„Chcieliśmy uniknąć tworzenia muzyki jako tła do tekstu czytanego przez aktora” – RGG [WYWIAD]

Najnowsza płyta tria RGG „Planet LEM” została nagrana z jednym z najważniejszych polskich aktorów filmowo-teatralnych, Robertem Więckiewiczem.

Zapraszamy do zapoznania się z naszym wywiadem z zespołem, w którym poruszamy tematy związane z tym niezwykle ciekawym przedsięwzięciem.

fot. materiały prasowe

W jaki sposób definiujecie swój najnowszy album „Planet LEM”? Czy to dla Was bardziej hołd, podróż, forma opowieści – a może coś jeszcze innego?

Za każdym razem, kiedy podejmowana jest próba zdefiniowania, jak w ogóle nazwać zjawisko, jakim jest “Planet LEM” jako całość (w tym udział Roberta Więckiewicza) – czy to jest koncert, czy spektakl, czy słuchowisko – to odpowiedź na to pytanie zdaje się jednak od nas oddalać. Ten twór artystyczny powstał w oparciu o improwizację, a także o niezwykle szeroką interpretację słowa pisanego, którym posługuje się Robert Więckiewicz. Bardziej interesuje nas proces niż forma końcowa. Punkt wyjścia stanowi improwizacja rozumiana bardzo szeroko jako sposób bycia w muzyce i w słowie. Tekst Lema nie jest tu traktowany jako zamknięty byt literacki, lecz jako impuls, materiał do dalszej pracy, do reagowania. Robert operuje słowem w sposób niezwykle otwarty – czasem bliżej znaczenia, czasem bliżej brzmienia, rytmu czy ciszy – a my próbujemy na to odpowiadać dźwiękiem. W efekcie powstaje coś, co za każdym razem jest trochę inne i co chyba nie chce dać się określić jedną nazwą. I być może właśnie w tym tkwi sens całego projektu.

Pierwsze zapowiedzi tego projektu pojawiły się już na płycie „Mysterious Monuments On The Moon”, gdzie znalazł się utwór „Planet LEM”. Na ile tamta propozycja zainicjowała dalsze działania, których efektem jest nowy album?

Z pewnością kosmologia i kosmogonia lemowska zaistniała u nas już wcześniej. “Planet LEM” jako wydawnictwo płytowe jest w pewnym sensie konsekwencją tego, co wcześniej się wydarzyło, ponieważ na naszej płycie “Mysterious Monuments on the Moon” pojawił się utwór zatytułowany “Planet Lem”, choć jego geneza powstania jest zgoła inna. Inspirowały nas wtedy tematy bardziej naukowe, oparte na publicystyce niezwiązanej z twórczością Stanisława Lema. Jakkolwiek faktycznie nadanie takiego tytułu utworowi na tamtym albumie nie było przypadkowe, to myślimy, że sama kompozycja stanowi pewnego rodzaju zalążek energii związanej z kosmosem i z tym, co niezbadane, nieoczywiste i tym samym ze sposobem podążania ścieżką muzyczną, wzbogaconą jedynie o warstwę literacką.

Planet LEM” to projekt na styku muzyki, literatury, a momentami także teatru. Jakie wyzwania napotkaliście, próbując połączyć różne formy wyrazu w jedną spójną narrację?

Trudno to nazwać wyzwaniami. Od początku funkcjonowało to w taki sposób, że RGG i Robert Więckiewicz tworzą kwartet równoprawnych narratorów treści artystycznej. Zamiast wyzwania, powiedzielibyśmy raczej, że jest to niezwykła twórcza ciekawość tego, co się wydarzy. Tak naprawdę nic poza początkiem i końcem oraz poszczególnymi elementami tekstu nie jest między nami ustalone. Wszystko, co się dzieje pomiędzy prologiem a epilogiem jest pewnego rodzaju współczesną kameralistyką słowno-muzyczną. I to jest najpiękniejsze w tym przedsięwzięciu.

 

 

Jak wyglądał proces współpracy z Robertem Więckiewiczem? Czy jego interpretacje miały wpływ na ostateczny kształt utworów?

Trzeba raczej użyć czasu teraźniejszego, ponieważ ten proces nadal trwa, a w tym roku mija już 5 lat od naszego premierowego koncertu. Myślimy, że w taki sam sposób, jak jego interpretacje słowa wpływają na kształt naszej ekspresji, tak nasza ekspresja również kreuje jego energię. Jesteśmy w tym względzie bardzo współzależni. Robert jest nie tylko narratorem, lecz aktywnym współtwórcą, improwizatorem. Podczas procesu twórczego muzyka i słowo wzajemnie się redefiniują, tworząc warstwę, której klasyczna forma kompozycji jazzowej nie przewiduje. Dzięki temu album stanowi eksperyment, gdzie granice między literaturą, teatrem i improwizacją są celowo rozmyte.

W jaki sposób dokonywaliście wyboru fragmentów z „Solaris”? Czy sami decydowaliście o tym, co znajdzie się w warstwie narracyjnej Roberta Więckiewicza?

