
2025 rok od strony muzycznej to naprawdę zaskakujące 12 miesięcy. Dużo ciekawych nowych artystów, nietypowe głośne single, ale przede wszystkim płyty, które choć tak zróżnicowane, to jednak w dużej mierze zahaczające o rap.
Tendencja zaczyna jednak wyraźnie słabnąć – coraz więcej artystów odchodzi w stronę alternatywno-popowych brzmień, poszukując czegoś świeżego, co zainteresuje zarówno ich samych, jak i słuchaczy na następne kilka lat. My jednak skupimy się na tym, co intrygującego przyniósł nam polski rapowy rynek w minionym roku. Zdradzę jednak, że dla otwartych głów było naprawdę różnorodnie.
Zanim przejdziemy do głównej części naszego zestawienia warto podkreślić, że ten rok zdecydowanie obfitował w naprawdę dobre EP-ki (a których nie uwzględniłem w moim zestawieniu). Wartym wymienienia jest wracający na salony Frosti z “Wróciłem do domu”, zyskujący w końcu na popularności i niedoceniany bardzo długo Fukaj i jego EP-ka “Interludium”, Opał x Gibbs z bardzo mocnym kandydatem do EP-ki roku, czyli “Połączenia 1.5”, Kosma Król & Kuba Więcek i ich eksperymentalna EP-ka “Kino Femina”, Mata ze swoją słoneczną, wakacyjną, zawierającą aż 13 utworów EP-ką “2039: Złote Piaski”, Aleshen & Kamil z niestety dość przeciętnym “Versus” czy Gruby Mielzky z chyba najlepszą EP-ką tego roku, czyli “Zaraz wracam”.
Płytowo z gorszej strony w tym roku pokazali się chociażby Donguralesko z odbitym jak od kalki “Atlasem”, gasnący w oczach Miszel i jego “Czarny koń”, próbujący wrócić na salony Tymek i jego “2014”, bezbarwny “Widok na morze” od Kabe, starający się nie wypaść z obiegu Asster z “Oko Horusa” czy White Widow i ich nieudana próba wrócenia jako zespół po trzech latach z albumem “Supernova”.
Przejdźmy jednak już do konkretów, bo naprawdę jest o czym pisać, jeżeli chodzi o 2025 rok.
A oto ranking najlepszych rapowych płyt wydanych w 2025 roku*:
*ze względu na powiązania w rankingu nie został uwzględniony album Quebonafide “Północ / Południe” oraz Hvncwoty “Do trzech razy sztuka”.
30. ReTo – Igor
29. Jan-Rapowanie – Groteska
28. God.wifi – Free wifi
27. Arne – Stado
26. Aleshen – Aleshen II
25. Książę Mazowiecki – Sukcesja
24. Pezet – Muzyka Popularna
23. BSK – Duo
22. Kwiatek Haze – Prostolinijny
21. Young Igi – Kształt miłości mixtape
20. Małpa – Święte słowa
19. White 2115 – Rockst4r
18. Bardal – Hard Cock
17. Kidzlori – Krzyki
16. Slowez – Czuję się jak Slowez
15. Asthma – Asthma
14. Kukon – Pauza
13. Esceh – DMG
12. Lordofon – Niesamowita Trupa Pana Hiroszimy
11. Żabson – Hollywood smile
10. Kuban – Fugazi
Dwupłytowe wydawnictwo, łącznie 23 numery i ponad godzina zróżnicowanej muzyki. Po swoim powrocie Kuban już na dobre zadomowił się na noworapowej scenie, a jego kolejny album z Favstem jest tego najlepszym przykładem. Tym razem jednak raper pozwolił sobie na więcej ekstrawagancji niż przy “Spokoju.” i zafundował nam cały przekrój różnych stylistycznie numerów. Podział na dwa albumy od samego początku zwiastował ciekawe wydawnictwo, bo był to sygnał, że to jasne oddzielenie od siebie dwóch światów. Gościnnie więc usłyszymy tu Pezeta, Kukona czy Okiego, ale także chociażby Mroza, Natalię Szroeder czy Vito Bambino. Czuć jednak, że to ten rapowy świat jest mu bliższy, porusza się po nim swobodnie i z większą pewnością siebie. Finalnie jednak imponuje tu progres, który artysta poczynił przez ostatnie lata. Widać, że współpraca z Favstem dała mu naprawdę dużo przestrzeni, co pozwoliło mu zrobić milowy krok w jego karierze. Nie wszystkie numery może siedzą w 100%, natomiast jest ich aż tyle, że każdy znajdzie coś dla siebie.
