Quebonafide – “Romantic Psycho” [RECENZJA]

Nasz ocena

Najnowsze wydawnictwo Quebonafide „Romantic Psycho”, to nie tylko muzyka, ale także przemyślanie wykreowany produkt, który dzięki marketingowi, trafił także do osób wcześniej sceptycznie nastawionych do ciechanowskiego rapera. Poznajcie naszą recenzję tej płyty.

Na myśl przychodzi Republika i jej początki pod przewodnictwem Andrzeja Ludewa, który wraz z zespołem, świadomie stworzył otoczkę ekskluzywności wokół grupy Grzegorza Ciechowskiego: czarno-białe stroje, brak wywiadów, statyczność na scenie, jak i sama treść muzyki. Poprzez zabiegi promocyjne, które zostały wykonane przed i w trakcie premiery albumu “Romantic Psycho”, Kuba Grabowski w jakimś stopniu obrał podobną taktykę.

fot. okładka płyty

 

W tej recenzji zostanie uwzględniony marketing, który w obecnych czasach także zasługuje na uwagę.

Powracając do „gry” Quebonafide drastycznie zmienił swój wizerunek, „usuwając” tatuaże, a także ubierając się w ten sam sposób, co na zdjęciu z czasów jego studiów, które znalazło się na legitymacji studenckiej. Takiego Kubę ujrzeliśmy w teledysku, do utworu „Jesień” (opublikowany 10 lutego), którego obraz przerywa się w połowie singla. Apartament na piętrze, w tle czarny fortepian i „stary” Quebo, z delikatnym, cichym, a także lekko speszonym głosem, któremu wokalnie podczas refrenu towarzyszy jego dziewczyna, Natalia Szroeder. Jej także poświęcę w dalszej części parę słów.

Kolejnymi singlami promującymi „Romantic Psycho” był kawałek „PRZYTOBIE” opowiadający jak na Kubę działa związek z Natalią, a także tytułowe „ROMANTICPSYCHO”, stylizowane na rozmowę rapera z psychologiem, w którego rolę wcielił się jego przyjaciel, Taco Hemingway. Numer otwierający album, przygotowuje słuchaczy na podróż, w którą wybierzemy się, jeśli postanowimy dać szansę krążkowi i przesłuchamy go od początku do końca.

W międzyczasie Grabowski pojawił się na warszawskim muralu, pokazywał się na instagramie w towarzystwie różnych muzyków (m.in. Mata i Sokół), został twarzą krzyżówek „100 Panoramicznych”.

25 marca do preorderowiczów zaczęły trafiać ich zamówienia w najprostszych kopertach. Sama jakość wydania była daleka od pełnoprawnego wydawnictwa: prosty nadruk na płycie, okładka z fotografią o niskiej rozdzielczości, czy same utwory będące bardziej wersjami demo, koncepcjami utworów tworzonych na zajawce i nagrywanych na dyktafonie, aniżeli w profesjonalnym studia.

W skrócie, powrót do przeszłości. 2 dni później, bo 27 marca, na kanale QueQuality ukazał się materiał pokazujący „posiadłość Quebonafide”. Materiał wykonany z pomysłem, bez taniego humoru, a z wieloma smaczkami, które zostaną dostrzeżone przez fanów zaznajomionych z twórczością Kuby. Jak się okazało, wideo powstało we współpracy z Allegro, a gażę (1 milion złotych) przekazał na cele charytatywne.

 

 

1 kwietnia, wraz z dostarczeniem do preorderowiczów właściwego albumu, a także publikacją teledysku do utworu „SZUBIENICAPESTYCYDYBROŃ” kurtyna opadła. Ujrzeliśmy obraz, który ukazuje jak wygląda życie w showbiznesie z perspektywy Quebonafide. Co ciekawe, w teledysku wystąpił ceniony aktor Janusz Chabior, który odegrał postać prowadzącego talk-show. Próbuje on przeprowadzić wywiad z muzykiem.

 

Całościowo kampania promocyjna płyty Que wypadła intrygująco i niebywale świeżo na rodzimym rynku muzycznym. Począwszy od „przemiany” z kontrowersyjnego (wyglądem oczywiście) rapera, do prostego, skromnego i lekko nieśmiałego człowieka, którym na dobrą sprawę jest każdy z nas, a na końcu rozkwit i dostrzeżenie jego obecnej formy, obecnego ja.

Przejdźmy do tego co jest najważniejsze, czyli muzyki.

Jak sama nazwa albumu wskazuje „Romantic Psycho”, to materiał, który tematyką, dotyka spraw sercowych. Za „Motor napędowy” powstania krążka, można uznać Natalię Szroeder, będącej partnerką rapera, której (pośrednio) poświęconych jest wiele utworów, chociażby delikatne i bardzo wolne „TOWSZYSTKOBYŁODLACIEBIE”. Opowiada w nim, iż nie interesuje go opinia publiczna, a to co się liczy, to bliscy i miłość. Również i my powinniśmy tak postępować, być sobą, aniżeli zachowywać się tak, aby przypadkowi ludzie o nas dobrze mówili. Za tę wyjątkową kompozycję odpowiada Ralph Kamiński, który swoim głosem i słowami w refrenie jest niczym „wisienka na torcie”, wieńczy ten utwór, jak i kończy album.

