Bob One x Bas Tajpan – “Teraz” [RECENZJA]

Nasz ocena

Album „Teraz” ukazał się 8 maja 2020 roku i do tej pory uzyskuje satysfakcjonujący wynik na polskiej liście sprzedaży OLiS. Płyta przesiąknięta jest klimatami reggae i hip-hopu, czyli czymś do czego przyzwyczaił nas duet Bob One x Bas Tajpan. Poznajcie recenzję tego albumu.

fot. okładka płyty

Recenzja płyty “Teraz” – Bob One x Bas Tajpan (MaxFlo, 2020)

Można powiedzieć, że Bob One x Bas Tajpan to starzy wyjadacze, że kurczowo trzymają się jednego niezmiennego klimatu. Może to po części prawda, gdyż jesteśmy w stanie zauważyć charakterystyczny znacznik jakości pozostawiany na każdym kolejnym tracku. Płyta „Teraz” to opowieść prowadząca przez żywe dźwięki, coraz bardziej uwydatniane w muzyce newschoolowej.

Znajdziemy tutaj także wiele elementów zaciągniętych ze starej muzyki hip-hopowej czy reggae. Muzycznie całość oscyluje wokół znanych melodii, ciekawie ułożonych perkusjonaliów a konwencjonalnym groovem.

W sukurs do muzyki idzie tekst. Jest życiowo, ale… nudno? Nie rozpisuję się o samej tematyce, lecz formie w jaką jest ona ubrana. To już było, czuje się jakbym już kiedyś tego słuchał. Jasne, chłopaki zrobili to jakościowo. To brzmi, buja, a nawet wygląda. Zrozumieć można, że w taki sposób oni po prostu już piszą i rapują. Ciężko to zmienić, bo wychodzi im to automatycznie. Myślę, że jeśli chcieliby pójść o krok dalej, to pora wyrwać się z tej zamkniętej pętli. Pewnie robiąc kolejne dziesięć płyt w tym stylu sprzedaż nadal byłaby satysfakcjonująca, lecz gdzie tutaj miejsce na rozwój i twórczą zabawę?

Wracając jeszcze do samego podkładu muzycznego, to jest on na wysokim poziomie. Wszystko się tu zgadza. Każdy kolejny instrumental uzupełnia poprzedni, tworzy z nim jedną całość, lecz zachowuje własną indywidualność. Są one atrakcyjne, ale nie na tyle absorbujące, żeby skupić na sobie główną uwagę słuchacza.

Na plus na pewno możemy zaliczyć ów podkład muzyczny, kilka tekstów oraz drugą część płyty. Co ciekawe, każdy utwór z tego krążka nadawałby się na singiel, gdyż wszystkie posiadają elementy chwytliwe, zapadające w pamięć. W warstwie lirycznej znajdziemy wiele obserwacji, niestety rzadko pozytywnych. Jest oczywiście także dawka motywacji, pozytywnej energii, ale i złości czy frustracji. Jeśli chodzi o podział jakościowy płyty, to jest on bardzo widoczny. Na trzynaście numerów, ostatnie sześć zmienia się na lepsze, jak za dotknięciem magicznej różdżki. W pierwszej części płyty jedyne warte uwagi piosenki to -„Soundtrack” oraz „Welcome2Poland”.

Minus tej płyty to na pewno sprowadzanie swoich wszechstronnych stylów pod jedno kowadło, na którym (chyba celowo) nie chce się wykuć czegoś nowego. Artyści podkreślali:
„Przy tej płycie staraliśmy się wrócić do uczucia, które towarzyszyło nam, kiedy zaczynaliśmy nagrywać. Jest to projekt z czystej zajawki, na którym postanowiliśmy się nie ograniczać − ani muzycznie, ani tekstowo.”
Niestety ciężko to odczuć. Przy tej zajawce zabrakło miejsca na eksperyment i mimo, iż z założenia miał być to zbiór luźnych numerów, to ja się pytam, gdzie jest jakiś szalony benger lub spokojna ballada? To tylko przykład, ale doświadczyć tutaj czegoś innowacyjnego jest dużą sztuką.

Drugim minusem są refreny i to niemal w każdym utworze. Budujące, zajmujące tekstowo zwrotki świetnie komponują się z współbrzmiącym podkładem. Refrenom natomiast brakuje mocy, kumulujące się napięcie nie znajduje ujścia, zostaje doszczętnie stłamszone i zaprzepaszczone. A szkoda, bo okazja na naprawdę dobry album była całkiem duża.

Całość wypada jednak pozytywnie. Dla fanów Bob One’a czy Bas Tajpana materiał na pewno będzie podtrzymaniem dotychczasowego charakteru i brzmienia wydawnictw. Brak zaskoczeń może tu zadziałać optymistycznie, może właśnie tego większość słuchaczy oczekiwała. Jak wiemy albumy mają przede wszystkim nie kłócić się z ich twórcami i myślę, że taki efekt również został osiągnięty. Jest to solidna płyta utrzymująca statyczny klimat, świeże dźwięki oraz osłuchane melodie.

Mateusz Kiejnig

 

Dodaj komentarz