9. Okekel – Zwolnij?
Jeden z najświeższych chłopaków na naszej scenie, który propsy zebrał już chyba od połowy rapowego środowiska. I ciężko się dziwić, bo tak szybko progresującego młodziaka już dawno nie widziała nasza scena. A trzeba przyznać, że tempo Okekel narzucił sobie naprawdę niezłe. W 3 lata wydał 4 albumy i co najlepsze – każdy kolejny jest po prostu lepszy od poprzednika. Nie każdemu jednak siądzie ten styl, ale jeśli lubicie klimaty Vkiego, Aleshena czy White Widow to Okekel jest zdecydowanie dla Was. Chłopak ma na pewno w sobie masę ambicji i zajawki, a scena bardzo szybko zauważyła, że pojawił się na niej mocny zawodnik, który tylko odhacza kolejne achievementy na swojej drodze. To ten syn koleżanki Twojej mamy, który zawsze wszystko robi najlepiej. Daję mu góra 2-3 lata, a będzie wymieniany jednym tchem przy takim ksywkach jak Mata, Oki czy Taco Hemingway.
8. Taco Hemingway – Latarnie wszędzie dawno zgasły
Widziałem wiele komentarzy, że to płyta roku, ale chyba nie ze mną takie numery. Na sam widok, że Taco w końcu wydał płytę (o wow i to w grudniu i bez zapowiedzi) nie skaczę z zachwytu. Po kilku dokładnych przesłuchaniach stwierdzam, że ok, to faktycznie dobry album. Natomiast nie wybitny, o nie nie. Cieszy jednak fakt, że istnieje jeszcze na tym rynku ktoś, kto naprawdę przykłada się do swoich albumów od A do Z. Taco po raz kolejny pokazuje, że zna się na swoim fachu, lecz tym razem swoje świetnie przekminione teksty obsadził głównie na oldschoolowych bitach. Za część muzyczną należy pochwalić Rumaka, The Returners czy Atutowego, natomiast nie można zapomnieć o jakże ważnej dodatkowej narracji w postaci damskiego wokalu. Livka może zaliczyć tę współpracę naprawdę do udanych, bo wpasowała się w (a nawet współtworzyła) klimat tej płyty naprawdę doskonale. I choć sama płyta pewnie zginie w tłumie w najbliższych paru miesiącach, tak kolejny raz wydawnictwo Taco jest jak dobra książka. Warto ją przeczytać i się pozachwycać, jednak tym razem nie trafi na regał z książkami, do których warto wracać.
7. Kosma Król & Kania – Polot
Dawno nie słyszałem tak wszechstronnego młodziaka, który z numeru na numer pokazywałby, że naprawdę zna się na rapowaniu. Duża część wywala się na trzecim/czwartym numerze, jednak Kosma udowadnia, że ma w sobie to coś. Świetnie poskładane wersy nawinięte w sposób, który tylko zachęca do wciskania przycisku repeat. Klimat raczej luźny, ale niech was to nie zmyli. Niemal godzinnego albumu słucha jak w piętnaście minut, bo jak tylko się wsłuchacie, to da się przy niej odpłynąć. Nie znajdziecie tu przesadnej przewózki, co jest miłą odmianą, gdy słucha się hip-hopu na co dzień. Ukłony także dla Kacpra Kani, który zadbał, by muzycznie całość hipnotyzowała i nie dało się nią zmęczyć. Ciekawe wydawnictwo na naszej scenie. Zdecydowanie czekam na więcej.
