“Obudziłem w sobie ciemniejszą stronę” – nasza rozmowa z Pawłem Izdebskim

Paweł Izdebski, znany jako wokalista Studio Accantus, gitarzysta Ralpha Kamińskiego i autor EP “Książę Naiwności”, w styczniu tego roku wydał pierwszą autorską płytę zatytułowaną “@strach”. Z tej okazji zapraszamy na naszą rozmowę z artystą.

fot. Magdalena Kubiak

Jesteś artystą niezależnym. Działasz bez wsparcia wytwórni i sam wydałeś płytę „@strach”. Czy taka droga dotarcia do słuchacza jest trudna? Jak na to patrzysz z perspektywy czasu?

Moja decyzja działania samemu jest w pełni świadoma. Być może trudniej jest dotrzeć do słuchacza, ale budowanie samemu pozycji poprzez muzykę przynosi znacznie lepszy rezultat w długotrwałej perspektywie. Poza tym mam świetną menadżerkę, bez której nie mógłbym funkcjonować jako artysta.

Przez lata grałem z Ralphem Kaminskim i wiem, jaką drogę trzeba przejść, by móc przekonać do siebie publiczność. On jest tytanem pracy i zanim zainteresowała się nim wytwórnia, długo sam działał i pracował na popularność, która w końcu do niego przyszła. Duże instytucje pomagają, ale zawsze też mają jakieś oczekiwania. Dlatego doceniam swoją artystyczną wolność.

Wytwórnia pomaga też w kwestii wyboru singli. Jak Ty sobie z tym radziłeś? Byłeś w stanie zdystansować się do własnej twórczości?

W takich kwestiach ważna jest dobra relacja z menadżerką. Ja taką mam, więc pozwoliło mi to wspólnie działać w wyborze poszczególnych singli. Ostateczne zdanie należało jednak do mnie, bo w końcu to są moje teksty i do niektórych z nich jestem bardziej przywiązany. Stąd nie wybieraliśmy piosenek ściśle radiowych. Bardzo mi zależało na wyborze „Nory” na singiel, ale jest ona zaprzeczeniem pewnych odgórnych wymogów. Chciałem ten utwór uwypuklić na tle całej płyty, więc zdecydowaliśmy się nawet nakręcić do niego teledysk. W każdym przypadku były narady, dyskusje, może nawet delikatne spory. W każdym przypadku jestem otwarty na sugestie moich najbliższych ludzi i zespołu.

Wspomniałeś o klipie do najnowszego singla, czyli „Nory”. Teledysk jest specyficzny, bo taki też jest ten utwór. Możesz powiedzieć kilka słów na temat tego utworu?

Utwór „Nora” powstał już bardzo dawno i jest to najstarsza kompozycja z mojej płyty. Inspiracją do jego napisania była książka i serial „The Leftovers”. Wiedziałem, że odniesienie do tego filmu musi być dziwne, stąd „Nora” jest specyficzną piosenką. Nora to kobieta, chociaż może funkcjonować w ogóle w odniesieniu do człowieka. Norą mógłby nią być każdy z nas. Przecież w życiu każdego przychodzi moment załamania i wtedy pojawiają się dywagacje pomiędzy normalnością, a tym czymś nie do końca określonym, jako normalność. Konsekwencją tego jest specyficzny teledysk, którego reżyserem był Dawid Grzelak i współtworząca scenariusz Ania Kordulewska. Co najważniejsze, w rolę Nory wcieliła się nieprzypadkowo aktorka Kasia Dąbrowska. A poznałem ją podczas wieczorków improwizatorskich w Klubie Komediowym, w których biorę udział. Dzięki nim powstał w pełni profesjonalny klip.

 

Jeśli już mówimy o teledyskach, to ważnym był też klip do „Laury”.

Za ten animowany klip odpowiada Magda Pilecka, która jest odpowiedzialna także za teledyski dla Bovskiej. Zajmowała się też międzynarodowymi projektami ekologicznymi. Jej portfolio jest bardzo bogate. Kiedy pierwszy raz zobaczyłem jej filmiki w internecie, od razu widziałem, że chciałbym z nią współpracować i nagrać konkretnie klip do „Laury”. Z nią była taka sytuacja, że kilka chwil na kawie wystarczyło, żebyśmy wiedzieli jak ma wszystko wyglądać. Miałem ogromne szczęście przy tej płycie, że trafiałem na odpowiednich ludzi. Tak, jakby czekali na współpracę ze mną, a ja z nimi. Wierzę w takie podświadome połączenie z różnymi osobami, które uaktywnia się w odpowiednim momencie.

