Marcin Żabiełowicz – więcej niż gitarzysta. 10. najważniejszych płyt muzyka [RANKING]

Marcin Żabiełowicz to świetny, doceniony gitarzysta, kojarzony głównie z grupą HEY. Przez lata stał raczej w cieniu, choć bez niego band nigdy nie byłby taki sam. Od jakiegoś czasu współpracuje z zespołem BAiKA. Dziś to właśnie jemu poświęcamy więcej uwagi. Przy okazji muzyk wskazał 10. najważniejszych płyt, które ukształtowały go jako człowieka i artystę. A my prezentujemy 10, najlepszych piosenek z jego udziałem.

fot. Marta i Łukasz Dziubalscy

 

Ostatnio pisałem o fenomenie osoby Roberta Gawlińskiego. Roberta nikomu nie trzeba szczególnie przedstawiać szerszej publiczności. Jest on ikoną współczesnej sceny muzycznej oraz jednym z najważniejszych polskich muzyków polskiej sceny rozrywkowej, który stoi na czele legendarnego zespołu Wilki.

Dzisiejszy artykuł chciałbym poświęcić wspaniałemu gitarzyście, nietuzinkowym kompozytorze, który swoją grą i muzyką ukształtował brzmienie jednego z najważniejszych zespołów w historii polskiej muzyki.
Mowa oczywiście Marcinie Żabiełowiczu.

Marcin Żabiełowicz urodził się 4 listopada 1970 w Poznaniu. Polski gitarzysta kojarzony głównie z polskim zespołem rockowym Hey, z którym występował w latach 1993 – 2017. Pierwszym zespołem, w którym grał, był Guitars Project, grupa założona przez Darka Kurmana. Następnym był już Hey, do którego zaprosił go Piotr Banach. Żabiełowicz występował oraz współpracował jako kompozytor i gitarzysta m.in. z takimi artystami jak Natalia Kukulska, Edyta Bartosiewicz, Albert Rosenfield, After Blues i John Porter. Był wielokrotnie wyróżniony przez magazyn “Gitara i Bas”. Aktualnie gra w zespole BAiKA.

Marcin był skazany na bycie muzykiem od samego początku. Jego rodzice, a w szczególności tata to wielki fan Hendrixa, Black Sabbath czy Janis Joplin. Pierwsze wspomnienie artysty z muzyką jest związane z The Beatles i płytą “Abbey Road”. Gdy Marcin miał 5 lat tata bardzo często ją puszczał, a kompozycja “Here Comes the Sun” George’a Harrisona do dziś jest w panteonie ulubionych kompozycji kultowego gitarzysty.

Jako nastolatek słuchał mnóstwo różnorodnej muzyki. W momencie fascynacji metalem i albumem Metallicki “Master of Puppets” słuchał równocześnie także Pink Floyd i Depeche Mode.

W 1992 roku wraz z nowo powstałym zespołem Hey wystąpił na festiwalu w Jarocinie. Do samego końca nie wiadomo było czy występ szczecińskiej kapeli się odbędzie. Przed wyjściem na scenę pseudo publiczność rzucała różnymi przedmiotami w kierunku sceny. Formacja weszła pod eskortą Jurka Owsiaka i dała koncert, od którego wszystko się zaczęło…

Występ, który zapamiętam przez pryzmat Kasi, która śpiewała we własnym języku oraz wspaniałej grze gitarowej naszego dzisiejszego bohatera.
W latach 90. dwa zespoły wiodły prym na polskiej scenie muzycznej. Były to Wilki ze wcześniej wspomnianym Robertem Gawlińskim na czele oraz oczywiście Hey.

Po wielkim sukcesie debiutanckiego longplaya “Fire” zespół pod przewodnictwem Piotra Banacha poczuł się trochę jak… The Beatles w czasach brytyjskiej inwazji. Na koncertach były tłumy rozwrzeszczanych nastolatków, wykupujących bilety w rekordowo krótkim czasie.

 

Po kolejnych przebojowych płytach “Ho” (1994) i “Karma” (1997) przyszedł czas na rozstanie z dotychczasowym liderem grupy – Piotrem Banachem.
Grupa musiała podjąć bardzo ważną decyzję – kończyć działalność, czy grać dalej z nowym członkiem. W 2000 roku do Hey’a dołączył Paweł Krawczyk, który z miejsca staje się kompozytorem większości materiału na kolejnych wydawnictwach szczecińskiego bandu.

“Nowe” wydanie Heya zupełnie różniło się od tego, którego słuchacze znali z lat 90. W twórczości zespołu zauważalna była muzyka elektroniczna, bardziej eksperymentalna. Muzyczna droga formacji bardzo przypomina poczynania brytyjskiego giganta – Radiohead. Od stricte gitarowego grania po eksperymentalne brzmienia łączone z orientalnymi partiami gitarowymi.
Marcin Żabiełowicz idealnie odnalazł się nowej odsłonie zespołu. Uwielbiam pracę gitary na albumach “Echosystem” i “Sic!”, gdzie zespół nagrywał cały materiał z Leszkiem Kamińskim we wsi Nojszew.

W 2017 roku z inicjatywy Katarzyny Nosowskiej ekipa zawiesiła działalność i do dzisiaj za bardzo nic nie wiadomo o powrocie.

Marcin Żabiełowicz zawsze stał w cieniu, jednak dla prawdziwego słuchacza, fana Heya był muzyczną esencją formacji. Formacji, która dla mnie i wielu fanów wciąż jest najważniejsza.

