Eva Portna – “Mulier” [RECENZJA]

Nasz ocena

Eva Portna to nowa postać na polskiej scenie muzycznej. 11 czerwca 2020 pojawiła się jej debiutanckiej EP “Mulier”. Od dziś mini album dostępny jest we wszystkich serwisach cyfrowych, a my prezentujemy recenzję tego wydarzenia.

Recenzja EP “Mulier” – Eva Portna (2020)

W dzisiejszych czasach sam talent nie wystarczy. Trzeba mieć jeszcze pomysł na własną twórczość i spotkać odpowiednie osoby, które umiejętnie pokierują początkującym artystą. Eva Portna jest szczęściarą, bo obok ogromnego talentu natrafiła na ludzi, którzy potrafią podkreślić w poruszających kompozycjach emocje samej wokalistki.

Trzeba przyznać, że pomimo zaangażowania w mini album “Mulier” wybitnych muzyków tj. Wojciecha Orszewskiego – aka Vojto Monteur (EABS) oraz Adama Milwiw – Barona (Pink Freud), dostaliśmy cztery utwory silnie naznaczone indywidualnością samej wokalistki. Zapewne panowie wiedzieli co robią i jak mogą zaprezentować szlachetny, nasycony wrażliwością wokal, ale bez zaangażowania w ten projekt samej Evy, nic nie mogłoby się udać.

To ona nadaje tym piosenkom kobiecości, ale też odrobiny tajemnicy, chociaż przekaz angielskich tekstów wydaje się czytelny. Każdy utwór przyjmuje nieco inną formę i opowiada odrębną historię. Wyróżnia się jedyna kompozycja Adama, ale równie intrygująco prezentują się dwa wcześniej już zaprezentowane single – „Wings of Freedom” i „Mulier”. Każdy z nich odmienny, odznaczający się innym charakterem, ale wciąż pozostający spójny z całością.

Vojto Monteur (kompozytor i producent) trzymał w ryzach każdy element tego albumu, nasilając artystyczny wydźwięk poszczególnych kompozycji. Z jednej strony dostajemy lekką, ale jakże przyjemnie zharmonizowaną balladę (“Wings of Freedom”). Z drugiej pojawia się utwór wytrawnie popowy, a przy tym mocno klimatyczny. „Mulier” sięga do syntetyzmu brzmień lat 80., podrasowanych gitarą i świeżą rytmiką perkusji. Zresztą szufladkowanie tych czterech utworów nie jest łatwe. Wiele w nich smaczków, które pogłębiają muzyczną wieloznaczność.

Na pewno nie jest to szorstka alternatywa, bo każda piosenka posiada idealnie wykrojoną melodyjność. Poza tym wiele w nich lekkości i pewnego odrealnienia. Niemniej wciąż każda propozycja posiada przekaz oparty na  przemyśleniach samej artystki.

Na takie projekty się nie czeka, bo pojawiają się nieoczekiwanie, całkowicie zakradając uwagę słuchacza. Jeśli łatwo przyjmiemy natchniony (może dla kogoś za bardzo), ale przy tym ciekawy głos Evy, ten z zainteresowaniem odnajdzie się w tych niezwykle oryginalnych kompozycjach. To pięknie wypełniona nisza, która zasługuje na to, by przestać tkwić jedynie w świadomości niewielkiej ilości osób. Bardzo dobry debiut. Gratulacje.

Łukasz Dębowski

 

 

Dodaj komentarz