Czy przy wszystkich teledyskach zdawałeś się na zamysł innych twórców, czy starałeś się też przemycać własne pomysły?

Nawiązując do mojej wcześniejszej wypowiedzi, to właśnie spotkanie tych ludzi spowodowało, że nie musiałem im podpowiadać, bo od razu wyczuli moje intencje. Także w kwestii tworzenia teledysków. Ta nić porozumienia wytwarzała się natychmiast. Także ich wizja od początku pokrywała się z moją. To nie są klipy oderwane od mojego myślenia. Nawet jeśli to było jedynie lyric video do piosenki „Szwy”, który stworzyła Weronika Grabowska. Z nią dla odmiany współpracowałem już 3 lata temu, gdy wydałem EPkę „Książe naiwności”. Stąd wiedziałem, czego mogę się spodziewać. Weronika stworzyła więcej niż w ogóle oczekiwałem.

Pierwszym utworem, który wysłałeś do publiczności przy tej płycie był jednak utwór „Niewiarygodne”. Od razu wiedziałeś, że będzie to najlepszy singiel na pierwszy singiel?

Dla mnie utwór „Niewiarygodne” najlepiej oddaje brzmienie całej płyty. Jest takim dobrym wprowadzeniem do tego, co na niej się wydarzyło. A co ciekawe był to ostatni napisany utwór na ten album. Całą płytę nagrywaliśmy prawie rok, a ta kompozycja powstała dwa tygodnie przed wejściem do studia. Była w tamtym momencie najbardziej świeżą piosenką i być może dlatego z całym zespołem od razu chcieliśmy zrobić z tego pierwszy singiel. Myślę sobie, że dobrze się stało. To był czysto spontaniczny ruch, który później sprowokował nazwaniem całej trasy koncertowej „Niewiarygodny Tour”.

Album „@strach” jest w Twoim życiu artystycznym zupełnie nowym rozdziałem. Czy traktujesz wydanie tej płyty w jakiś szczególny sposób?

Zależało mi na tym, żeby wydaniem tej płyty odpędzić trochę książęce demony przeszłości (śmiech). Nie chciałem już być utożsamiany z tym samym Pawełkiem z gitarą, który buja w obłokach i śpiewa tylko o miłości. Udało mi się osiągnąć ten cel, bo ludzie zaczęli mnie już inaczej postrzegać. W końcu wpuściłem na tej płycie różne emocje i trochę mroku, który będzie się pogłębiać przy kolejnych moich muzycznych propozycjach. Także uwaga! Obudziłem w sobie ciemniejszą stronę. Sam jestem ciekawy, do czego mnie to zaprowadzi.

Pomiędzy kolejnymi piosenkami, które prezentowałeś w postaci singli i teledysków, nagrałeś też utwór „Dom”. Skąd taki pomysł?

W tym przypadku chciałem nagrać ładną zimową piosenkę. Stworzyłem ją na instrumencie zwanym mandolą, co było dla mnie nowością. Nigdy nie tworzyłem na takim instrumencie. Nagle okazało się, że z tego grania zaczęły się tworzyć jakieś harmonie, melodie, które były świetnym szkicem całych piosenek. Stąd ten utwór nie ma takiego bezpośredniego klimatu świątecznego, bardziej zacząłem myśleć w jego kontekście o tekście. Zacząłem się zastanawiać z czym kojarzą mi się święta i zima. Okazało się, że głównym motywem była droga do domu. Tak pojawił się główny temat. Piosenka została świetnie przyjęta, co mnie bardzo cieszy. Ma wiele odsłon na YouTube i Spotify, co z kolei dało mi do myślenia, jak powinienem podchodzić do nagrywania kolejnych piosenek. Podsunęło mi to nowe pomysły. Eksperymentowanie i wyjście poza strefę komfortu przynosi w moim przypadku jeszcze lepszy odbiór.

