Wiktoria Zwolińska – „przebłyski” [RECENZJA]

Nasz ocena

„przebłyski” Wiktorii Zwolińskiej, to autobiograficzna, muzyczna opowieść o wydarzeniach, przez które nikt nie powinien przechodzić, a które dotknęły autorkę. Album jest już dostępny w serwisach cyfrowych i na winylu, a poniżej można znaleźć naszą recenzję tego wydarzenia.

fot. okładka albumu

Recenzja płyty „przebłyski” – Wiktoria Zwolińska (Magic Records, 2025)

Refleksyjna, subtelna, stonowana, ale niepozostawiająca słuchacza obojętnym. Taka jest debiutancka płyta „przebłyski” Wiktorii Zwolińskiej, która w sposób świadomy koordynuje brzmienie, mocno zatapiając w swojej muzyce wiele osobistych przemyśleń i emocji. Przy tym każdy utwór zaskakuje dojrzałym wydźwiękiem, wyraźnie podbitym dziewczęcą wrażliwością. Tu każdy dźwięk i słowo ładnie się ze sobą stapia, tworząc historię, która w wielu momentach jest po prostu poruszająca.

Wokalistka wciąż jest na początku własnej drogi artystycznej, choć od dłuższego czasu możemy śledzić jej poczynania. Na przestrzeni miesięcy pojawiło się całkiem sporo singli, które coraz wyraźniej kształtowały obraz jej muzycznych fascynacji. Oprócz autorskich piosenek, mogliśmy w wykonaniu wokalistki usłyszeć covery – „Zazdrość” (Hey) i „Długość dźwięku samotności” (Myslovitz). Pojawiły się też duety, m.in. z Dawidem Tyszkowskim (nie wiedzieć czemu „Skrawki” nie trafiły na ten album) oraz z Lor (energetyczny, bardziej piosenkowy, choć nieco trywialny numer „siódme – nie kradnij” i ten jest na tym krążku).

Skoro już jesteśmy przy gościach, to należy również wspomnieć o Wiktorze Dudule, z którym artystka stworzyła jeden z ciekawszych utworów (powściągliwa kompozycja „będę czekać”). Kolejna współpraca to duet z Livką. Ich głosy delikatnie splatają się w przebojowym, wręcz śpiewnym – choć wciąż osadzonym w stylistyce albumu – utworze „nie płacz dziewczyno”.

Słychać, że Wiktoria nie bała się eksperymentować, a więc jej poszukiwania wykraczają poza typowy pop. Wiele tu alternatywnych rozwiązań i elektronicznych detali, które zazębiają się z żywym instrumentarium (dźwięki gitary i pianina w ascetycznym, choć nabierającym tempa numerze „jesteś głupi”). Dzięki temu powstał intrygujący klimat, w swej charakterystyce odnoszący się do tego, co artystka chciała zawrzeć na tej płycie (jeden z najlepszych kawałków – „nie wiem, gdzie jestem”).  Stąd głęboki nastrój bywa obezwładniający w spowolnionych momentach, kiedy to pojawia się senny, ale czysto brzmiący wokal Wiktorii („bilet beze mnie” z dybińskim).

Pewne rozwiązania produkcyjne i forma kształtowania kompozycji budzi skojarzenia z tym, co już słyszeliśmy w projektach innych artystów (nie do końca naciągane będą porównania do sanah czy Billie Eilish, bo tak się teraz „robi muzykę”), ale słychać, że wokalistka starała się nadać temu własny rys, pogłębiając całość niezwykle intymną warstwą liryczną. I trzeba przyznać, że teksty są dorodne, pozbawione banału, a więc rzucają pozytywne światło na twórczość artystki.

„przebłyski” to debiutancki album, z którego Wiktoria Zwolińska może być dumna. I cieszy fakt, że bez próby przypodobania się mainstreamowym mediom, tworzy muzykę, która faktycznie gra w jej duszy. Nie sposób jej nie wierzyć, skoro dostaliśmy tak osobisty projekt, indywidualnie definiujący jej zapatrywania artystyczne. Warto więc zatopić się w ten zaciszny świat.

Łukasz Dębowski

 

Leave a Reply