“Lubię, gdy w muzyce dużo się dzieje” – nasz wywiad z Julią Dobrowolską

„Posłuchaj” to debiutancki album Julii Dobrowolskiej – wokalistki, kompozytorki i studentki III roku warszawskiego Uniwersytetu Muzycznego im. Chopina. Z tej okazji porozmawialiśmy z artystką o jej pierwszej płycie.

fot. materiały prasowe

Skąd w tak młodej osobie wzięło się zamiłowanie do niewspółczesnych form muzycznych, które nie mają nic wspólnego z dzisiejszą muzyką pop? Czy jest to kwestia wrażliwości czy też inspiracji, które wyniosłaś z domu?

Wiele czynników miało na to wpływ. Kiedy byłam młodsza, w moim domu słuchało się głównie piosenek z młodości moich rodziców, rocka, bluesa, czy muzyki metalowej, a ja słuchałam ich z przyjemnością. Chodziłam też do szkoły muzycznej, gdzie stykałam się z muzyką klasyczną, wykonywałam ją. Poza tym, nie umniejszając nikomu, lubię, gdy w muzyce dużo się dzieje. Bogatsza harmonia, nieoczywiste rytmy, ilość instrumentów i trudność poszczególnych partii, to mnie inspiruje. Dlatego właśnie lepiej odnajduję się w takiej muzyce, niż we współczesnym popie, chociaż często lubię posłuchać rocka czy ostrzejszej muzyki.

 Na pierwszej płycie słychać zamiłowanie do muzyki symfonicznej, filmowej, ale też klasycznej formy piosenki spod znaku chociażby Zbigniewa Wodeckiego. Czy można powiedzieć, że debiutancki album „Posłuchaj” w pełni odzwierciedla, co gra w duszy Julii Dobrowolskiej?

Na pewno pokazuje sporą część mojej muzycznej duszy, ale jeszcze nie całość. Muzyka filmowa jest mi bardzo bliska, ponieważ skupia się na przekazaniu przeżyć, melodią i rytmem opowiada historię zawartą w filmie. Chciałam, aby właśnie tak było na mojej płycie, by muzyka podkreślała tekst, była jego nieodłączną częścią. Podkreśliłam to połączenie poprzez klasyczną formę piosenki. Wodeckiego, jak i innych piosenkarzy, szanuję za doskonały warsztat wokalny, którego można im pozazdrościć.

 

 Czy mniej współczesna forma piosenek świadczy o tym, że mniej interesujesz się tym, co dzieje się współcześnie w nurcie muzyki pop?

Można powiedzieć, że od małego muzyka pop dociera do mnie z opóźnieniem i już wyselekcjonowana. Miałam swoich ulubionych wykonawców, przy których uwielbiałam tańczyć. Uczyłam się z wielką radością czołówek z moich najukochańszych bajek, zamiast słuchać w radiu popularnych melodii. O najnowszych hitach często dowiaduję się od znajomych i z mediów. Nie jest tak, że ich w ogóle nie znam, ale też nie wyszukuję nowości. Można powiedzieć, że one znajdują mnie.

 Nie bez znaczenia jest fakt, że jesteś studentką Uniwersytetu Muzycznego w Warszawie. Niektórzy uważają, że szkoła muzyczna narzuca pewne „zachowania”, które później mają swój wyraz w autorskiej twórczości. Jak Ty oceniasz szkołę muzyczną, poza tym, że jest instytucją dającą doskonały warsztat?

Moja droga muzyczna nie zaprowadziła mnie do szkoły muzycznej II stopnia, mam skończony tylko pierwszy. Bardzo dużo uczyłam się za to prywatnie. Tam, moi nauczyciele, przekazali mi naprawdę ogrom wiedzy, umiejętności i radości z tego, co robię. Szłam „swoją ścieżką”. Szkoły dają naprawdę dobre podstawy, uczą pewnych zasad. Dobrze jest je poznać, żeby później móc je łamać. Ale najważniejsze, żeby robić to świadomie.

 Kto oprócz Ciebie miał największy wpływ na to, jak wyglądają piosenki na Twojej autorskiej płycie „Posłuchaj”?

Michał Śmigielski był właśnie tą osobą, która czuwała nad moim rozwojem. Już od kilu lat uczył harmonii, instrumentacji, podrzucał dobre płyty np. jazzowe. Album jest moją pracą domową. Bardzo sobie cenię, iż nie narzucał mi swoich pomysłów i mogłam bazować na jego radach, ale w swoim stylu.

 W jaki sposób wyglądał proces powstawania tych piosenek? Czy pierwsze pomysły zawsze wychodziły od Ciebie?

Tak jak wspomniałam wcześniej, całe utwory są autorskie. Moje są teksty (za wyjątkiem “Listu”, do którego słowa napisał mój tata), melodie i instrumentacja. Napisanie całego materiały zajęło mi nieco mniej niż dwa lata. Na szczęście nie musiałam się bardzo spieszyć, trzeba było zebrać fundusze, umówić orkiestrę, muzyków. Tworzyłam więc w spokoju…

 Czy podczas tworzenia tych piosenek wydarzyły się sytuacje, które sprawiły, że ich efekt finalny całkowicie Cię zaskoczył? Czy jest taki utwór, który podczas procesu tworzenia bardzo wyraźnie się zmienił?

Myślę, że największym zaskoczeniem było dodanie do składu gitary, ponieważ w pierwotnym zamyśle tego instrumentu miało nie być na płycie. Chcieliśmy dodać trochę rockowego brzmienia… Pomysł spodobał się, a Paweł Stankiewicz miał czynny udział w tworzeniu swoich partii. Stosował się do moich sugestii i pomysłów. Jest doskonałym instrumentalistą i słychać to w poszczególnych utworach. Muszę też przyznać, że niektóre utwory lądowały w koszu i zaczynałam je tworzyć od nowa.

