Sokół – “Wojtek Sokół” [RECENZJA]

Nasz ocena

Jeden z najbardziej cenionych raperów na polskiej scenie, Sokół, po ponad dwudziestu latach działalności wydał swój pierwszy album, zatytułowany po prostu – „Wojtek Sokół”. Dziś powracamy wspomnieniami do tej płyty, która swoją premierę miała ponad rok temu i stała się jednym z najchętniej kupowanych polskich albumów 2019 roku.

Recenzja płyty “Wojtek Sokół” – Sokół (2019)

Materiał, który zaserwował słuchaczom warszawski raper i przedsiębiorca, to zestaw 13 numerów (plus bonusowe „Chcemy być wyżej”), stylistycznie różnych od siebie, w których starsze, jak i młodsze pokolenia znajdą coś dla siebie. Jak na Sokoła przystało, storytelling jak i produkcje są tutaj na wysokim poziomie. Do pracy nad warstwą muzyczną zaprosił między innymi Magierę (producent „Bluru” Małpy czy „Renesansu” Pokahontaz), Steeza83 czy Dryskulla (kojarzyć go można chociażby z utworu „Ręka” Bartka Królika).

Sporą część muzyków, którzy są związani ze sceną od dziesięcioleci, dotyka wtórność i brak świeżych pomysłów. Sokoła to nie dotyczy. Stworzył album z nowoczesnymi bitami, na których odnalazł się lepiej, niż niejeden popularny młodzik. Przy tym zachował rapowy sznyt, pisząc teksty, które są osobnymi historiami. W całość spina je postać Sokoła, gospodarza tego krążka.

Od rozpoczynających materiał opowieści ze swojego życia i pokonywaniu przeciwności losu („Hybryda” produkcji Wowo i „Lepiej jak jest lepiej” z bitem od Magiery), przez numery ze świetnymi opowiadaniami, w których umieszcza swoje przemyślenia na temat społeczeństwa („Sprytny Eskimos” z Igo, „Napad na bankiet” z PRO8L3Mem czy „Koniec Gatunku”) aż do numeru, który w jakimś stopniu możemy uznać za uniwersalny „lovesong”, czyli „Z Tobą”.

W muzyce od dłuższego czasu wykorzystuje się fragmenty wokali z piosenek innych artystów tzw. cuty. Albumem, na którym ten zabieg wyszedł wyśmienicie i zawierał ten zabieg w sporej ilości utworów był „Kilka numerów o czymś” Małpy, wręcz kultowa płyta, która miała być tylko demówką. „Pomyłka” produkcji Pejzaża  posiada wstęp i zakończenie oparte na wersach Andrzeja Zauchy z utworu „Póki masz nadzieję”. „Pomyłka” nie jest typowym numerem. Jak wcześniej wspomniałem, nie zawiera refrenów, które przerywają kluczową opowieść. Głos Zauchy, w połączeniu z dźwiękiem fortepianu, wprowadza słuchacza w sentymentalny nastrój, pomagając wczuć się w następującą historię o zdradzie. Numer kończą przeplatane wokale zmarłego wokalisty i Sokoła, podsumowując opowieść. To kapitalnie wykonany utwór, w którym wykorzystano potencjał wersów Andrzeja Zauchy, zmieniając jego siłę słów z oryginalnej, względnie radosnej piosenki, do przepełnionej bólem historii, która może przytrafić się każdemu z nas.

Sokół to raper z taką pozycją, iż stworzenie „dream teamu” złożonego z najpopularniejszych, najlepszych producentów i gości do zwrotek, nie byłoby najmniejszym problemem. Nie zrobił tego. Postawił na mniej znanych, jednak uzdolnionych artystów, którzy idealnie wpasowali się w utwory, dopełniając je, bez zbytecznej dominacji swojego gospodarza.

Igo, wokalista Clock Machine i członek duetu Bass Astral x Igo, w przewrotnej opowieści o „Sprytnym Eskimosie” nadał melodyjności, przy której można odpłynąć, wsiąkając jeszcze głębiej w parabolę, którą Sokół stworzył po mistrzowsku. Utwór uniwersalny, przeznaczony także dla dzieci w wieku przedszkolnym, myśląc, iż to rzeczywiście o jakimś eskimoskie, w którego mógłby wcielić się gość. Osoby znające uliczny slang wiedzą, iż to tak naprawdę historia o dilerze kokainy. Grzechem byłoby nie wspomnieć o producencie bitu, Magierze, który pomaga w wizualizacji tej historii.

Z głośnych ksywek w polskim rapie, pojawił się tylko producent Magiera oraz Taco Hemingway i duet PR08L3M. Przy sprzedaży 30 tysięcy egzemplarzy pre-orderu (platynowe wyróżnienie) i kolejnych 30 tysięcy w niecałe pół roku (podwójna platynowa płyta za sprzedaż 60 tysięcy płyt), pokazał, iż Sokół nie potrzebuje popularnych gości, aby osiągnąć sukces. Wystarczy jego reputacja podparta poprzednimi wydawnictwami, własne teksty trzymające poziom, a także produkcje, pod którymi śmiało może się podpisać.

Na próżno szukać tutaj zawiłych wyrażeń, byleby popisać się ich znajomością. Rap cechuje się w założeniach szarością, która połączona z klarownością tekstów i wpadającymi w ucho bitami, przykuwa uwagę słuchacza. Obecność slangu oczywiście nikogo nie powinna dziwić, bo wszystko zależy do kogo adresowany jest dany utwór. Tak jest chociażby w „Nie da na da”, z gościnnym udziałem metalowego wokalisty Marcina Pyszory. Najogólniej mówiąc, motywuje on historią do znalezienia w sobie siły, aby zmienić swoje życie na lepsze, zmieniając przyzwyczajenia bez odkładania „wszystkiego na jutro”.

„Wojtek Sokół” to świetny album, przy którym można dobrze się bawić, umilać sobie drogę w podróży, ale także studiować w spokoju teksty, odkrywając w nich ogrom smaczków. A warto docenić umiejętność Sokoła do opowiadania historii, jak i jego ogólną wiedzę na różne tematy. Do zapoznania się z płytą gorąco zachęcam. Nagroda Fryderyka, byłaby tylko zwieńczeniem jego pracy włożonej w ten album. A o niewątpliwej jakości warto przekonać się samemu, jeśli tylko pojawi się chęć zanurzenia się w tych jakże niebanalnych tekstach.

Adrian Kaczmarek

 

 

Dodaj komentarz