,

„Wierzę, że swoją muzyką mogę zaskoczyć i zainspirować ludzi” – Marcin Jerzyna (FUTURIS) [WYWIAD]

FUTURIS zaprezentował wideopoemat przygotowany na potrzeby konferencji „Bruno Jasieński – w 125. rocznicę urodzin”, która odbyła się 18 września 2026 roku w Sandomierzu, w ramach III Międzypokoleniowego Festiwalu GENeracja słowa. Projekt ma jednak nie tylko artystyczny, ale również bardzo osobisty wymiar, czego możemy dowiedzieć się z naszego wywiadu z liderem zespołu Marcinem Jerzyną.

fot. materiały prasowe

FUTURIS zaprezentował wideopoemat przygotowany na potrzeby konferencji „Bruno Jasieński – w 125. rocznicę urodzin”, która odbyła się 18 września 2026 roku w Sandomierzu, w ramach III Międzypokoleniowego Festiwalu GENeracja słowa. Projekt ma jednak nie tylko artystyczny, ale również bardzo osobisty wymiar, czego możemy dowiedzieć się z naszego wywiadu z liderem zespołu Marcinem Jerzyną.

FUTURIS wyrasta z fascynacji polskim futuryzmem, ale nie traktuje go jako zamkniętego rozdziału historii literatury. Co właściwie odnajdujecie w poezji Brunona Jasieńskiego i Stanisława Młodożeńca, czego nie potrafiłyby wyrazić współczesne teksty pisane z myślą o muzyce?

    Marcin Jerzyna: W tej poezji odnajdujemy autentyczność wyrazu i niesamowitą ekspresję przedstawianych słowem obrazów. Obecnie mało jest zespołów, jak dla mnie, które potrafią tekstem piosenki poruszyć wyobraźnię albo opowiedzieć pewną historię. Opowieść w piosence jest najważniejsza. Jak było zaśpiewane w piosence „Shout” zespołu Tears for Fears: „I hope we live to tell the tale”.

    W „Zwiastowaniu” słowa Jasieńskiego stają się pełnoprawnym uczestnikiem muzycznej narracji. Jak przebiega proces przekładania poezji na dźwięki? Najpierw szukasz muzycznego klucza do tekstu czy pozwalasz, by jego rytm, frazowanie i ukryte napięcia same wyznaczyły kierunek?

    M. J.: Z tym bywa różnie. Przeważnie kładę przed sobą wiersz, biorę gitarę do ręki i łapię jakieś akordy, szeptając sobie słowa utworu. Jak już uznam, że to jest spójne, pracuję nad samą muzyką, skupiam się na szczegółach.

    Prezentacja „Zwiastowania” podczas konferencji poświęconej Jasieńskiemu nadała projektowi dodatkowego kontekstu literackiego i historycznego. Czy odbiór utworu w takim otoczeniu różni się od doświadczenia słuchacza, który trafia na niego przypadkiem, bez znajomości futuryzmu ani historii powstania wideopoematu?

    M. J.: Jeśli ktoś zajmuje się literaturą i zna twórczość Brunona Jasieńskiego to pod względem treści nie będzie zaskoczony, natomiast może go zaskoczyć sama interpretacja, muzyka i aranż. Natomiast przypadkowy słuchacz może odkryć w tym coś ciekawego i zastanawiającego, jeśli chodzi o tekst, a mam nadzieję, że muzyka sprawi, że zechce tę opowieść wysłuchać do końca.

    Pierwszym ważnym punktem na drodze FUTURIS był utwór „W drodze” do tekstu Młodożeńca, później przyszedł czas na Jasieńskiego. Czy traktujecie te realizacje jako kolejne rozdziały większej opowieści o polskiej awangardzie? I czy każdy poeta wymaga od Was zbudowania zupełnie innego języka muzycznego?

    M. J.: Chcemy nagrać album oparty na poezji awangardowej, chociaż nie chcemy się ograniczać i być może wykorzystamy też jakiś tekst współczesny, ale taki, który klimatem będzie pasował do całości. Każdy poeta to odrębny świat, odrębna opowieść. Stąd też staramy się, aby utwory nie były do siebie podobne muzycznie. Dążymy jednak do tego, ażeby były spójne pod względem klimatu i atmosfery.

