“Reggae w Polsce było, jest i będzie na wysokim poziomie” – nasz wywiad z MarleJahem

Kilka tygodni temu ukazał się nowy album artysty występującego pod pseudonimem MarleJah. “Kilometry” to płyta, która została wydana pod naszym patronatem medialnym przez wytwórnię Rewolta Label. Z tej okazji zadaliśmy artyście kilka pytań.

Płyta „Kilometry” to Twój pierwszy solowy album. Dlaczego musieliśmy czekać na niego tak długo, bo ponoć nagranie premierowych utworów zajęło Tobie 3 lata?

Tak to mój pierwszy legalny album solowy natomiast trwało to tak długo, ponieważ chciałem żeby był on dojrzały i przemyślany oraz różnorodny brzmieniowo. Chciałem pokazać, że daleko mogę sięgać jako artysta.  Chciałem wzbogacić brzmienia i tematy o swoje prawdziwe przeżycia.

fot. Michał Wyszyński

Czy dążenie do perfekcji i ciągłe zmienianie tych utworów nie było dla Ciebie zgubne? Często artyści wpadają w pułapkę ciągłego poprawiania. Jak uzyskać pełne zadowolenie z tego, co się robi?

Myślę że nie, ponieważ postawianie sobie celów i realizowanie ich najlepiej kształtuje nasz charakter i doświadczenie. Musimy nad czymś cały czas pracować, bo to powoduje, że się rozwijamy, a przez to nie pozostajemy w miejscu.

Na albumie znalazło się aż 15 utworów. Czy udało się zmieścić wszystkie propozycje, czy też powstało więcej piosenek, z których musiałeś coś odrzucić?

Dużo utworów które nagrywałem przez ostatnie 3 lata na album “Kilometry”, zostało wywalonych. Po prostu mi nie siadły i miałem wrażenie, że powstały trochę na siłę, ale może jeszcze do nich wrócę.

Zanim zacząłeś nagrywać solowy album, współpracowałeś z zespołem Wolni Ludzie. Dlaczego rozstałeś się z zespołem, czego w konsekwencji nagrałeś solowy album? Czy ten materiał nie mógł zostać nagrany z tym zespołem?

Będąc jeszcze w zespole pisałem już teksty na ten album, ale nie miałem pomysłu jak płyta będzie się nazywać i jakie brzmienia ostatecznie na niej się znajdą. A dlaczego nie gram w zespole? To jest tak jak w związku – jak coś już gaśnie i się nie czuje tego, to nie ma sensu tego robić. Tak naprawdę mieliśmy inne kierunki muzyczne, nasze drogi same zaczęły się rozchodzić. Zespół się rozpadł po moim odejściu, trochę szkoda bo uważam, że mogli to dalej ciągnąć, natomiast ja nie żałuje swoje decyzji i teraz dopiero czuje się wolny.

 

Z Wolnymi Ludźmi dużo koncertowaliście, pojawiliście się też na kilku znaczących festiwalach. Jak wspominasz tamten czas? Czy czujesz, że praca w zespole pomogła Ci być bardziej świadomym artystą?

To były super przeżycia dla mnie i wielkie doświadczenie. Bardzo miło będę to wspominał. Można w sumie powiedzieć, że moje marzenia po części się spełniły i przyniosły wartościowe doświadczenie, jeśli chodzi o obycie się na dużych scenach. Bez tego zespołu na pewno bym tego nie zdobył.

Zespół, koncerty, nagrody, w końcu solowa płyta „Kilometry”. Co uznajesz dotychczas za swoje najważniejsze osiągnięcie?

Co uznaje za największe osiągnięcie? To, że dalej to robię, czyli to co kocham, znam wiele osób które już dawno zawiesili mikrofon na statywie… a ja dalej to robię.

Czy można powiedzieć, że nagrałeś płytę z muzyką, której brakuje Ci na polskiej scenie muzycznej? Jak oceniasz polską scenę roots-regga?

