Yorba – “Yorba” [RECENZJA]

Nasz ocena

“Yorba” to debiutancki album wrzesińskiego zespołu rockowego Yorba, który ukazał się w serwisach cyfrowych 26 października. Poznajcie naszą recenzję tego wydarzenia.

Na płycie znajduje się 10 nowych utworów oraz 3 utwory z EPki “Raz”, wydanej w styczniu 2019 roku. Materiał został zarejestrowany w poznańskim Torzewski Studio.

fot. okładka albumu

Recenzja płyty “Yorba” – Yorba (2020)

Wrzesiński zespół Yorba doczekał się wreszcie debiutanckiego albumu. To dobra propozycja dla wielbicieli energetycznej, niekoniecznie współczesnej muzyki gitarowej. Grupa sięga po różne odmiany rocka, ale za każdym razem podkreśla własną, wciąż kształtującą się tożsamość artystyczną.

Yorba została dostrzeżona już rok temu, kwalifikując się do konkursu „Będzie Głośno” radiowej Czwórki. Wtedy wybrany utwór „Miłość?” znalazł się na składance z najciekawszymi artystami, którzy są dopiero na początku własnej drogi. Nie dziwi więc obecność tej piosenki na ich pierwszej płycie. Przy okazji jest to jeden z najbardziej charakternych, ale też melodyjnych kawałków. Świetnie zgrany w rockowej stylistyce czerpiącej z muzyki źródeł, tj. wytrawnego bluesa. Przy tym nie brakuje tej kompozycji energetycznego, wyraźnie zaznaczonego kontekstu, który staje się wyznacznikiem ich muzyki.

Yorba nie boi się sięgać do rockandrolla, zawsze stawiając na zawodowstwo („Wiara”). Nierzadko w ich utworach pojawiają się rasowe solówki gitarowe („Dezyderata”), które za każdym razem wyciągają ten materiał ponad przeciętność. Słychać, że zespół świetnie się zgrywa, tworząc w ten sposób solidną i całkiem dojrzałą formę.

Trudno powiedzieć, gdzie leżą ich inspiracje, bo z jednej strony słychać klasykę pokrewnych gatunków muzyki gitarowej (także tej polskiej), a z drugiej zespół zapuszcza się znacznie dalej, nie bojąc się czerpać z tego, co już gdzieś tam słyszeliśmy chociażby w latach 90. A przecież oprócz mocno postawionych kompozycji znajdziemy te spokojniejsze, gdzie przekaz wysuwa się na pierwszy plan. Zalicza się do nich bezpretensjonalny, jeden z lepszych utworów, czyli „Tęsknię”.

Nawet jak Yorba zwalnia, to wciąż tli się w ich muzyce iskra dużej świadomości. Przy tym w żadnym momencie nie pojawia się niepotrzebna stagnacja czy też rutyna. Każdy numer pali się od środka, nawet jeśli teksty nie zawsze bywają w pełni zadowalające. Zdarzają się słowa ułożone w pretensjonalne rymy („Dezyderata”). Na szczęście nie jest to reguła, bo patrząc na to z drugiej strony, autorzy tekstów znaleźli swój indywidualizm posługując się też metaforami bardziej wyszukanymi, puszczając do słuchacza oko („Rejs”).

Może brakuje czasem pierwiastka zaskoczenia, ale trzeba przyznać, że ich muzyka prezentuje się nienagannie. Yorba stawia na przystępną melodykę, która sprawia, że mamy do czynienia z materią artystyczną, dostępną nie tylko dla miłośników gatunku. Może nie zawsze równą, ale na tyle przekonującą, by bez wahania polecić ich album wszystkim potrzebującym solidnej dawki, energetycznej i bez kompleksów podanej muzyki rockowej.

Łukasz Dębowski

 

fot. materiały prasowe

Dodaj komentarz