Nie, ta część artystycznego przedsięwzięcia została zaproponowana w całości przez Roberta. To on dokonał wyboru tych fragmentów, które tworzą pewnego rodzaju narrację i fabułę. W większości są to dialogi bohaterów powieści Lema, które nierzadko zmieniają się, pojawiają nowe, znikają. Wszystko zależy od tego, w którą stronę muzyka postanowi skierować słowo (i na odwrót).

Na albumie można wyczuć dużą otwartość na improwizację, ale też pewne niedopowiedzenie. Co było dla Was najważniejsze w koncepcie muzycznym tego projektu?

Myślimy, że kluczowe było to, żeby trio RGG nie przestało być sobą. Najbardziej zależało nam na stworzeniu pewnego rodzaju artystycznego monolitu wyrazowego bez podziału na słowo i muzykę. Przede wszystkim chcieliśmy uniknąć tworzenia muzyki jako tła do tekstu czytanego przez aktora. Podstawą było stworzenie kwartetu, a nie tria plus głos. 5 lat koncertowania z Robertem pokazało nam, że planowanie nie jest tutaj zupełnie potrzebnym elementem, a jego brak sprawia, że ciekawość nas nawzajem jest coraz większa z koncertu na koncert.

 

fot. okładka płyty

Jak postrzegacie swoją rolę w tym przedsięwzięciu? Czy bardziej jako kompozytorzy, improwizatorzy, kuratorzy nastroju – czy jeszcze inaczej?

W tej koncepcji nie próbujemy przypisywać sobie jednej konkretnej roli. Jest ona wielowarstwowa. Jesteśmy jednocześnie inicjatorami, improwizatorami i uważnymi słuchaczami – zarówno siebie nawzajem, jak i słowa. Interesuje nas bycie w procesie, reagowanie na to, co wydarza się tu i teraz. Czasami bliżej nam do kompozytorów, czasami do komentatorów, a czasami po prostu do współuczestników narracji, która powstaje na naszych oczach. Ta płynność ról jest dla nas naturalna i chyba najlepiej oddaje charakter „Planet LEM”.

Na ile materiał z albumu „Planet LEM” zmienia się w wersji koncertowej? Czy zakładacie jego ewolucję z występu na występ?

Sam album jest w pewnym sensie płytą koncertową, ponieważ nagranie, choć studyjne, zostało dokonane dwukrotnie w całości, bez żadnej edycji, dogrywek czy poprawek, co sprawia, że jest to sesja, którą można by nazwać “hybrydową”. Koncerty, które gramy, są relatywnie dłuższe niż materiał płytowy. Album chcieliśmy zawrzeć w 50 minutach z uwagi na wersję winylową. Natomiast podczas koncertów zawsze dochodzi jednak interakcja z publicznością, co jest zupełnie innym rodzajem doznań artystycznych dla wykonawcy. Robert często wprowadza różnego rodzaju wariacje w czytany tekst. Dzięki temu materiał cały czas z koncertu na koncert ewoluuje i zachowuje spontaniczność, jednocześnie będąc wiernym koncepcji albumu.

Co według Was osobiście stanowi największą wartość tego projektu? Czy jest jakiś aspekt, za który szczególnie go cenicie?

Z pewnością nie do przecenienia jest możliwość zdobywania przez nas nowego doświadczenia w kontekście takiego rodzaju wykonawstwa sztuki improwizowanej, z jakim jeszcze wcześniej nie mieliśmy do czynienia, czyli interakcji ze słowem czytanym w niespotykanej dotąd formie. To doświadczenie ma dla nas ogromną wartość. Za każdym razem jest też czymś nowym – spotkaniem z literaturą i ze słowem interpretowanym z niezwykłą uważnością oraz muzykalnością Roberta Więckiewicza. To również możliwość obcowania ze wspaniałym artystą z bliźniaczą wrażliwością na to, co w sztuce dla niego i dla nas najistotniejsze.

Można odnieść wrażenie, że jako zespół nieustannie poszukujecie nowych form wyrazu. Zgadzacie się z tą opinią? I jakie są Wasze dalsze plany związane z działalnością RGG?

Od 25 lat, czyli od samego początku istnienia trio, RGG stawia na to, żeby każdy kolejny krok muzyczny był krokiem w przód. Krokiem do odkrywania nowych możliwości, do pokonywania własnych barier wykonawczych czy poznawczych. Dotyczy to zarówno improwizacji, jak i integracji sztuk, czyli połączenia muzyki z literaturą w sposób nieszablonowy. Rok 2026 w związku z naszym 25-leciem będzie obfitował w kilka nowości projektowych, koncertowych i wydawniczych. Mimo że minęło 25 lat, czujemy, że to jest zawsze początek czegoś nowego, a 25 lat to tylko liczba.

 

RGG & Robert Więckiewicz – „Planet Lem” [RECENZJA]

Zostaw odpowiedź