące kolory” umieścić na zakończenie albumu, tak aby nasza opowieść w pewien sposób zapętliła się. I tak też się stało.
Łukasz Piłasiewicz: „Gasnące kolory” to ostatni, a zarazem pierwszy, zależy z której strony spojrzymy, numer na płycie. To alternatywna wersja numeru pt. „Strach”. Jak nagraliśmy muzę to planowaliśmy zrobić utwór, gdzie sample i wokal będą się przeplatały, ale wyszło tak, że z Hubertem Bzomą wysmarowaliśmy tekst, który dobrze siedział w tej muzyce. Bzoma chętnie to śpiewał więc zrobiliśmy wersję tylko z tekstem śpiewanym oraz wyłącznie z samplami, aby podkreślić autonomię przesłania zarówno tego ze słuchowiska Zbigniewa Jerzyny, jak i tego, które sami napisaliśmy. Ja byłem akurat za tą pierwotną wersją Marcina, która jest świetna, ale przegraliśmy głosowanie i wyszły dwa numery obok siebie, które pozwoliły nam otworzyć i zamknąć „Diabła”.
Wasza muzyka funkcjonuje w wyraźnie niszowej przestrzeni. Czy postrzegacie ten fakt jako ograniczenie w dotarciu do szerszego grona odbiorców, czy raczej jako wartość, która pozwala zachować pełną artystyczną autonomię?
Marcin Jerzyna: Ja osobiście nawet o tym nie myślę. Cieszę się, że możemy jako przyjaciele wyrażać siebie poprzez muzykę. To nas łączy i wzmacnia. Mamy też możliwość odreagowywać twórczo to co nam się w życiu przydarza. Wydaje mi się, że prędzej czy później większe grono słuchaczy doceni w nas szczerość i dosadność wypowiedzi.
Łukasz Piłasiewicz: Od ponad 20 lat działamy w undergroundzie muzycznym, zawsze na marginesie, żadna nowość. Graliśmy punka w zespole Panta Koina, psychodelicznego rocka w Twaróg we Mgle, Marcin ma swój Lan/cet, był też Nihil Est, jest i Kordiał i inne aktywności. One się przeplatają, teraz więcej czasu poświęcamy na Optical Sun.
Przez kogo chcielibyście, żeby został zauważony album „Diabeł”? Czy można powiedzieć, że przekaz związany z muzyką Optical Sun jest skierowany do konkretnego słuchacza?
Marcin Jerzyna: Chcemy, aby album dotarł do ludzi, którzy szukają w muzyce emocji i konkretnych historii, które pozwalają zastanowić się nad życiem, a te przecież wymaga od nas ciągłych wyborów i konkretnych postaw. Lepiej nie popełniać dwa razy tych samych błędów.
Łukasz Piłasiewicz: To jest trudna płyta, trudna muzyka, sami sobie życia nie ułatwiamy, grając w ten sposób, może się nawet zamykamy na stałe w tej tzw. niszy, ale co zrobić, skoro inaczej nie potrafimy w tym momencie. Ta muzyka jest ciężka i nie chodzi o brzmienie, nakładane, wręcz piętrzące się efekty, których tu nie ma. Ja na przykład nie korzystam z tych całych podłóg, kilkunastu kostek powpinanych, jedna w drugą, kompresorów itp. Michał Pijocha, który realizował album, tylko mnie utwierdził w tym, że nie ma sensu, przynajmniej w tym momencie dokładać efektów. Większość gitarzystów korzysta z wielu więc ja poszedłem w drugą stronę i poza jednym, Bad ASS Distortion, nie korzystam z innych efektów. Pozwala mi to skupić się na budowaniu naturalnego nastroju, liczy się wyłącznie „czysty” riff.
Czy „Diabeł” zamyka pewien rozdział w historii Optical Sun, czy raczej otwiera nowy kierunek, który będziecie dalej eksplorować? Ponoć macie w planach wydanie kolejnego, bardziej koncepcyjnego albumu?
Marcin Jerzyna: Sądzę, że każdy album zespołu, dla którego muzyka sama w sobie ma ogromną wartość, zamyka zawsze pewien rozdział. Jednakże wypracowaliśmy już swoje brzmienie i chcemy dalej kontynuować naszą własną muzyczną historię. Pomysłów nam nie brakuje. Pracujemy obecnie nad starymi legendami polskimi. Łukasz, swoją drogą założyciel zespołu, odnalazł bardzo ciekawe rzeczy i teraz przymierzamy się jak do tego podejść. Z kolei nasz gitarzysta Robert wytwarza mnóstwo osobliwych dźwięków i myślę, że wykorzystamy teraz więcej jego ogromnego potencjału.
Łukasz Piłasiewicz: Tak jest, analizujemy, pracujemy z Marcinem jak to ugryźć. Muzyka na próbach już się sama „pisze” więc niebawem dołożymy resztę. W 2026 roku robimy podejście do nowej Ep-ki, a może wyjdzie z niej album długogrający. Założeniem jest seria baśni z regionów południowej Polski, wydana w latach 70-tych. Tytuł może wydać się po latach nieco kontrowersyjny, ale to kwestia nowej, aktualnej interpretacji terminów zastosowanych 50 lat temu przez autorów baśni.
Optical Sun:
Łukasz Piłasiewicz: gitara
Marcin Jerzyna: bas, sample
Hubert Bzoma: bas, wokal
Robert Zapała: gitara
Przemysław Bobrowicz: perkusja



![Najlepsze rapowe płyty 2025 roku [RANKING]](https://polskaplyta-polskamuzyka.pl/wp-content/uploads/2026/01/Najlepsze-rapowe-plyty-2025-roku-RANKING-300x300.png)



