“We wszystkim ukryty jest jakiś głębszy sens” – nasz wywiad z Magdą Rutą

27 marca to data premiery płyty “Nie wiem czy będę” Magdy Ruty. Album ukazał się pod naszym patronatem medialnym. Z tej okazji zapraszamy na nasz wywiad z debiutującą wokalistką.

Magda Ruta to młoda, bardzo wyrazista osobowość na warszawskiej scenie muzycznej. Muzyczna wizja bezpretensjonalnie łączy się z jej pasją do obrazu i fotografowania. Odważny wizerunek i subtelna charyzma zjednują jej grono sympatyków nie tylko wśród słuchaczy, ale też w gronie czołowych postaci środowiska muzycznego.

fot. materiały prasowe

Ponoć najtrudniejsze jest stworzenie pierwszej płyty. Ile trwało jej nagranie w Twoim przypadku? Od kiedy piszesz własne piosenki?

U mnie najtrudniejsze było przekonanie się, że mogę stworzyć tę pierwszą, wymarzoną płytę i że to może być dobra płyta. Praca nad nią trwała trzy lata, licząc od napisania pierwszego tekstu do zarejestrowania ostatniego dźwięku w studio. Ta płyta to mój debiut, jeśli chodzi o pisanie piosenek.

Wiele na tej płycie emocji. W jakim stopniu odzwierciedlają one Twoje przeżycia, a na ile są one obserwacjami innych ludzi?

Każde słowo to zapis mojej emocji lub moich doświadczeń. Postanowiłam zbudować opowieść o relacji z bliską mi osobą i zawrzeć ją w 11 utworach. Utwór „Dobre zakończenie” jest kompozycją zamykającą album, która zostawia słuchaczowi pole do interpretacji, jak ta historia się kończy.

Czy pisząc o własnych przeżyciach nie miałaś obaw, że może będą one zbyt osobiste, a przez to odsłaniasz za dużo siebie?

Uznałam, że gdy napiszę o sobie to będzie to po prostu szczere. Zależało mi na tym, aby dać się poznać jako artystka, która ma coś prawdziwego do przekazania i się tego nie boi. Wydaje mi się, że odbiorca zawsze wie, czy artysta jest z nim szczery, czy jest to jednak w jakiś sposób wymyślony konstrukt, stworzony pod konkretny target. Długo nosiłam się z zamiarem przelania na tekst swoich emocji i postanowiłam, że jak już to zrobię to pójdę na całość, bez owijania w bawełnę i chowania się za wymyślonymi historiami.

W jakim stopniu płyta „Nie wiem czy będę” odzwierciedla Twoje fascynacje muzyczne?

Tę płytę postrzegam jako wspólne dzieło moje i Tomka „Serka” Krawczyka. Teksty oczywiście są mojego autorstwa, ale muzycznie Tomek wniósł bardzo wiele.

Mam do niego ogromne zaufanie, a że świetnie się rozumiemy to wszystkie niemal pomysły wspólnie akceptowaliśmy. Nie wiem, czy to dobrze robić muzykę „pod dyktando” własnych fascynacji? Po prostu otworzyliśmy się na siebie i daliśmy upust swojej wrażliwości. Zrobiliśmy to tak jak nam w duszy grało. Tomek też obdarzył mnie sporym zaufaniem i od początku wspierał moje pomysły. Podoba nam się  to, co nawzajem proponujemy i tak się dosyć łatwo tworzy. Oczywiście były i są momenty które wymagają  wyjątkowego skupienia, może nawet rzeźbienia w materii bo to się czuje, że coś tu nie gra, ale jest to proces bardzo intuicyjny i zawsze wychodził na dobre. Oboje bardzo się w ten album zaangażowaliśmy i podpisujemy się pod tym wszystkimi rękami.

Wiele na tej płycie żywego grania. Czy to znaczy, że tylko w takim graniu jesteś w stanie się odnaleźć?