Na pierwszy rzut oka, pod względem brzmienia nic tu do siebie nie pasuje. Od typowo rapowego kawałka z Sokołem „GAZPROM”, po wyżej wspomniane, spokojne niczym „z Tobą/ DO DOMU” Błażeja Króla (który miał znaleźć się na tymże albumie) „TOWSZYSTKOBYŁODLACIEBIE”, gitarową „ŁAJZĘ” (produkcja Mrozu), aż po elektroniczne „TOKYO2020”, z Taco Hemingway’em.

 

Krążek potrafi porwać właśnie przez swoje zróżnicowanie, gdzie każdy znajdzie coś dla siebie, a obecność różnych muzyków, pomoże mniej otwartym słuchaczom stwierdzić, że gatunek w głównej mierze jest tylko formą.

Przyczepić mogę się tylko do jednego gościnnego udziału, refrenu Bedoesa w „NIEPŁACZĘZANOTREDAME”. Bynajmniej nie chodzi o słowa wypowiadane przez reprezentanta SBM Label, który przyzwyczaił, iż niekiedy mówi niezbyt przemyślane wersy (chociażby w utworze braci Golec, gdzie zarzuca osobom nielubującym się w jego muzyce, iż nie mają gustu), a o przesadzony autotune. To jego użycie potrafi drażnić uszy osób, które nie przepadają zbytnio za takimi modyfikacjami. Oprócz tej jednej, drobnej wady, to całkiem przyjemny utwór, uświadamiający słuchacza, iż ludzie są ważniejsi od rzeczy materialnych (w tym przypadku zabytkowej budowli), a nie odwrotnie.

Słuchając krążka, ciężko powiedzieć – „szufladkuję obecnego Quebo do rapu, koniec kropka”. Znajdziemy tu oczywiście serię numerów stricte rapowych, zaczynając od „Gazpromu”, kończąc na „TOKYO2020”. Jednak spora część tracklisty to bardziej alternatywno/popowe numery, w których Kuba momentami próbuje śpiewać (co wychodzi mu całkiem nieźle). Sam gospodarz mówi „moja dziewczyna śpiewa pop i ja też już jestem pop”, ukazuje to poniekąd, iż słowa te są prawdziwe. Quebo otworzył się na inne brzmienia, które w rapie nie są zbyt popularne.

Ten album to dobry przykład tego, jak na przestrzeni lat zmienił się rap. Jeszcze 10-15 lat temu (choć klimat tamtych lat liźniemy w „COJESTMAŁPY” i poprzez cuty, których w rapie niestety coraz mniej) za takie wyjście spoza ram „prawdziwego rapu”, artysta zostałby wyobcowany z środowiska hip-hopowego przez jego przedstawicieli. Cieszę się, że tamte czasy minęły i możemy raczyć się barwnym rapem, który zaskakuje nas na każdym kroku, jak i pod względem kompozycyjnym, tak i lirycznym. Gdzie bluzgi, czy gorszące teksty nie są zbędnymi wypełniaczami, a podkreśleniem emocji, czy środowiska, o którym mowa. Dobrym tego przykładem są dwa pierwsze wersy utworu „ŚWIATTOMÓJPLACZABAW” – „Nie chcę o sukach nic słyszeć, jestem na jej punkcie serio pojebany”. W tytułowym utworze, Que opowiadał swojemu psychologowi (w tej roli Taco), o tym, jak związek z Natalią Szroeder na niego działa i jak duże ma znaczenie.

Zauważyć można ciekawy zabieg związany z tracklistą. Mianowicie, wstęp albumu nie należy do pozytywnych, w tytułowym numerze wyrzuca z siebie wszelkie żale u “psychologa”, w “JESIENI” temat problemów wewnętrznych jest kontynuowany. Dwa utwory wieńczące album słowami, a także spokojnymi kompozycjami, dają do myślenia, iż w życiu rapera nastał spokój, stabilność psychiczna i szczęście, którego tak chyba każdy w życiu pragnie (“BUBBLETEA” i “TOWSZYSTKOBYŁODLACIEBIE”) .

Nad „Romantic Psycho” można rozwodzić się godzinami, analizując teksty, dzięki czemu można odkryć chociażby „We All Try” Franka Ocean, czy dowiedzieć się więcej o życiu Que. Mimo zróżnicowania gości, jak i gatunków (podkłady), całość tworzy spójną całość, żonglując między tematami o miłości, podróżach, wspominkach z przeszłości, a także o głębszych przemyśleniach Kuby. Spójność daje poczucie szczerości przekazu i kompozycji, które nie zagłuszają słów, płyną razem z nimi i nadają każdemu utworowi tożsamości artysty.

Krążek nie każdemu może przypaść do gustu, jednak osoby, które na co dzień nie mają do czynienia z rapem, mogą śmiało spróbować przełamać pierwsze lody, właśnie z nowością rapera z Ciechanowa. Album można śmiało potraktować jak “podróż”, tudzież “oczyszczenie” w cięższych chwilach,  początkowo potęgujących negatywne emocje, jednak wraz z mijającymi utworami, wygaszają je i dają chwilowy spokój.

Trzeci solowy album Quebonafide od premiery (1 kwietnia) utrzymuje się w ścisłej czołówce oficjalnej sprzedaży płyt w Polsce, ustępując tylko dwukrotnie pierwszego miejsca. Ostatnie dane ZPAVu wskazują, iż album (na chwilę obecną) okryty jest Platyną.

Adrian Kaczmarek

 

 

2 odpowiedzi do “Quebonafide – “Romantic Psycho” [RECENZJA]”

Dodaj komentarz