Wyjściem nie tyle poza strefę komfortu, ale w ogóle poza muzykę było stworzenie przy tej płycie gry, którą można ściągnąć. Co to był za pomysł?

To była kolejna spontaniczna sytuacja, ale wyniknęła z tego, że pojawili się znów na mojej drodze odpowiedni ludzie, którzy pozwolili temu pomysłowi zaistnieć. Nad grą pracowała Estera Cebulska i Adam Wiśniewski. W„@strach – the game” można zagrać na Androidzie. To jest spersonalizowana gra, bo jest spójna z płytą. Ja nagrywałem wszystkie dźwięki, cały zespół został tam odwzorowany. Teksty wypowiadane przez bohaterów, są słowami wyciągniętymi z piosenek i życia. Najwytrwalsi, którzy dotrwają do jej końca, mam nadzieję, że docenią cały wkład fabularny i przekaz płynący z moich utworów.

Jakie emocje towarzyszyły Ci przy wydaniu tej płyty? Czy można je porównać do tych emocji, które miałeś wydając swoje pierwsze piosenki?

Wydanie pełnej płyty jest nieporównywalne z tym, co wydarzyło się wcześniej. To są zupełnie nowe emocje. EPka to były tylko cztery piosenki, nie można było jej kupić, bo dostawały ją osoby, które wsparły mój projekt poprzez akcję crowdfundingową. Wtedy wszystko działo się w mniejszym zakresie i zasięgu. Chociaż dzięki tamtym utworom zdobyłem pierwszych słuchaczy, którzy są ze mną do dzisiaj. Płytę „@strach” nagrałem już w pełni świadomie i każdy może do niej dotrzeć. Poza tym zdążyłem nagrać ją przed trzydziestką, co także było dla mnie ważne. Zamknąłem nią pewien etap. Przy wydawaniu tego albumu zostałem „oszukany”, bo z okazji świąt bożonarodzeniowych dostałem wielkie pudło z prezentem w środku. Kiedy je otworzyłem i zobaczyłem, że są to moje wytłoczone płyty, to ogarnęło mnie ogromne uczucie spełnienia. W pierwszym momencie nie mogłem w to uwierzyć i dopiero po chwili dotarło do mnie, że spełniło się moje największe marzenie. Potrzebowałem też chwili, żeby uświadomić sobie, że wydanie pełnego albumu to dopiero pierwszy etap i początek mojej znaczącej przygody z muzyką.

Skoro to było tak ważne wydarzenie, to skąd pojawienie się metody „chłodnej głowy” i na czym ona ma polegać?

„Chłodna głowa” to było jeszcze postanowienie noworoczne. Pomyślałem tak, bo założyłem, że może odbić mi „sodówka” po wydaniu płyty. Dlatego też uświadomiłem sobie, że fizyczne pojawienie się albumu to jeszcze nic nie znaczy. Dotarło do mnie to, że to jest taki pierwszy etap, a kolejne to będzie dotarcie do publiczności, przekazanie im tego, co mam do powiedzenia, koncertowanie… Płyta „@strach” dopiero otwiera pewne możliwości, ale nic nie znaczy w kontekście samego fizycznego jej pojawienia się. Ciężka praca jest nadal przede mną.

Mógłbyś też powiedzieć kilka słów na temat tytułu? „@strach” składa się z dwóch detali – „@” i słowa „strach”. Cóż one w takim kontekście oznaczają?

Faktycznie tytuł ma swoje ważne znaczenie. Samo słowo strach nie jest aż tak uderzające. Tym tytułem odnoszę się do własnego lęku, czyli wysłania wiadomości, w tym przypadku dosłownie e-maila, do strachu. Odniesienie do czasów współczesnych też ma znaczenie, ale bardziej tu chodzi o nawiązanie korespondencji ze swoimi lękami. Mała litera w tytule też ma znaczenie, bo nie chciałem go wyolbrzymiać. Odniosłem się do niego bardziej na zasadzie zmierzenia się z nim i wygrania tej walki. Dobrze jest przecież pokonywać własne słabości.

A bardziej globalnie, co budzi w Tobie strach?