Uwielbiam żywe granie. Cokolwiek masz na myśli. Jeśli muzycy grają na instrumentach „na żywo” to dla mnie jest istota muzyki w ogóle. Oczywiście mamy XXI wiek i lubię też elektroniczne brzmienia, ale lepiej czuje się z tzw „żywym” zespołem. Na płycie oczywiście mamy syntezatory i wykorzystywaliśmy wiele zdobyczy nowoczesnej technologii, ale traktuję je jako smaczki, a nie dominujące aspekty. Pewnie byłabym w stanie odnaleźć się w innym brzmieniu, ale dla mnie w muzyce nie chodzi o to by się „odnaleźć” ale coś z siebie dać, wykreować. Słowo „odnaleźć” w tym kontekście oznacza dla mnie trochę brak własnej woli, a ja wiem co lubię i czego chcę.

Czy z czystym sumieniem możesz powiedzieć, że nagrałaś płytę, której z przyjemnością słuchałabyś w radiu? Jakiej muzyki brakuje Ci w rozgłośniach radiowych?

Może to zabrzmi dziwnie, ale lubię słuchać swojej płyty. To chyba oznacza też, że z przyjemnością słuchałabym jej w radio. Kiedy miałam okazje usłyszeć „Wybujałe” lub drugi singiel „Nie wiem, czy będę” w rozgłośniach, to zawsze były niesamowite emocje. Brakuje mi polskiej muzyki w stacjach radiowych.

 

Jak poznałaś zespół, który towarzyszy Ci na płycie? W szczególności Tomka „Serka” Krawczyka, któremu oddałaś też produkcję tego materiału. Skąd tak duże zaufanie do jego osoby?

Z Tomkiem znamy się już wiele lat, połączyły nas sprawy zawodowe, a później przyjaźń. Odnaleźliśmy wiele wspólnych mianowników, dlatego od razu poczułam, że to z nim chcę pisać piosenki i to on będzie trzymał pieczę nad produkcją płyty. Kiedy podjęliśmy decyzję o założeniu zespołu, niespodziewanie szybko pojawili się na naszej drodze świetni i zaangażowani muzycy. Maćka Szczycińskiego, który gra w zespole na basie znaliśmy, co prawda wcześniej. Tomek zawsze cenił jego umiejętności i niejednokrotnie dzielili scenę. Natomiast Agnieszka Gruczek (instrumenty klawiszowe) oraz Kacper Majewski (perkusja) – młodzi, ambitni muzycy spadli nam z nieba! Szybko się zaprzyjaźniliśmy i tworzymy naprawdę zgrany zespół.

Jak będą wyglądały Twoje koncerty? Czy tam również pojawi się zespół, który towarzyszył Ci na płycie?

Nastawiamy się na koncerty w pełnym składzie. Aktualnie z powodu epidemii nie możemy się widywać, ale jak tylko wszystko wróci do normy to my również powrócimy do prób i pracy zespołowej. Na dzień dzisiejszy organizujemy live’y na social mediach, podczas których gramy sobie w duecie z Serkiem po kilka utworów, żeby utrzymać kontakt z odbiorcami naszej muzyki.

Pierwszym singlem z tej płyty, który wysłałaś do szerszej publiczności był utwór „Wybujałe”. Czy od razu wiedziałaś, że jest to dobra piosenka, którą chcesz wysłać w świat? I na ile jest on reprezentatywny dla całej płyty?

Nie zastanawiałam się nad tym, czy jest reprezentatywny dla płyty. Po prostu mieliśmy przeczucie razem z Tomkiem, że to będzie nasza pierwsza wizytówka. „Wybujałe’ powstało w ciekawych dla nas okolicznościach, w moim rodzinnym mieście i od początku czuliśmy płynącą z tego utworu wyjątkową energię.

Na pewno są na tej płycie piosenki, które są Tobie bliższe. Mogłabyś wskazać jeden, szczególnie wyjątkowy dla Ciebie?

Strasznie ciężko wybrać ten wyjątkowy bo jestem jeszcze na etapie, że mogę bez końca słuchać całej płyty! Ale jeżeli mam wybrać to będzie to utwór „Nie popędzaj”. Ze względu na wyjątkowo intymny tekst.