6. Kuqe 2115 – Nareszcie w domu
Można powiedzieć, że najdłużej wyczekiwany debiut na polskiej rapowej scenie mamy w końcu za sobą. Jak zapewne niektórzy z Was pamiętają, informacja o pierwszym autorskim singlu rapera pojawiała się w mediach społecznościowych już jakieś 8 lat temu. Od tamtego momentu minęło więc sporo czasu, a w międzyczasie Łukasz zdążył udzielić się na kilku znaczących wydawnictwach na naszej scenie, czy wydać ze składem 2115 “Rodzinny Biznes”. Na swoim debiucie porusza m.in. temat trudnego życiowego startu, dorastania, przemiany osobistej, odwagi do zmian czy poczucia pustki mimo zewnętrznego sukcesu. O część muzyczną zadbał tutaj przede wszystkim Francis, ale swoją cegiełkę dorzucili także chociażby Atutowy, Pedro czy Kubi Producent. Taki skład to chyba gwarancja sukcesu, lecz tak naprawdę to sam Kuqe zadebiutował tak, że pozamykał usta niedowiarkom. Dla mnie to solidny album, który pokazuje, że ciężką pracą można naprawdę daleko zajść. A takie historie chyba lubimy najbardziej.
5. Gruby Mielzky – To się więcej nie powtórzy
Gruby Mielzky ma za sobą naprawdę dobry rok. Jestem w stanie nawet stwierdzić, że jeden z najlepszych w swojej karierze. Jego albumy bywały lepsze i gorsze, czasem nieźle przekminione, a innymi razy naprawdę dość… proste, żeby nie powiedzieć prostackie. W tym roku jednak Mielzky naprawdę pozamiatał. Najpierw EP-ką “Zaraz Wracam” (z genialnym “CMTB” czy “Statywem”), a później z długogrającym “To się więcej nie powtórzy”, który nam wszystkim trochę przypomniał jak można robić klasyczny rap w dzisiejszych czasach. Tematycznie na chłodno, czyli lojalność, ciężka praca, bliskość ulicy czy wspominanie starych czasów. Wszystko natomiast dobrze wyważone, napisane bez przepychu czy nadmiernej, niezdrowej nostalgii. A na dodatek muza. Returnersi wyprodukowali numery, które mają duszę i idealnie wpasowują się w narrację Mielzkiego. Całość wybrzmiewa naprawdę solidnie, a zaproszenie na album Vkiego, Margaret czy Otsochodzi dało idealny kontrast względem solowych numerów. Bardzo, bardzo dobre wydawnictwo.
4. Bambi – Trap or die
Tak, wiem. To bardzo znamienne, że Bambi widnieje o pozycję wyżej od Grubego Mielzkiego, natomiast to po prostu są fakty. Gdy wielu uznawało jej debiut “in real life” za naprawdę coś udanego tak ja stwierdzam, że dopiero na “Trap or die” rozwinęła skrzydła. I to pod okiem nie byle kogo, bo jednego z najbardziej sprawnych producentów na polskim rynku, czyli Francisa. Większości numerów ciężko odmówić bycia trapowym, jednak znajdziemy tu także bardziej stonowane kompozycje jak „Jorja Smith” czy „4MYGANG”, które pokazują, że pod maską tej pewnej siebie dziewczyny kryje się osoba z wieloma problemami. Tematycznie Bambi porusza m.in. temat samotności, presji otoczenia, lęku przed porzuceniem czy konsekwencji zbyt szybkiego sukcesu. Jednak co najważniejsza artystka tym albumem udowadnia, że potrafi też rapować o czymś więcej i to chyba jej największe zwycięstwo przy tym albumie.
