,

Leszek Kułakowski – „Poland, My Homeland” [RECENZJA]

10 września 2026 roku ukaże się najnowszy album Leszka Kułakowskiego „Poland, My Homeland”. Siedmioczęściowa jazzfonia stanowi autorską muzyczną opowieść, w której kompozytor łączy jazz, muzykę klasyczną i współczesną, tworząc wielowymiarowy obraz otaczającej rzeczywistości. Poniżej można znaleźć naszą recenzję teo wydarzenia.

fot. okładka płyty

Nasza ocena:

10 września 2026 roku ukaże się najnowszy album Leszka Kułakowskiego „Poland, My Homeland”. Siedmioczęściowa jazzfonia stanowi autorską muzyczną opowieść, w której kompozytor łączy jazz, muzykę klasyczną i współczesną, tworząc wielowymiarowy obraz otaczającej rzeczywistości. Poniżej można znaleźć naszą recenzję teo wydarzenia.

Recenzja płyty „Poland, My Homeland” – Leszek Kułakowski (2026)

Prawdopodobnie album „Poland, My Homeland” przejdzie do historii jako jedno z największych, a przy okazji najwybitniejszych dzieł Leszka Kułakowskiego – artysty szeroko myślącego o muzyce, potrafiącego czerpać z wielu inspiracji w sposób pełny i świadomy. Na potrzeby tego imponującego projektu kompozytor stworzył fuzję jazzowej formuły z muzyką klasyczną, budując własny język, który w zjawiskowy sposób wydobywa walory tego, co tylko pozornie może wydawać nam się dobrze znane. Jego jazzfonia staje się wręcz nową formą opowiadania o tym, co stanowi część naszej rzeczywistości – bogatej, rozmaitej, nacechowanej uniwersalnymi emocjami, ale też wrażliwością samego twórcy, którego wizja nie mieści się w oczywistych kanonach.

Kułakowski stawia na długie kompozycje, które są w stanie pomieścić elementy symfonii, szlachetnie podanego jazzu, a więc niepowściągliwej improwizacji oraz klasycznej elegancji, która na szczęście nie prowadzi do nadmiernego patosu („Baltic Wind”). Całość ubarwiają wokalizy znakomitej Magdaleny Zawartko, potrafiącej nie tylko na potrzeby tego wydarzenia eksperymentować z głosem, ale też traktować go jako pełnoprawny instrument. Dzięki temu może swobodnie poruszać się pomiędzy różnymi technikami – od śpiewu etnicznego po operowy – nadając poszczególnym fragmentom dodatkową kolorystykę.

Przy tej okazji należy wspomnieć o wszystkich muzykach biorących udział w nagraniach: Peterze Wenigerze (saksofony), Christophie Titzu (trąbka, flugelhorn), Piotrze Kułakowskim (kontrabasie) i Jacku Pelcu (perkusja). Ich obecność umożliwia zachować jazzowej części materiału odpowiednią swobodę, nawet gdy kompozycje zostają osadzone w rozbudowanej strukturze orkiestrowej. Dopełnieniem tego zestawienia jest udział Orkiestry Symfonicznej Polskiej Filharmonii Sinfonia Baltica w Słupsku pod dyrekcją Adama Klocka. To właśnie wspomniane zestawienie zespołu jazzowego z orkiestrą symfoniczną staje się jednym z najważniejszych atutów tej realizacji, pozwalając Kułakowskiemu – także poprzez fortepian – w pełni wykorzystać potencjał stworzonej przez niego formuły.

Warto podkreślić, że pomimo założeń związanych z tym przedsięwzięciem oraz rozmachu wynikającego z połączenia wielu płaszczyzn muzycznych, żadna z kompozycji nie epatuje nadmiarem środków ani nie staje się przytłaczająca w swoim szerokim rozpisaniu. Wręcz przeciwnie – udało się stworzyć głęboki klimat, niekiedy przybierający niemal kameralną odsłonę, co szczególnie zaciekawia, a w wielu miejscach bywa wręcz zachwycające. Pojawiają się tu nawet filmowe pejzaże, pochłaniające uwagę słuchacza od samego początku („Słupia – Stolpe”).

Artysta nie rezygnuje też z bardziej osobistych akcentów, przechodząc od wymagających większej uwagi propozycji do tych bardziej żywych, wciąż skonstruowanych w mniej oczywisty sposób, ukazujących oryginalną wymowę i zadziwiającą wyobraźnię („Piosenka dla Martynki”). Tutaj twórca pozwala sobie na większą swobodę narracyjną, nie tracąc przy tym charakterystycznej dla całego albumu dbałości o formę. Osobisty wymiar tej kompozycji nie prowadzi jednak do nadmiernej dosłowności – zostaje przefiltrowany przez muzyczną wyobraźnię, dzięki czemu emocje wybrzmiewają przede wszystkim poprzez samą konstrukcję utworu.

„Poland, My Homeland” to album, który nie potrzebuje dodatkowych uzasadnień, by pokazać swoją rangę. Leszek Kułakowski stworzył dzieło dojrzałe, ambitne i jednocześnie komunikatywne, pozostawiające po sobie znacznie więcej niż samo wrażenie obcowania z rozbudowaną formą. Jest w tym autorska wizja, konsekwencja i świadomość twórcy, który potrafi mówić własnym głosem, nie tracąc przy tym otwartości na różnorodne muzyczne doświadczenia.

rec. Łukasz Dębowski


  • Lunatic Soul – „Transition II” [RECENZJA]
  • 30-lecie płyty „Wszystko się może zdarzyć” Anity Lipnickiej