Jakiś czas temu do współpracy zaprosił go stary przyjaciel Piotr Banach, który storzył z Kafi projekt o nazwie BAiKA. Zespół ma za sobą kilka większych i mniejszych sukcesów m.in. Występ na Poland and Rocku w 2019. Jestem ciekawy nowego wydawnictwa grupy, nad którym pracują z nowym, bardzo cenionym perkusistą… Ale o tym może kiedy indziej.

fot. materiały prasowe

 

Zapytałem Marcina o zespoły i wydawnictwa, które najbardziej na niego wpłynęły jako na muzyka. Zaczynamy!

1. The Beatles – Abbey Road
To jest płyta, przy której się wychowałem. Gdy miałem 5 lat, mój tata puszczał ją dosyć często. Być może dlatego, że w tamtych czasach nie mieliśmy zbyt wielu płyt. “Here Comes The Sun” do dziś pozostał jednym z moich ukochanych utworów.

2. Livin’ Blues – Blue Breeze / Live

Dwie płyty, które odcisnęły na mnie olbrzymie piętno. Miałem wtedy z dziewięć lat, chłonąłem muzykę jak gąbka wodę. Te płyty wprowadziły mnie w krainę bluesa – gitarzysta Ted Oberg jawił mi się niemalże bogiem. Wtedy już wiedziałem, że chcę być gitarzystą.

3. Metallica – Master of Puppets

Apogeum mojego zainteresowania metalem. Płyta bardzo dobra pod każdym względem: świetne kompozycje, energetyczne wykonanie. W tamtych czasach płyta ta jawiła mi się jako wzorzec nagrania, wykonania, brzmienia. O dziwo, równocześnie z Metallicą katowałem praktycznie całe dyskografie Pink Floyd oraz Depeche Mode.

Zespoły powiązane: Megadeth, Slayer, Anthrax, Celtic Frost.

4. Depeche Mode – Some Great Reward

Martin Gore zawsze potrafił stworzyć wspaniały klimat piosenek, który swoim głosem wzmacniał David Gahan. Uważam, że jest on jednym z największych kompozytorów naszych czasów. W zasadzie od “Construction Time Again” po “Music For The Masses” każda z tych płyt to arcydzieła. Depeche Mode to zespół absolutnie ponadczasowy.

5. Living Colour – Time’s Up

Vernon Reid z kolegami otworzyli mi oczy na to, jak można brzmieć ciężko jednocześnie grając lekko i z finezją. Jak można czerpać garściami z różnych gatunków muzycznych i jednocześnie brzmieć oryginalnie. Przy nich Metallica wydawała mi się ociężała i przestarzała 🙂

6. Jane’s Addiction – wszystko

Zespół, który wielbię bezgranicznie. Drugiego takiego nie było i nie będzie. Cztery osobowości, tworzące muzykę niedefiniowalną, wykraczającą poza wszelkie ramy – tworzące charakterystyczny, absolutnie unikatowy styl. Gitara Dave’a Navarro odcisnęła na mnie piętno słyszalne na wszystkich płytach Hey aż do początku XXI wieku.

7. The Police / Sting – Outlandos D’Amour, Synchronicity, Dream of the Blue Turtles

Fascynacja The Police narodziła się podczas mojego pobytu w Libii w 1983 roku. Syn kolegi z pracy mojego taty był wielkim fanem The Police. Zespół rozwijał się na moich oczach, przeistaczając się z zespołu post punkowego w coś absolutnie oryginalnego. Pierwsza płyta solowa Stinga była dla mnie szokiem: oto jazzmani grali ambitny pop.

8. Nick Cave – Push the Sky Away, Skeleton Tree

Obie płyty są tak naładowane emocjami, że trudno im się oprzeć. Nick miał zawsze władzę nad ludźmi podczas koncertów, tym razem ma ją również na płytach. Rzadka sztuka.

9. Led Zeppelin – Celebration Day

Nigdy nie był to mój ulubiony zespół. Muszę przyznać, że nigdy nie rozumiałem, dlaczego Jimmy Page był wymieniany jednym tchem z Claptonem, Blackmoorem i Beckiem. Po wysłuchaniu tej płyty rozumiem. Arcydzieło.

10. Dweezil Zappa – Zappa Plays Zappa

To jest przykład na to, jak przez syna trafić tylnymi drzwiami do przebogatej dyskografii ojca. Płyta ZPZ jest absolutnie genialna pod każdym względem. Ortodoksi się obrażą, ale w wielu miejscach – lepsza niż oryginały. Ta płyta wprowadziła luz i poczucie humoru do mojego podejścia do instrumentu i muzyki.

Na koniec krótka lista nazw(isk) niezwykle istotnych dla mojej edukacji muzycznej:

Eric Clapton
RHCP
RATM
Radiohead
Krystian Zimmerman
Lech Janerka / Klaus Mitffoch
John Scofield
Frank Zappa

Jak widzimy Marcin słuchał i słucha naprawdę bardzo różnorodnej muzyki, co słychać w jego wspaniałej dotychczasowej twórczości. Chciałbym przedstawić swój osobisty ranking najlepszych solówek gitarzysty. Dla mnie osobiście te partie to esencja twórczości Hey.

1. “Heledore Babe” (1995)
2. “Moja i twoja nadzieja” (1993)
3. “A ty?” (2005)
4. “Fate” (1993)
5. “O drugim policzku” (1994)
6. “As Raindrops Fell” (1995)
7. “Misie” (1993)
8. “R.E.R.E” (1995)
9. “Teksański” (1993)
10. “To tu” (2005)

Dziękujemy Marcinie za wspaniałe dźwięki za masę inspiracji i prosimy o więcej! Muzyk przez duże M.

Mateusz Wawrzyszkiewicz

 

fot. materiały promocyjne

 

Dodaj komentarz