3. Avi – WPR
Jeśli mówilibyśmy o piłkarzu to powiedziałbym, że to prawdziwy lis pola karnego. Z każdego podania potrafi strzelić bramkę, wie jak się ustawić, wymanewrować obrońców oraz ma tę wrodzoną intuicję i niebywałą szybkość w dostosowywaniu się do sytuacji na boisku. I to samo można powiedzieć o Avim, który kolejny raz udowadnia, że rozumie ten rynek jak mało kto. Po naprawdę dobrym albumie “Mały Książe” wydanym 2,5 roku temu przyszła pora na tegoroczny “WPR”, który traktuje o dorosłości, odpowiedzialności czy ojcostwie, ale znajdziemy tu też wątek ambicji, presji i cierpliwości w walce o swoje. Dla mnie to topka tego roku, lecz album zyskuje dopiero przy bliższym poznaniu. Nie łudźcie się, że siądzie Wam za pierwszym razem. Jeśli jednak dacie mu drugą szansę to satysfakcja jest gwarantowana. Album, który zostaje na długo, gdy tylko słucha się go bez pośpiechu.
2. Opał x Gibbs – Połączenia 2
Obaj Panowie chyba nie wiedzą, jak się robi słabe piosenki. Opał, czyli zdecydowana topka, jeśli chodzi o polski rapowy rynek liryczny oraz Gibbs, który swoimi pomysłami na melodię spokojnie mógłby obsłużyć pół polskiej sceny muzycznej. Razem stworzyli kontynuację albumu sprzed 4 lat, lecz tym razem słychać, że dostaliśmy płytę bardziej od dojrzałych mężczyzn niż od chłopców, którzy przez ostatnie lata naprawdę sporo przeszli. Przekłada się to m.in. na refleksyjne teksty o niewypowiedzianych emocjach, zmęczeniu wewnętrzną walką czy fałszywej trosce ludzi, którzy tylko biorą, a niczego nie dają w zamian. Tak dobrze utrzymanych całościowo płyt zdecydowanie brakuje na naszej scenie. Dobrze, że Opał i Gibbs kolejny raz stoją tutaj straży stylistyki, którą dobrze znamy w ich wykonaniu, lecz nadal jest to praca wykonana z dużą starannością.
1. Sobel – Napisz jak będziesz
To chyba najmniej rapowa płyta spośród wszystkich tu zebranych (a na pewno najmniej hip-hopowa) natomiast jest całokształt jest najbardziej kompletny ze wszystkich, które ukazały się w 2025 roku. Rap, śpiew, doskonale wycyzelowane bity oraz teksty, które skrojone są na tyle bezkompromisowo, że każdy z utworów opowiada osobną historię, a całość zamyka się spójną klamrą między pierwszym, a ostatnim utworem. Sobel postawił tutaj jednak na nieco bardziej alternatywno-popowy sznyt, skupił się na przekazywaniu historii oraz momentami właśnie bardziej na śpiewaniu niż rapowaniu. Idealnym potwierdzeniem są tu utwory “Kochasz?”, “Z tyłu głowy” czy “Całe lato”, które szybko trafiły do radia, a ich teksty opowiadają m.in. o emocjonalnej niepewności, trudnej miłosnej relacji, ale też o letnim szaleństwie czy imprezowym stylu życia. Dla mnie to zdecydowana płyta roku, a to jaki progres zrobił Sobel w ostatnich latach jest czymś, co ogląda się z prawdziwym zachwytem. 2026 zapowiada się z jego strony jednak nieco bardziej na ostro, więc tylko czekać, czym tym razem uraczy nas Szymon ze Świdnicy. Jedno jest pewne – na pewno będzie to coś wartego uwagi. Myślę, że nikt nie powinien mieć tu już żadnych wątpliwości.
Mateusz Kiejnig



![Najlepsze rapowe płyty 2024 roku [RANKING]](https://polskaplyta-polskamuzyka.pl/wp-content/uploads/2025/01/Najlepsze-rapowe-plyty-2024-roku-RANKING-300x300.png)


