Swiernalis – “Psychiczny fitness” [RECENZJA]

Nasz ocena

4 września premierę miał drugi autorski album Swiernalisa – tekściarza, instrumentalisty i wokalisty. Płyta ukazała się pod naszym patronatem medialnym, a dziś prezentujemy recenzję tego wydarzenia.

Płyta powstała pod okiem Pawła Cieślaka w łódzkim Hasselhoff Studio, za wyjątkiem utworu „Blizny” wyprodukowanego przez Kubę Karasia.

fot. okładka albumu

Recenzja płyty “Psychiczny fitness” – Swiernalis (Kayax, 2020)

Cztery lata minęły od debiutanckiej płyty Swiernalisa. To kawał czasu szczególnie, jeśli weźmiemy pod uwagę jakie zmiany artysta przeszedł przez ten czas. Wszystko to mocno odcisnęło się na jego premierowej płycie „Psychiczny fitness”.

Wciąż najmocniej wypływają w tekstach Pawła sytuacje, które budzą pewien dyskomfort, nie pozwalają w nocy spać, tworzą przestrzeń do psychicznego siłowania się z samym sobą. Słowa przynoszą pewne oczyszczenie, choć nie zawsze po ich wybrzmieniu robi się lżej. Teksty wciąż mocno trzymają i nawet po zakończeniu całości nie dają spokoju. Cały czas coś wierci emocjonalnego doła, tworzy melancholijne przestrzenie, które stanowią doskonałą podstawę do muzyki, wynikającej z poszukiwań artysty.

To już nie jest jednostka pozostawiona sama sobie, songwriter, który przelewa dźwięki przez jedynie własną wrażliwość. Teraz można w pełni powiedzieć, że Swiernalis to zespół, który mocniej uwypuklił wszystko, co stanowi głęboką jakość jego twórczości. Każdy z pięciu muzyków, który wziął udział w powstawaniu tego albumu, nadał całości kolorytu, większej siły, ale też pewnej charakterystyki.

Nie należy dać się zwieść elektronice, która niewątpliwie dopełniła brzmienie, a nawet niebezpiecznie zaczęła dominować w niektórych momentach („Blizny”). Przygoda z Kubą Karasiem zakończyła się na tym jednym utworze i dobrze, bo dzięki temu wydarzyło się na tej płycie znacznie więcej ciekawych sytuacji, niż moglibyśmy oczekiwać. Tym bardziej, że mocowanie się z elektroniką nie zawsze wypadło w pełni przekonująco („Wirus”).

Istotniejsza jest gitarowa wieloznaczność, bo takie momenty bogate w neurotyczny niepokój otwierają muzyczny kosmos i przez to prezentują się najlepiej. Konstelacja dźwięków w pełni ujawnia się w dwóch niezwykle ciekawych kawałkach – „NGC 4388” I „Fetting”. Ten drugi niespokojny dzięki pomieszaniu gitar i syntezatora, nieco mroczny, pulsujący, wręcz krwisty od kreatywności, powstał przy udziale gościa specjalnego, tj. Żurkowskiego. A takich niespodzianek mamy tu więcej. W „Ogrodniku” dopełnieniem nie tylko wokalnym, ale całościowym był Piotr Rogucki. Znowu „Piękno” zostało mocno namaszczone przez Szymonamówi, a „Peryhelium” nie prezentowałoby się tak samo bez pierwiastka kobiecego Joanny Bielawskiej. Na tym albumie dzieje się naprawdę bardzo dużo, a że wciąż całość tonie w pewnej melancholii, to akurat nie jest zarzut, a raczej właściwe uzewnętrznienie wrażliwości samego Swiernalisa.

Na dobre rzeczy trzeba poczekać, tym bardziej, że te kilka lat od debiutu były właściwie wykorzystanym czasem. Warto dodać, że Swiernalis wypracował sobie znakomite miejsce jako artysta. Konsekwencja działań, a także pracowitość oraz poruszająca energia, w końcu zostanie właściwie zauważona i doceniona. Podążanie jego alternatywnymi ścieżkami nie zawsze jest łatwe, ale za to bardzo satysfakcjonujące. Oryginalnym poczynaniom Swiernalisa należy przyglądać się wnikliwie, nawet jeśli nie dostąpi on możliwości wystąpienia chociażby na Festiwalu w Opolu. Na szczęście nie tędy biegnie jego droga.

Łukasz Dębowski

 

Tracklista:

1. Tron
2. Ogrodnik feat. Piotr Rogucki
3. Vulgar
4. Tango
5. Pluszak
6. Piękno feat. szymonmówi
7. Wirus
8. Blizny
9. NGC 4388
10. Fetting feat. Żurkowski
11. Pergamin
12. Peryhelium feat. Joanna Bielawska

 

Jedna odpowiedź do “Swiernalis – “Psychiczny fitness” [RECENZJA]”

Dodaj komentarz