Ile kultur styka się w jednej osobie? Recenzja EP „Śpiewnik Domowy” Łony i Webbera

Nasz ocena

Łona i Webber wracają po prawie czterech latach od “Nawiasem mówiąc”, tym razem z EPką. “Śpiewnik domowy” to siedem premierowych piosenek (i jeden remiks), składających się na najbardziej koncepcyjne wydawnictwo szczecińskiego duetu. Poznajcie naszą recenzję tego albumu.

Recenzja płyty “Śpiewnik domowy” – Łona i Webber (2020)

Jak często zdarza nam się zastanawiać, co tak naprawdę składa się na na mnie, na to co lubię, co mnie interesuje, a co mi się nie podoba? W zaistniałych na całym świcie okolicznościach zapewne mamy na te przemyślenia więcej czasu.

Kołaczące się po głowie myśli o swojej tożsamości i wpływach nań obcych kultur w siedmiu tekstach zebrał Adam Zieliński, a muzyką z odpowiednimi odniesieniami okrasił je Andrzej Mikosz. Całość zarejestrowaną na jednym nośniku autorzy wdzięcznie zatytułowali „Śpiewnik Domowy”, tworząc tym samym ósmy album duetu Łona i Webber.

Minialbum ukazał się 17 kwietnia 2020, nakładem autorskiej wytwórni muzyków – Dobrzewiesz Nagrania. Po czterech długich latach oczekiwań panowie oddali słuchaczom najbardziej osobisty dotychczas album, prezentujący makroświat w mikroskali zasięgu wzroku narratora.

Siedem utworów (plus remix) składających się na ową epkę, to siedem historii z określonym kulturowym tłem. Poczynając od Nigerii, przez Rosję, Brazylię i Bałkany, aż do Polski, gdzie podsłuchujemy melodii żydowskich i łemkowskich, by skończyć na kulturze rodzimej. W każdym tekście Łona opowiada nam o wycinku swojej rzeczywistości, od życia rodzinnego do barowych posiedzeń ze znajomymi, przetykając skoncentrowane na najbliższym otoczeniu wątki historiami postaci, które postanowił upamiętnić. „Echo” opowiada o żydowskim zespole bigbitowym – Następcy Tronów, który rozpadł się przez polityczne wydarzenia marca ’68, natomiast utwór „#nikiforszczeciński”, drugi singiel promujący album, jest hołdem dla ulicznego artysty, tworzącego misterne instalacje pod własnym oknem. Oba te utwory sprawiają, że płyta zyskuje mocno szczeciński klimat, co zachęci do researchu fanów pochodzących spoza rodzinnego miasta duetu.

Okazji do internetowych poszukiwań jest jednak więcej. Łona oprócz błyskotliwych i trafnych jak zawsze spostrzeżeń, naszpikował teksty wieloma odniesieniami, które – nierozszyfrowane – co dociekliwszym spędzą sen z powiek.  I tak w utworze „Co tam, mordo?” odnajdziemy kilka portugalskich słów, a wyzwaniem dla melomanów okaże się track piąty –  „Udostępniam Ci playlistę”. Nie obyło się również bez, prawie charakterystycznej dla Łony, refleksji nad rodakami. Pod przykrywką meteorologicznej zadumy, raper zgrabnie skrył przemyślenia na temat polskiej skłonności do politycznych zrywów.

Warstwa muzyczna mocno odbiega od tradycyjnie serwowanych rapowych bitów, co nie będzie zaskoczeniem dla stałych wielbicieli twórczości Webbera. Producent wcześniej już kusił się na różne muzyczne eksperymenty, zawsze z bardzo smacznym w odbiorze skutkiem. Tym razem, według informacji zdradzonych przez Łonę i Webbera w wywiadzie, większość muzyki powstała do tekstów z określonym zamysłem, co zapewne było nie lada wyzwaniem. Pojedyncze sample w komitywie z żywymi instrumentami, grającymi na określoną, kulturową modłę, to w wydaniu Webbera nowy poziom jakości. Poziom, którym podniósł sobie poprzeczkę, tak dawno już zawieszoną zbyt wysoko dla wielu producentów. Udane kompozycje bezbłędnie oddają klimat, tworząc znakomite tło dla opowieści Łony.

Puszczający oko w stronę Moniuszki „Śpiewnik domowy”, to bardzo spójny materiał, który ku niezadowoleniu fanów, nie mógłby być dłuższy. Po jego wysłuchaniu można odnieść wrażenie, że temat został wyczerpany, mimo mocno skompresowanej formy, jaką jest piosenka. Łona i Webber przyzwyczaili swoich odbiorców do pewnej jakości i na całe szczęście nie mają zamiaru ich od niej odzwyczajać. Trudno dopatrzeć się syndromu „wypalenia się”, powtarzalności tematów, schematyczności, nudy. Obserwujemy natomiast stały rozwój obojga artystów, którzy niejako motywują się wzajemnie do ciągłego postępu. Do tego duetu wraca się chętnie, chłonie się go łakomie i czeka się na niego z utęsknieniem. Miejmy nadzieję, że te kolejne cztery lata oczekiwań na pełnowymiarowy album osłodzą nam jesienne koncerty i te osiem nagrań.

Daria Trojanowska

 

Tracklista:
1. No akomodejszon
2. Stop, Nadiu
3. Co tam, mordo?
4. Echo
5. Udostępniam Ci playlistę
6. #nikiforszczeciński
7. Niepogoda
8.  No akomodejszon remix

 

 

3 odpowiedzi do “Ile kultur styka się w jednej osobie? Recenzja EP „Śpiewnik Domowy” Łony i Webbera”

Dodaj komentarz