 

fot. materiały prasowe

 Co było dla Ciebie najtrudniejsze w tak specyficznym i niełatwym projekcie? Co dla siebie wyniosłaś z pracy nad albumem „Posłuchaj”?

Najtrudniejsze, wbrew pozorom, nie było napisanie materiału, czy skomponowanie aranżacji, ale zmierzenie się z samą sobą. Próby z własnym materiałem i samo nagranie wiązało się ze stresem, najtrudniej było mi go pokonać. Uczyłam się tam pewności siebie oraz pracy z ludźmi. Muszę przyznać, że muzycy bardzo mi pomogli. Wspierali radami, podsuwali swoje pomysły, byli wyrozumiali i świetnie realizowali projekt.

 W jaki sposób łączyliście muzykę opartą na brzmieniu orkiestry z rockową energią Pawła Stankiewicza, którego udział na tej płycie jest także bardzo istotny?

O Pawle już wcześniej trochę powiedziałam. Mogę dodać, że właśnie ta rockowa dusza dodała płycie nowego kolorytu i bardzo ją urozmaiciła. Paweł dopełnił utwory i dodał im dramatyzmu. Dzięki niemu na płycie znalazła się także delikatna ballada “Bądź ze mną”, to najlepszy dowód na to, że nie mieliśmy problemów z połączeniem naszej wrażliwości muzycznej, bo okazała się podobna. Mogą świadczyć o tym jego słowa „ czuję jakbym sam napisał muzykę i jakby była moja”.

 Czy miałaś jakikolwiek wpływ na to, jak będzie wyglądał udział Unplugged Orchestry na tej płycie, który wyraźnie nadał kształtu tym piosenkom? Czy takie elementy jak aranżowanie utworów na orkiestrę zostawia się już doświadczonym muzykom?

Oczywiście, że można to zlecić innym, ale ja postanowiłam napisać aranżacje sama. Korzystałam z pomocy i rad bardziej doświadczonych muzyków, ponieważ zależało mi na tym, żeby instrumentacje były jak najlepsze. Chciałam, aby były zróżnicowane, rozwijały się i dlatego potrzebowałam kogoś, kto udzieli mi dobrych rad, ale zostawi mi też swobodę komponowania. Komponowanie sprawiało mi wiele satysfakcji i było świetną lekcją muzyki. Orkiestra była w projekcie od początku. Wiedziałam, że piszę na dwunastoosobowy skład. Muzycy otrzymali partyturę i realizowali moje pomysły. Na czterech próbach złożyliśmy materiał. Muzykom mogę, w tym miejscu, podziękować za cenne uwagi.

 Wszystkie kompozycje zostały rozpisane tak, żeby mogły funkcjonować jako pełne szlachetności piosenki. Jest jednak wyjątek w postaci utworu „Instrumental”, do którego nie zdecydowałaś się napisać tekstu. Dlaczego tak się stało?

Już na samym początku pisania piosenek postanowiłam, że stworzę jeden utwór, w którym weźmie udział tylko orkiestra i fortepian. Chciałam się pokazać w trochę innej twórczości i spróbować czegoś, co będzie pokazywało moje zainteresowanie muzyką filmową. Poza tym, ten utwór poprzez brak tekstu, najbardziej nawiązuje do tej właśnie muzyki, która jest mi bardzo bliska. Eksponuje też świetnego instrumentalistę jakim jest Wojtek Świętoński, któremu sprezentowałam niełatwą partię, na moim ukochanym instrumencie, czyli właśnie fortepianie.

 Teksty wydają się bardzo osobiste („Bądź ze mną”). Czy pisząc słowa na ten album w jakikolwiek sposób cenzurowałaś się, żeby nie odsłaniać w nich wszystkich swoich emocji, chociażby dlatego, że jest to Twój pierwszy album? Czy wręcz przeciwnie, zdecydowałaś się dać całkowity upust osobistych przeżyć?

Cenzurowałam się tylko w tym, aby nie w każdym utworze dało się zrozumieć, o jakich konkretnych przeżyciach i sytuacjach z mojego życia śpiewam. Pisząc teksty nie zastanawiałam się nad tym, czy pokazuję już całą siebie, czy nie. Zależało mi na szczerości, wyrzuceniu z siebie emocji i podzieleniu się swoim światem z innymi.

 Czy tytuł płyty „Posłuchaj”, będący też tytułem jednego z utworów ma coś słuchaczowi sugerować? Czy masz wrażenie, że żyjemy w czasach, kiedy coraz mniej uważnie słuchamy muzyki?

Tytuł ma zachęcić do pochylenia się nad płytą, ale przede wszystkim odnosi do utworu “Posłuchaj”, który mówi o braku umiejętności słuchania w naszym świecie. Ale nie chodzi tutaj o muzykę, a o słuchanie siebie nawzajem i nauczeniu się skupienia na drugiej osobie.

 Do kogo przede wszystkim chciałabyś trafić z albumem „Posłuchaj”? I co byłoby dla Ciebie najwartościowszym sukcesem związanym z Twoją pierwszą płytą?

Chciałabym trafiać do osób wrażliwych, które będą wiernymi słuchaczami. Marzy mi się, żeby moja twórczość podobała się muzykom i była wartościowa dla ludzi, którzy się na niej znają. Mam nadzieję, iż każdy znajdzie w niej piękno, dobry tekst oraz muzykę, która wymusi na nim refleksję i zadumę. Chciałabym też, aby słuchacze wielokrotnie powracali do piosenek. Największym sukcesem byłoby, hmmm… zarobienie na kolejny album i pokazanie się większej grupie odbiorców, która będzie czekała na kolejny krążek.

 

Dodaj komentarz