Tymoteusz śpiewany, czyli recenzja albumu „Piacevole” – Tymek

Nasz ocena

Połączenie wersów Tymka i bitów Favsta sprawiło, że powstała całkowicie nowa jakość. Ich najnowsze kawałki możecie znaleźć na płycie “Piacevole”, która ukazała się 13 sierpnia. Zachęcamy do zapoznania się z recenzją tego albumu.

Recenzja płyty “Piacevole” – Tymek (2020)

2020 rok dla Tymka to zwieńczenie projektów, które swoje początki miały jeszcze w 2019 roku. Po wydaniu typowo rapowanego albumu „FIT” oraz wypuszczeniu charytatywnej EP-ki „Vestige” przyszła pora na premierę długo wyczekiwanej przez słuchaczy płyty „Piacevole”. Od samego początku było jednak wiadomo, że artysta pokusi się o wprowadzenie zupełnie nowych patentów do polskiego hip-hopu.

Pierwsze „80’s”, mimo posiadania wulgaryzmów zostały świetnie przyjęte przez ogólnopolskie stacje radiowe oraz telewizyjne. Klimatyczny utwór z chwytliwym refrenem i ciekawa melodią zwiastował album, którego nie do końca można było się spodziewać po publikacji „Klubowych” oraz singla „Rainman” ft. Trill Pem, Tede. Następnie przez prawie rok dostawaliśmy od muzyka single na „FIT” i „Piacevole”, na nieplanowaną wcześniej EP-kę „Vestige” oraz niealbumowe kompozycje takie jak „Bravi Ragazzi” czy „Hollow”.

Siedem z trzynastu utworów otrzymaliśmy jeszcze przed premierą płyty i dało się odnieść wrażenie, że w każdym następnym singlu zawarte jest coraz więcej nietuzinkowego artyzmu. Tymek raz po raz zatracał się w swoim podśpiewywaniu, aż suma summarum zakończył na pełnoprawnym śpiewaniu w swoich utworach. Rzadko spotykana technika w aktualnym świecie rapowych brzmień przyniosła bardzo pozytywne efekty, gdyż artysta mimo pokazania pełnej palety barw swojego wokalu, pozwolił także na oswobodzenie swojej osoby na nowym muzycznym gruncie.

“Piacevole” to najbardziej dojrzała płyta w dorobku Tymka, który bardziej niż kiedykolwiek wcześniej pozwolił sobie na ukazanie własnej interpretacji otaczającego go świata. Stylistycznie album podzielić można na trzy etapy. Pierwszy zaczyna się od wprowadzających „80’s” z kluczowym wersem „Trzeba się pozbierać, jebać wersy bez znaczenia” i prowadzi przez melancholijne „Lekarstwo” dające duże pole do interpretacji. Dla Tymka lekarstwem może być chociażby tworzenie muzyki z przekazem. Inaczej, niż było to na płytkich „Klubowych”.

Następnie natkniemy się na „Syrop”, z którego dowiadujemy się, że aby chociaż na chwilę uciec od przytłaczającej popularności artysta zaczął niestety zażywać popularny syrop, inaczej Lean czy Purple Drank. Pierwszą część kończą „Tabi” czyli płynne przejście między najbardziej rapowaną, pierwszą częścią, a drugą rockowo-śpiewaną. Buty tabi to w utworze symbol ekskluzywnego życia opartego na pieniądzach, a reszty domyśleć możecie się już sami. Sam utwór to znak od artysty, że sława nie przyćmiła mu wyznaczonych sobie celów.

Drugi etap to najprzyjemniejsza część krążka, a zarazem najbardziej przystępna dla miłośników bardziej rockowych czy alternatywnych brzmień. I tak dostaliśmy genialne „Tranquillo” traktujące o życiu chwilą, „Mimose” z najbardziej ambitną warstwą liryczną, opowiadającą o wszechobecnej popularności występującej w życiu Tymka, ale także o miłości, wrażliwości czy towarzyszącej nostalgii. Całość utworu dopełnia nastrojowo ułożona linia melodyczna saksofonu, gdyż perkusjonalia są stworzone bardzo standardowo.

Zbliżając się do połowy albumu trafiamy na kultowe i cooltowe „Kultowe” feat. Holak, czyli kolejne udane spotkanie obu artystów. Po „Złotym Chłopaku” i „Dziwolągu” nie można było mieć wątpliwości, że Mati pojawi się i na „Piacevole”. Drugą część zamykamy opartym na śpiewaniu „Mare” mówiącym o dokuczającej samotności, a między wierszami wyczytać można niedawne zerwanie z dziewczyną. Te cztery utworu to swoiste wejście w polską muzykę alternatywną, a także pokazanie nowych możliwości artystom tworzącym polski hip-hop. Raperów z dnia na dzień jest coraz więcej, lecz większość to tylko marne, najczęściej jednostrzałowe kopie swoich starszych kolegów.

 

Ostatni etap to najmniej udane eksperymenty ze strony artysty. Zaczynamy od niemrawego „Hendrixa” feat. Gverilla i poprzez sentymentalny, lecz bardzo ubogi „Nastrój” feat. Jerzyk Krzyżyk, docieramy do paradoksalnie jednego z najlepszych utworów na tym wydawnictwie. Jest to bardzo dobry i ambitny utwór „Beautiful” feat. Coals, gdzie część wokalna Kasi idealnie wpasowała się w klimat piosenki, jak i całej koncepcji albumu. Problematyka dotyka tutaj mentalności słuchaczy, powszechności trapu, wolności czy miłości. Następnie usłyszeć możemy retrospekcyjne „Pomarańcze” feat. Tony Yoru ukazujące starania Tymka o swoją lubą. Album zwieńcza „Życie Artysty” feat. Sarius, w którym Tymoteusz mówi o trudnościach w drodze na szczyt, o długo utrzymującym się braku pieniędzy, uzależnieniu od papierosów oraz zapijaniu smutków po stracie ukochanej.

 

„Piacevole” to album nad wyraz dojrzały, spisujący kolejne etapy rozwoju artystycznego, jak i osobistego artysty. Odpowiadający w całości za produkcję albumu Favst wskoczył o jeszcze jeden poziom wyżej i po raz kolejny udowodnił, że jest jednym z czołowych polskich producentów muzycznych. Płyta przesiąka jednolitym brzmieniem oraz klimatem, posiada kompozycje obracające się w różnych gatunkach, stylach oraz zostawia naprawdę duże pole do interpretacji słów jak i dźwięków.

Słychać radość tworzenia oraz wielkie zamiłowanie do muzyki ze strony muzyka, który po nagłym sukcesie bardzo szybko musiał się dostosować do rosnącej rozpoznawalności i popularności. Mimo rozbudowanej warstwy tekstowej, muzyka nie stanowi jedynie uzupełnienia, a pełnoprawną, ważną i integralną część albumu. Artysta uwypuklił na nim także swój największy walor, czyli świadome podśpiewywanie/śpiewanie, a melodyjność głosu i umiejętne jego wykorzystanie sprawiło, że „Piacevole” to naprawdę przyjemny album (dosłownie i w przenośni).

Życzyłbym sobie, aby w przyszłości na polskim rynku muzyki hip-hopowej pojawiało się jak najwięcej tak świadomych albumów, które poprzez swoją estetykę mogłyby zachęcać do odsłuchu nie tylko miłośników rapowych brzmień.

Mateusz Kiejnig

 

Jedna odpowiedź do “Tymoteusz śpiewany, czyli recenzja albumu „Piacevole” – Tymek”

Dodaj komentarz