Poprzez strach globalny wciąż jednak uciekam do własnych lęków. Żyjemy w czasach, gdy jesteśmy narażeni na samotność. A co za tym idzie, to także depresja, która stała się bardziej powszechna już u ludzi bardzo młodych. Skala tego problemu w ostatnich latach wzrosła. Niby się o tym mówi, ale wciąż za mało, by móc w pełni zmierzyć się z tym problemem w dzisiejszej rzeczywistości.

A towarzyszył Ci strach, a może bardziej obawy związane z pokazaniem komukolwiek piosenek, które znalazły się na tej płycie?

Byłem pewien tego, co nagrałem. Nie towarzyszyły mi obawy. Pojawiła się natomiast sytuacja, że wiele bliskich mi osób, po wysłuchaniu tych piosenek, zaczęło się o mnie martwić. Nigdy nie przekazywałem takich cięższych tematów w swojej twórczości. Niektórzy nie znali mnie nawet z takiej, nieco smutniejszej strony. Zdałem sobie wtedy sprawę, że zrobiłem dobrą robotę, bo te utwory docierają do ludzi, którzy odbierają je bardzo emocjonalnie. Później zacząłem to zauważać na koncertach.

Wraz z wydaniem płyty przyszły koncerty. Czy to tej pory wydarzyło się na nich coś, co było dla Ciebie zaskakujące?

Jednym z najważniejszych wydarzeń był koncert premierowy w klubie Progresja w Warszawie, który odbył się kilkanaście dni po wydaniu płyty. Zawsze marzyłem o tym żeby zagrać własny koncert w takim miejscu. Oczywiście miałem obawy czy uda nam się wypełnić takie miejsce. Dla mnie ten wieczór był wyjątkowy i przerósł moje oczekiwania. Pojawili się goście, w tym Kasia Mazurkiewicz grająca na pianinie, pojawił się Ralph Kaminski i wielu znajomych, którzy wcześniej się nie zapowiedzieli. Dostałem pochlebne opinie, co dodało mi skrzydeł. A do tego moi licznie przybyli fani wymyślili akcję z powycinanymi sercami, na których wypisali różne wspierające mnie hasła. Pierwszy raz usłyszałem też te piosenki w wykonaniu moich wielbicieli. To było niesamowite. Bardzo tęsknię za życiem koncertowym. Mam zaplanowany też występ na tegorocznym SpringBreak Festiwalu.

Czy na koncertach pojawiasz się z tym zespołem, z którym nagrywałeś album „@strach”?

Płytę nagrywałem z ludźmi, z którymi już się znałem. To są ludzie będący częścią mojego zespołu i to z nimi już od wielu miesięcy jeżdżę na koncerty. Większość piosenek nagraliśmy w piwnicy w Sochaczewie w składzie: Diana Lewandowska, Marcin Goszczyński, Grzegorz Zimny i Bartek Orliński. Stąd świetnie się dogadujemy, co jest ważne. Nie wyobrażam sobie nagrać album ze studyjnymi, zupełnie obcymi muzykami. To jest tak moja muzyka pełna osobistych emocji. Wymaga pewnego zaangażowania, a takie mogło być tylko w towarzystwie ludzi, którzy są mi bliscy. To ma przecież przełożenie na moją publiczność, która dzięki temu także będzie mogła odebrać te piosenki bardziej osobiście. Przynajmniej tego bym sobie życzył.

A jakiej polskiej muzyki słucha Paweł Izdebski? Masz ulubionych polskich artystów?

Faktycznie nie mówię o tym zbyt często, bo też nie słucham aż tak bardzo dużo polskiej muzyki. Ostatnio zainteresowali mnie swoją twórczością Pola Chobot i Adam Baran. U mnie to wszystko zaczęło się od bluesa, a im ta muzyka też gra w duszy. Obserwuję uważnie to, co się dzieje na polskiej scenie muzycznej. Kibicuję bardzo Ralphowi Kaminskiemu, ale też duetowi Kwiat Jabłoni. Nie jestem wielkim fanem jazzu, ale bardzo zainteresowała mnie płyta „Idi” Michała Chwały. Uważam, że jest to świetny gitarzysta, który ma serce do tego instrumentu i niebywałe umiejętności.

Rozmawiał – Łukasz Dębowski

 

 

Dodaj komentarz