    Obecnie opracowuję muzycznie wiersz Jerzego Jankowskiego, który wydał pierwszy tomik futurystyczny w Polsce — „Tram w popszek ulicy” w 1919 roku. Jest to poeta bardzo ciekawy i niestety zapomniany w polskiej literaturze. Bruno Jasieński napisał o nim, że był „tragicznym zwiastunem i Janem Chrzcicielem polskiego futuryzmu”. Biografia Jankowskiego jest naznaczona cierpieniem. Poeta popadł w alkoholizm, a chwilę później pojawiła się choroba psychiczna. Wylądował w szpitalu psychiatrycznym w Wilnie, z którego już nie wyszedł. Zamordowali go hitlerowcy w 1941 roku, gdy wkroczyli do tego szpitala — zastrzykiem fenolu w serce. I właśnie naszą misją niejako jest przywracanie pamięci takim tragicznym i zapomnianym poetom. 

    Projekt FUTURIS łączy muzykę, literaturę i obraz, przy czym w przypadku „Zwiastowania” warstwa wizualna ma szczególne znaczenie. W którym momencie stało się jasne, że sama interpretacja muzyczna nie wyczerpuje potencjału tego wiersza i potrzebuje odrębnego, wizualnego języka?

    M.J.: Akurat pomysł na wykorzystanie prac malarskich mojej mamy wyszedł od Justyny Gorzkowicz z Ośrodka Badań Dziedzictwa Emigracji Polskiej przy Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie w Londynie. To właśnie z nią i Jarosławem Soleckim z Blue Point Art Gallery w Londynie opracowaliśmy videopoemat do „Zwiastowania”. Animację utworzył Jarek przy wsparciu Justyny. Ja przekazałem im gotową muzykę. Nastąpiło to właśnie w ramach konferencji literackiej „Bruno Jasieński – w 125. rocznicę urodzin”, która odbyła się w Muzeum Zamkowym w Sandomierzu 18 września 2026 roku. Zobowiązaliśmy się przedstawić na niej videopoemat do wiersza Jasieńskiego i to się udało. Dwa lata wcześniej, na konferencji literackiej poświęconej Stanisławowi Młodożeńcowi, zaprezentowaliśmy videopoemat utworzony do jego wiersza „W drodze”.

    „Zwiastowanie” ma właśnie bardzo osobisty wymiar, ponieważ wideopoemat powstał w pierwszą rocznicę śmierci Twojej mamy – Marty Gogłuskiej-Jerzyny. Jak znaleźć granicę między prywatnym doświadczeniem żałoby a dziełem, które zostaje udostępnione publiczności i zaczyna funkcjonować w jej odbiorze na własnych zasadach?

    M.J.: Dla mnie jest to bardzo poruszające i poniekąd bolesne dzieło. Gdy pierwszy raz obejrzałem ten videopoemat poczułem duży wstrząs emocjonalny. Pojawiały mi się przed oczami wspomnienia z życia związane z mamą. Mieliśmy dosyć trudne relacje. Mama chorowała na dwubiegunówkę i to oddziaływało na jej zachowania bardzo mocno. Pod koniec życia cierpiała na silną depresję i wspierałem ją jak mogłem i myślę, że w miarę udało się to nam wszystko naprostować. Stąd obrazy zawarte w videopoemacie są dla mnie przejmujące i wywołują skrajne emocje. Inni odbiorcy mają odmienną perspektywę. Obcują ze sztuką osobliwą, obrazami bardzo wyszukanymi i oryginalnymi, którym Jarek Solecki nadał nowe życie, a muzyka sprawia, że prezentują pewną opowieść scaloną klamrą.

    Czy w świecie, w którym kultura coraz częściej konkuruje o uwagę odbiorcy krótką, często płytką formą, sięganie po poezję sprzed stu lat jest dla Was również próbą przywrócenia odbiorcy czasu na uważniejsze słuchanie i interpretowanie? Jaka jest najważniejsza idea Futuris w szerszym aspekcie?

    M.J.: Nasza muzyka jest świadomym buntem przeciwko owej krótkiej i płytkiej twórczości. Chcemy pokazać, że polskie słowo ma moc, niosąc ze sobą wyrazisty i głęboki przekaz. Naszą misją jest również, jak mówiłem wyżej, przywrócenie pamięci i należytej uwagi zapomnianym, niejako wyklętym poetom. Przypomnienie poezji sprzed stu lat sprawia, że zaczyna ona żyć ponownie, a zatem coś znaczyła i znaczy dalej w naszej kulturze, a kultura, że tak powiem jest sercem naszego narodu.

