Druga płyta duetu Linia Nocna. Posłuchaj albumu “Szepty i dropy”

Po dwóch latach od wydania debiutanckiego albumu „Znikam na chwilę”, duet Linia Nocna zaprezentował słuchaczom drugą płytę „Szepty i dropy”.

Jak brzmi muzyczny kompromis między Moniką a Mikołajem po takiej przerwie? Ciężko mówić o pauzie, ponieważ na przestrzeni tego czasu zespół wydał aż osiem singli: m.in. „Hulajnogi”, „Gdziekolwiek” z gościnnym udziałem Kuby Badacha, czy „Wpadłeś mi w inne”. Płyta jest więc w pewnym sensie podsumowaniem działań zespołu w tym okresie, ale znajdziemy na niej również sześć premierowych kompozycji.

fot. materiały prasowe

Monika:

„Po wydaniu „Znikam na chwilę” wydawało nam się, że teraz to już z górki! Po miesiącach poszukiwań dowiedzieliśmy się jak powinna brzmieć wg nas Linia Nocna. Byliśmy przekonani, że trzymanie się tej estetyki to recepta na muzyczną przyszłość i idąc tym tropem, nowa płyta będzie gotowa za kilka miesięcy. Tymczasem ostatnie dwa lata pokazały, że była to ciekawa i długa podróż dla nas obojga. Zaczęliśmy mieszać nasze sprawdzone wcześniej pomysły na teksty, melodie i produkcyjne patenty z nowymi gatunkami. W tym czasie zmieniły się też nieco nasze inspiracje; wydaje mi się również, że w tym czasie oboje trochę dojrzeliśmy, nie tylko na gruncie artystycznym.”

Mikołaj:

„Choć na płycie znalazły się nasze ulubione piosenki z tego okresu, projektów powstało o wiele, wiele więcej. W odróżnieniu od pierwszej płyty, tym razem pisaliśmy wszystkie utwory “synchronicznie”, siedząc obok siebie w studio. Wcześniej zdarzało nam się tworzyć szkic produkcji, a dopiero po pewnym czasie dopisywać tekst. Czasem akustyczne ballady przerabialiśmy na inne style. Tym razem tekst, topline i zarys kierunku muzycznego tworzyliśmy niemal w tej samej chwili. Ten system pracy sprawił, że w naszej ocenie lepiej udało nam się przenieść nastrój w którym byliśmy, lub który chcieliśmy przekazać pisząc dany utwór.”

W przypadku tej płyty, zespół zdecydował się na wyjątkową i limitowaną wersję wydawnictwa fizycznego.

„To dla nas wyjątkowe wydawnictwo. Zdecydowaliśmy się zrobić wszystko sami, łącznie z okładką albumu. Zmotywowały nas do tego dwie rzeczy. Z jednej strony panująca obecnie na świecie sytuacja, jak wszyscy inni muzycy w tym roku praktycznie nie graliśmy koncertów, nie mogliśmy spotykać się ze słuchaczami, to trudny okres. Chcieliśmy, żeby ten album mógł być taką namiastką spotkania na żywo – czymś bardzo intymnym i wyjątkowym. Lubimy bezpośredni kontakt z naszymi słuchaczami. Mamy zamkniętą grupę na Facebooku, gramy razem w niedzielne kalambury na kurniku, często spotykamy się na transmisjach. Z drugiej strony zupełnie nie mogliśmy wczuć się w klimat organizowania teraz sesji zdjęciowych i dużej produkcji, chyba jesteśmy obecnie w innym miejscu.” – mówią Monika i Mikołaj

 

Dodaj komentarz