Twoja płyta jest trochę w stylu „vintage”, a przez to idealnie pasuje do fizycznej wersji płyty. Doskonale odnalazłaby się także na czarnym krążku. Jaki masz stosunek do wersji fizycznej płyty, kiedy wszystko coraz bardziej podporządkowywane jest cyfryzacji?

Jestem fanką fizycznych nośników. Oczywiście słucham również muzyki w streamingu i kiedy chce sprawdzić, czy twórczość jakiegoś artysty jest dla mnie, najpierw zaglądam na Spotify, a później idę do sklepu po fizyczną wersję. Tę cenię szczególnie za walory estetyczne, lubię trzymać w ręku pięknie wydany album, oglądać co kryje zawartość, czytać teksty. Winyle to również coś, co kolekcjonuję. Cieszę się, że nasza muzyka pasuje do takich wersji płyty. Nie wyobrażam sobie, że wydajemy płytę tylko w wersji cyfrowej. A o „Nie wiem, czy będę” na winylu marzę!

Płyta jest niezwykle spójna także z jej wizualną stroną. Jaki miałaś wpływa na to, jak będzie ona wyglądać? Czy masz także wpływ na teledyski? Czy są jednak rzeczy, które lepiej oddać fachowcom?

Wpływ na wygląd płyty miałam poprzez zaproszenie do współpracy świetnej graficzki Honoraty Karapudy. Znałyśmy się wcześniej prywatnie i wiedziałam, że jeżeli ona zajmie się projektem graficznym albumu, to będzie on właśnie taki, jaka jestem ja i jaka jest muzyka. Honorata jest totalnie zaangażowaną artystką. Wiem, że zanim usiadła do pracy przesłuchała kilkakrotnie każdą piosenkę, miała swoje własne przemyślenia odnośnie tekstów. Wgryzła się w temat i oddała to w swojej pracy w stu procentach.

Jeśli chodzi o teledyski to dwa pierwsze oddałam w ręce młodych twórców. “Wybujałe” wyreżyserował Tomasz Wicher, a klip do „Nie wiem, czy będę” stworzyła grupa Motion Pikczer. Praca nad tymi dwoma obrazkami była bardzo inspirująca i wiele mnie nauczyła. Trzeci klip do utworu „22” powstał już w kameralnym gronie i tutaj weszłam w rolę reżysera, a wspierał mnie w tym operator i montażysta Bart Meksuła „Bakun”, graficzka KaPuk i VJ Majonez, czyli Rafał Fórmaniak.

Do kogo chciałabyś, żeby trafiła Twoja muzyka? Jesteś w stanie określić swojego słuchacza?

Chciałabym, aby ta muzyka trafiła do jak najszerszego grona odbiorców, ponieważ napisaliśmy te piosenki dla ludzi. Bez względu na płeć, wiek i zainteresowania.

Nie masz obaw związanych z wkraczaniem do świata, który jest bardzo niestabilny i zależny od wielu czynników nie tylko muzycznych?

Nie mam. Wydaje mi się, że gdzieś tam zawsze do niego należałam, tylko musiałam nabrać odwagi, żeby wreszcie w niego wkroczyć. Upewnić się, czy wiem jak się w nim odnaleźć, jednocześnie nie gubiąc siebie i tym samym spełniać marzenia, iść wytyczoną sobie drogą.

Twój koncert premierowy, który miał się odbyć 1 kwietnia musi zostać przełożony, ze względu na obecną sytuację. Czy są rzeczy, które podcinają Ci skrzydła? Czy raczej patrzysz optymistycznie na każdą sytuację?

Miewam momenty lekkiej załamki, ale staram się z niej szybko podnosić. Wierzę, że nic nie dzieje się bez przyczyny, i że we wszystkim ukryty jest jakiś głębszy sens. Obecna sytuacja może pomóc nam otworzyć oczy na sprawy, które przestaliśmy zauważać w codziennym pędzie. A gdy już będziemy mogli bezpiecznie opuścić nasze domy i mieszkania na nowo odkryjemy świat! To taka pokrzepiająca perspektywa.

 

Dodaj komentarz