The Freuders – “Warrior” [RECENZJA]

Nasz ocena

30 kwietnia 2020 ukazała się pod naszym patronatem medialnym, premierowa płyta zespołu The Freuders. Prezentujemy naszą recenzję tego jakże udanego albumu.

The Freuders to zespół z Warszawy, składający się z czterech muzyków. W jego skład wchodzą: Tymon Adamczyk (wokal, gitara), Olek Adamski (gitara), Maciej Witkowski (bas) oraz Piotr Wiśnioch (perkusja).

Recenzja płyty “Warrior” – The Freuders (2020)

Nowa płyta „Warrior” The Freuders to zdecydowany progres w działalności zespołu. Zespół jest już w nieco innym miejscu, gdzie w bardziej skutecznie buduje dialog ze słuchaczem. Ich muzyka oparta na gitarowej energii, daleka jest od powielania wytartych schematów. To jakość na najwyższym poziomie.

Panowie nigdy nie sprowadzali muzyki gitarowej do odgrywania przebojowych i do bólu przewidywalnych kompozycji. Ich zapędy w okolice progrocka nie stwarzają jednak czegoś trudnego do przebrnięcia. To inteligentne granie, które nie wyklucza większej melodyjności, ale też pewnej przystępności. Sporo w tej muzyce przejrzystych momentów, które wyraźniej zaznaczają charakterystykę zespołu.

Oprócz angielskich tekstów, znalazł się tym razem wyjątek w postaci jednego, dosyć wyjątkowego utworu w języku polskim. Jazgotliwego, tnącego swoją wyraźnie zarysowaną formą, a przy tym niezwykle przejmującego. Ciekawostką jest także obecność w tym utworze debiutującego w tamtym roku własną płytą Żurkowskiego – wokalisty, gitarzysty, autora tekstów oraz kompozytora. Nie da się ukryć, że dzięki temu kompozycja zyskała jeszcze innego wydźwięku, może nawet zbyt odstającego od reszty. Niemniej jest to ważny moment na albumie.

Zanim ukazała się cała płyta, mogliśmy poznać dwa utwory – „Hannibal” i „Dijuh”, które zdradzały poniekąd to, co wydarzyło się na tym krążku. Właśnie w „Hannibalu” łatwo usłyszeć specyfikę ich muzyki, gdzie wciąż dominuje rockowa zuchwałość, ale podana w bardziej komunikatywny sposób. Pojawia się bardziej melodyjna rytmika, torująca drogę refrenowi. Przy tej okazji trzeba docenić świetną robotę perkusisty Piotra Wiśniocha.

Jednym z ciekawszych momentów jest też lekko płynący na falach rocka progresywnego „Pulse”, gdzie zwraca uwagę przybrudzona partia gitary basowej oraz świetnie wplecione wielogłosy. Zresztą bez wokalisty Tymona Adamczyka nic nie wyglądałoby tak samo. To on często prowadzi poszczególne utwory, znajdując w nich swoje miejsce. Bez nadmiernej eksploatacji głosu potrafi budować sugestywne napięcie („Warrior”).

Nie bez znaczenia jest także to, że płyta powstawała w Nebula Studio (kto zna zespół Tides From Nebula, ten się zgodzi). Zwraca uwagę świeżość, profesjonalizm i bardzo dobra produkcja.

The Freuders potrafią dawkować emocje, nie podając niczego w sposób oczywisty. Każdy moment na płycie „Warrior” ma swoje uzasadnienie. Poszczególne elementy uzupełniają się tworząc specyfikę ich muzyki. To coś więcej niż tylko wycinek historii muzyki gitarowej. To umiejętne stopniowanie niepokoju i przekazu na plastycznym brzmieniu, potwierdzającego dużą dojrzałość zespołu. Bez patosu i nachalności powstało coś na swój sposób porywającego. I o to chodzi.

Łukasz Dębowski

 

fot. Piotr Chmolowski

Dodaj komentarz