    Na ile FUTURIS jest zespołem w klasycznym rozumieniu, a na ile otwartą formułą, w której najważniejsza pozostaje idea, a skład i środki wykonawcze są jej podporządkowane?

    M. J.: Obecnie oprócz mnie w skład zespołu wchodzą Łukasz Suszko z Wesoła 24 Studio w Lublinie, który jest również realizatorem nagrań oraz Magdalena Zaborniak, wprowadzająca w naszą muzykę pewną dozę anielskości. Jednakże nie zamykamy się na współpracę. Myślę jednak, że nasza trójka jest rdzeniem, który przetrwa długi czas, oczywiście jeśli los będzie nam sprzyjał.

    Działasz również w Optical Sun i Lan/cet, a każdy z tych projektów otwiera inną przestrzeń ekspresji. Co możesz zrobić w FUTURIS, na co nie pozwalają Ci pozostałe zespoły? Czy jest to kwestia środków muzycznych, pracy z tekstem, czy może zupełnie innego sposobu myślenia o kompozycji?

    M. J.: Na pewno tutaj mogę swobodnie pracować nad tekstem, interpretować i melorecytować go po swojemu. Ewentualne korekty, co do wykonania wokalnego, powstają poprzez uwagi Łukasza Suszki, z którym współpracuje mi się bardzo dobrze. Wspólne nagrywanie jest dla mnie przyjemnością i nauką zarazem. Łukasz jest świetnym muzykiem, jak również doświadczonym i sprawnym realizatorem.

    FUTURIS to zupełnie inna historia muzyczna niż ta, którą prezentuję z przyjaciółmi z Optical Sun i Lan/cet-u. Zresztą sam zespół powstał spontanicznie dzięki Filipowi Sarniakowi, który zachęcił mnie do utworzenia tego konkretnego przedsięwzięcia. To dzięki niemu wysiliłem się intelektualnie, aby wymyśleć nazwę zespołu. Filip jest świetnym i skutecznym promotorem muzycznym i nawiązaliśmy, mam nadzieję, że trwałą współpracę. FUTURIS to wyzwolona myśl muzyczna swobodnie podejmująca mocną i wyrazistą poezję, uwypuklająca i pokazująca prawdziwą moc polskich słów.

    Czy określenie „muzyka alternatywna” jest dla tego projektu wystarczające, czy wręcz ogranicza sposób, w jaki można opisać FUTURIS? Czy zależy Wam na wypracowaniu rozpoznawalnego brzmienia, czy wolisz pozostawić sobie swobodę przemieszczania się między elektroniką, gitarową surowością i formą słuchowiska?

    M. J.: Ciekawie by brzmiało określenie „alternatywna poezja śpiewana”. Generalnie nie przejmuję się jak kto określa naszą muzykę. Robimy swoje. Chciałbym, aby twór muzyczny o nazwie FUTURIS z projektu stał się pełnoprawnym zespołem. Liczę na to, że uda się wkrótce wydać debiutancki album i zagrać kilka koncertów. Brzmienie powoli się kreuje i chciałbym, abyśmy stworzyli rozpoznawalny styl. Jednakże eksperymentów się nie wyrzekamy. Zobaczymy co przyniesie czas.

    Czy po latach poszukiwań i doświadczeń w różnych projektach muzycznych wciąż wierzysz, że muzyka może zaskoczyć Ciebie samego, otworzyć zupełnie nową perspektywę i zaprowadzić w zaskakujące miejsce?

    M. J.: Muzyka jest uniwersalna i niezmierzona. Uratowała mnie wiele razy przed samym sobą. Przynosi mi nadal niewyczerpane źródło nieopisanej energii. Wierzę, że swoją muzyką mogę zaskoczyć i zainspirować ludzi. Zaskoczyć muzyka może również mnie. Nie potrzebuję, aby słuchała naszego zespołu wielka rzesza słuchaczy. Dla mnie liczy się świadomy odbiorca, dla którego muzyka jest opowieścią nadającą sens naszemu życiu.


    • Iza Kowalewska – „Zapalenie uczuć” [RECENZJA]
    • 30-lecie płyty „Wszystko się może zdarzyć” Anity Lipnickiej