Oj, brakuje mi bardzo takich klimatów, ale pewnie jest dużo undergroundowych nawijaczy, którzy też mają takie zdanie i robią takie numery w klimatach roots ragga. Reggae ogólnie w Polsce było, jest i będzie na wysokim poziomie.

W jaki sposób starałeś się być wiarygodny w tworzeniu muzyki, która nie jest częścią polskiej kultury muzycznej? W jaki sposób tworzyłeś, żeby nie stać się słabszą kopią światowych artystów, którzy mają taką muzykę we krwi z racji chociażby pochodzenia?

Ja myślę, że ten kto usłyszy “Kilometry” usłyszy, że ja to ja. Nie ma tam żadnej kopii tylko źródło mojej prawdy. Nasłuchałem się tak dużo muzyki reggae i z Polski i ze świata, więc starałem się niczego nie kopiować. Skupiałem się wręcz, żeby dołożyć coś od siebie do tej muzyki.

Na płycie „Kilometry” znaleźli się też goście, jednym z nich jest 5Minut. Możesz powiedzieć jak doszło do Waszej współpracy i skąd wzięło się Twoje zamiłowanie hip-hopem?

5minut to Radek z naszego składu hiphopowego Beataminy Studio – raper, kumpel, dobry człowiek, który wierzył zawsze we mnie i dał MarleJah drugie życie jeśli chodzi o solową twórczość. To również pomysłodawca kilku piosenek na tę płytę. Bez niego nie byłoby “Kilometrów”.

 

fot. okładka płyty

 

Kolejnym gościem jest Oscar Wilman. Za co cenisz jego poczynania muzyczne? I co sprawiło, że zaprosiłeś go na swoją płytę?

Z Oskarem miałem przyjemność grać w składzie Wolni Ludzie, to super przyjaciel i gitarzysta, który jest sobą w życiu i na scenie. Oskar zawsze jak grał to przesyłał dobre emocje. Bardzo się polubiliśmy i zżyliśmy chyba jako nieliczni w tym składzie i tak pozostało. Nie wyobrażałem sobie, żeby go na tej płycie nie było. Dostałem od niego dużo wsparcia. Mogę zdradzić że Oskar nie raz pojawi się w mojej twórczości, jak i na scenie podczas koncertu.

Na pewno są na tej płycie utwory, które odbierasz bardziej osobiście. Potrafiłbyś wskazać takie, które mają dla Ciebie wyjątkową wartość?

Cała płyta ma dla mnie wyjątkową wartość, ponieważ każda piosenka na tej płycie to pamiętnik moich chwil, które wpłynęły na moje życie.

W nowych piosenkach bawisz się formą, bo oprócz osobistych kompozycji są też takie, które są bardziej rozrywkowe. Czy starałeś się zachować równowagę pomiędzy rasowymi kompozycjami reggae, a bardziej imprezowymi kawałkami? Czy wszystko działo się spontanicznie?

Płyta miała wyglądać spójnie i miała być takim opowiadaniem mojego życia, a jeśli chodzi o muzykę to kompletnie nie myślałem, czy to ma być rozrywkowe czy na gorsze dni. Po prostu każdy numer miał być czymś dla duszy poprzez dźwięki i teksty, które pisałem. To miało razem grać. Robiłem wszystko tak jak czułem.

Co według Ciebie stanowi największą wartość tej płyty?

Prawda. Wszystko co jest na tej płycie to prawda… Tak było.

Do kogo chciałbyś dotrzeć z tym albumem? I co byłoby dla Ciebie osobistym sukcesem, jeśli chodzi o płytę „Kilometry”?

Chciałbym dotrzeć – wiadomo – do jak największej grupy odbiorców i chyba to jest taki cel. A na sukces przyjdzie czas. Na pewno cieszę się, że płyta wyszła i dziękuję Rewolcie za pokazanie drogi, szerszej drogi do tego sukcesu.

 

Dodaj komentarz